Reklama

Janda, Gajos i Holland nagrodzeni

Prezydent Bronisław Komorowski wręczył w poniedziałek, 17 stycznia, na Wawelu najwyższe państwowe odznaczenia. Wśród wyróżnionych byli najwybitniejsi polscy artyści, a wśród nich aktorka Krystyna Janda.

Oprócz Jandy, Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski, odznaczonych zostało prawie trzydzieści osób, a wśród nich Janusz Gajos i Agnieszka Holland. Najwyższe odznaczenie - Order Orła Białego otrzymała jednak poetka, Wisława Szymborska.

Reklama

Odznaczenia te nadawane są najwybitniejszym Polakom oraz najwyższym rangą przedstawicielom państw obcych, za znamienite zasługi cywilne i wojskowe dla Rzeczypospolitej Polskiej.

Krystyna Janda, wyznała, że Krzyż Kawalerski jest szczególnym wyróżnieniem, który napawa ją dumą.

"Z pewnością dominującym uczuciem jest duma. Poza tym bardzo mi się te medale podobają. Pamiętam, jak dostałam Krzyż Oficerski i strasznie zazdrościłam panu Hanuszkiewiczowi, że otrzymał medal na szyję. Jako kobieta zapytałam, kiedy dostanę coś takiego, bo mi się potwornie podobał ten 'naszyjnik'. To jednak świadczy o moim braku świadomości. Ja po prostu wstaję rano i pracuję, myślę, gram, planuje, a nagrody i wyróżnienia są jakąś taką manną z nieba, która spada na mnie z zaskoczenia" - stwierdziła aktorka.

Artystka przyznaje jednak, że bez prostych wyróżnień, jakimi są w jej karierze listy od widzów i ich reakcje po spektaklach, wszystkie nagrody i medale straciłyby swoje znaczenie.

Janda otrzymuje ogromną ilość maili i listów, które są dla niej szczególnym rodzajem wyróżnienia.

"Najcenniejsze są dla mnie chyba listy od tych najbardziej samotnych. Mówi się, że chorobą naszych czasów jest samotność i coś w tym jest. Widać to w internecie. Piszą do mnie osoby, którym na przykład umarła matka, albo ludzie, którzy stracili dziecko. Nagle okazuje się, że to, co ja zagrałam albo napisałam w swojej książce, sprawia, że staję się osobą, której jako pierwszej, ci ludzie chcą zwierzyć tą swoją najbardziej osobistą tragedię. To jest wyróżnienie nieprawdopodobne i nie da się tego porównać z żadnym medalem" - wyznała.

Nagrodę Janda otrzymała w poniedziałek na Wawelu. Nic jednak nie jest w stanie odciągnąć ją zbyt daleko od teatru, bowiem już wieczorem wróci na deski teatru Polonia w Warszawie, aby zagrać "Boską!". Teatr jest najważniejszy. Stanowi jej pierwsze miejsce pracy, dlatego wszystkie dodatkowe działalności nie mogą kolidować z repertuarem.

"Jestem szalenie uhonorowana takim medalem, choć nawet sama do końca nie rozumiałam, co ten medal znaczy. Przeczytałam listę osób, która otrzymała takie wyróżnienie i zrobiło mi się strasznie miło. Mam już dwa medale francuskie, a także odznaczenie Karola Wielkiego, jednak żeby zrozumieć jakiego rodzaju wyróżnienie dostaję teraz i dlaczego, musiałam strasznie długo szukać w różnych encyklopediach i historiach tych medali. Oczywiście to są bardzo ważne dla mnie rzeczy, ale jak mówię, bez rzeczy najprostszych: listów, spotkań przed i po spektaklach, wszystko wyglądałoby inaczej, bo medale te byłyby zawieszone w próżni" - powiedziała Krystyna Janda

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje