Reklama

Reklama

Jean Gabin: Człowiek o kamiennej twarzy

Na początku kariery, gdy tylko pojawiał się na ekranie, drżało niejedno kobiece serce. Został jednak zapamiętany dzięki rolom, które zagrał w dojrzałym wieku. To o nim Marlena Dietrich powiedziała, że był mężczyzną jej życia.

11 lat po śmierci Jean Gabin został symbolicznie nagrodzony honorowym Cezarem

Urodzony na początku XX wieku w Paryżu, w rodzinie o aktorskich tradycjach, Jean-Alexis Gabin Moncorgé mógł przebojem wejść do aktorskiego świata. On jednak nie wykazywał zbyt wielkich chęci w tym kierunku. Bo jeżeli Jean już coś robił, to musiał być do tego przekonany na sto procent. Ale gdy już się na coś zdecydował, poświęcał się temu w całości i z pasją.

Mimo wahań co do wyboru aktorskiego zawodu, dość wcześnie zaczął statystować na deskach teatralnych, a kino pochłonęło go w latach 30. Obsadzano go w rolach mężczyzn o mocnym charakterze, często borykających się z losem. Jeszcze przed II wojną światową zagrał u największych francuskich reżyserów - Juliena Duviviera ("Pépé le Moko" - 1937), Jeana Renoira ("Towarzysze broni" - 1937 i "Bestia ludzka" - 1938) oraz Marcela Carné ("Ludzie za mgłą" - 1938 i "Brzask" - 1939).

Reklama

Nieco szorstki, ale romantyczny wizerunek Gabina na ekranie podobał się kobietom, które nazywały go najbardziej męskim aktorem nad Sekwaną. Nic więc dziwnego, że pod jego wielkim urokiem znalazła się też znakomita aktorka, bohaterka niejednego skandalu obyczajowego oraz pożeraczka zarówno męskich, jak i kobiecych serc - Marlena Dietrich. Złośliwi mówili, że ich pełną namiętności miłość zabiło... słabe kino, bo wspólna, niestety nie zwieńczona sukcesem praca na planie "Martina Roumagnaca", zakończyła miłosne uniesienia.

Sama gwiazda po latach twierdziła, że to właśnie Jean zawładnął jej sercem. A choć nazwisko Dietrich wiązano m.in. z pisarzem Ernestem Hemingwayem, aktorem Garym Cooperem czy piosenkarzem Frankiem Sinatrą, to po śmierci Jeana w 1976 roku aktorka powiedziała: "Po raz drugi zostaję wdową" (jej mąż zmarł rok wcześniej).

A Gabin też aniołem nie był. Jego dwa pierwsze małżeństwa zakończyły się rozwodem, jedno po 4, drugie po 10 latach. Dopiero u boku trzeciej żony, Dominique Fournier, spędził 27 lat. Nie budował też ciepłego wizerunku, bo mawiał: "Krewni są jak piękny, górski krajobraz: najlepsze wrażenia czynią z daleka".

Ci, którzy znali go lepiej, twierdzili, że to po prostu jego żołnierska twarda natura. Gabin służył bowiem w marynarce wojennej. Jako ochotnik walczył też w szeregach Wolnej Francji i brał udział w wojskowej operacji w Normandii, a za swoją postawę otrzymał wysokie odznaczenia państwowe. Zresztą honor i odwaga stanowiły dla niego tak dużą wartość, że nawet odrzucił aktorską kreację w wielkim przeboju francuskiego kina "Cena strachu", ponieważ uważał, że rola podszytego tchórzem Jo to nie propozycja dla niego i zostanie źle przyjęta przez widzów.

Niewielu francuskich aktorów przed Gabinem mogło o sobie powiedzieć, że ich kariera na nowo nabrała rozpędu po przekroczeniu magicznej pięćdziesiątki. Tymczasem on wykreował wówczas jedne z najbardziej charakterystycznych ról w swojej karierze: inspektora Maigreta w "Pułapce", "Śmierci na klęczkach" oraz "Maigret, Lognon i gangsterzy", a także tytułowego "Człowieka z tatuażem" czy starego gangstera Maxa Lamberta w ostatnim filmie "Rok święty" (1976).

Niestety, ponad pół roku po premierze tej produkcji aktora pokonała choroba - zmarł na białaczkę. Pożegnano go z wojskowymi honorami, a jego prochy rozsypano do morza. W 1987 roku Jean Gabin został symbolicznie nagrodzony honorowym Cezarem.

Adam Piosik


Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Jean Gabin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje