Reklama

Reklama

Jake Gyllenhaal: Istny kameleon

W październiku na Netfliksie zadebiutował film "Winni" w reżyserii Antoine'a Fuqua, który stanowi remake duńskiego thrillera o tym samym tytule z 2018 roku. Produkcja cieszy się bardzo dużą popularnością, a wcielający się w główną rolę Jake Gyllenhaal zaliczył kolejny świetny występ. Z tej okazji wspominamy najważniejsze momenty kariery tego utalentowanego aktora.

Jake Gyllenhaal w filmie "Winni"

Takich aktorów jak on nazywa się w Hollywood "kameleonami". Jake Gyllenhaal słynie z niesamowitych aktorskich metamorfoz i zyskał sobie już opinie "speca od ról specjalnych".

Jake pochodzi z wybitnie artystycznej rodziny. Jego matka - Noami Foner - jest scenarzystką. Ojciec Stephen Gyllenhaal jest dosyć znanym reżyserem, kręcącym głównie odcinki seriali telewizyjnych. Natomiast jego starsza siostra, Maggie, również trudni się aktorstwem; znana jest z takich filmów jak "Uczciwa kobieta" czy "Mroczny rycerz". Sam Jake zaczął swoją aktorską karierę już jako nastolatek ("Sułtani westernu", "Dosięgnąć kosmosu"), jednak prawdziwe sukcesy przyszły nieco później.

Reklama

Przepustką do wielkiej kariery był dla Gyllenhaala udział w filmie "Donnie Darko". Aktor wcielił się w nim w uzdolnionego, bardzo inteligentnego nastolatka z problemami psychicznymi. Oniryczna i hipnotyzująca atmosfera tego filmu sprawia, że jest to obraz, od którego trudno się oderwać. Sam Jake, mimo tego że rola nie była łatwa, poradził sobie świetnie.

W 2004 roku Gyllenhaal wystąpił w katastroficznym obrazie Rolanda Emmericha - "Pojutrze". Film ten okazał się hitem tamtego lata, zarobił ponad 500 milionów dolarów, ale w historii kina zapisze się głównie z uwagi na fantastyczne efekty specjalne.

Później nastąpiła pierwsza metamorfoza Gyllenhaala. W 2005 wystąpił on w filmie "Jarhead: Żołnierz piechoty morskiej". Zarówno widzowie, jak i krytycy, zauważyli, że do tej roli Jake znacząco przybrał na wadze i nabrał muskulatury. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że nie będzie to dla Gyllenhaala ostatnia taka zmiana.

Rola w "Tajemnicy Brokeback Mountain" jest, jak do tej pory, jedną z najlepszych kreacji Jake'a. Gejowski western w reżyserii Anga Lee był najbardziej kontrowersyjnym filmem 2005 roku. Wielu widziało w nim dzieło, które miało rozpocząć rewolucję w kinematografii. Czy tak się stało? Trudno ocenić. Nie zmienia to faktu, że film zdobył trzy Oscary (w tym za najlepszą reżyserię). 

Bardzo ciekawy i nieco zapomniany thriller "Zodiak" w reżyserii Davida Finchera to historia poszukiwania seryjnego mordercy, który przed ponad 40 laty terroryzował San Francisco. Gyllenhaal wciela się w rolę rysownika z gazety "San Francisco Chronicle", który stawia sobie za cel schwytania psychopaty. Pikanterii dodaje fakt, że "Zodiak" to film oparty na faktach.

W 2013 roku Jake wystąpił w filmie "Labirynt". Obraz Denisa Villeneuve's zebrał doskonałe recenzje, a wielu okrzyknęło go jednym z najlepszych filmów roku. Gyllenhaal wcielił się w rolę tajemniczego, demonicznego detektywa, który próbuje odszukać porywacza sześcioletniej dziewczynki. Mroczny klimat i atmosfera niepewności utrzymana jest do samego końca.

Rok 2014 przyniósł Gyllenhaalowi doskonałą rolę w "Wolnym strzelcu". Wychudzony Jake w roli "dziennikarza", który sprzedaje lokalnym stacjom telewizyjnym nagrania najbardziej makabrycznych wypadków i zbrodni w mieście. Doskonała satyra na współczesne media. Główny bohater filmu - Lou Bloom - to chyba najbardziej antypatyczna postać, jaką zagrał Jake w swojej karierze. 

W filmie "Do utraty sił" Gyllenhaal wystąpił z kolei w roli boksera, który mimo przeciwności losu próbuje wspiąć się na szczyt sportowej kariery. Imponująca muskulatura Jake'a zaimponowała wszystkim, a wielu krytyków stwierdziło, że tą metamorfozą aktor przeszedł samego siebie. 

Podkochiwał się w koleżance z planu

Jake Gyllenhaal w najnowszym wywiadzie wrócił wspomnieniami do pracy nad komediodramatem "Życiowe rozterki", w którym partnerował Jennifer Aniston. Aktor ujawnił, że podkochiwał się wówczas w koleżance z planu, dlatego największym wyzwaniem okazało się dla niego nakręcenie z gwiazdą "Przyjaciół"... scen miłosnych.

"To były istne tortury. Choć pod pewnymi względami było naprawdę miło. Odczuwałem wtedy skrajne emocje. Z tego względu współpraca z nią nie była dla mnie łatwa. Podziwiałem ją, ale nie ze względu na 'Przyjaciół', których nie jestem wielkim fanem. Najbardziej pociągająca jest jej osobowość" - wspomina aktor.

Kręcenie scen miłosnych było dla gwiazdora uciążliwe z jeszcze jednego powodu. "To jest zwyczajnie niezręczne, nie ma w tym nic ekscytującego. Na planie przebywa wtedy trzydzieści, może pięćdziesiąt osób, które cię oglądają. Cóż, nie podnieca mnie taka perspektywa. Wszystko to jest dziwnie mechaniczne, zaprojektowane w taki sposób, by dobrze wyglądało na ekranie. Można to porównać do scen walki, które także mają określoną choreografię" - wyjaśnia Gyllenhaal.

Jakie aktor ma plany na przyszłość?

W rozmowie z Howardem Sternem aktor opowiedział również o swoich życiowych planach. Wyznał, że obecnie jego największym marzeniem i priorytetem jest założenie rodziny. "Bycie dobrym mężem i ojcem jest wszystkim, czego chcę. Teraz, gdy osiągnąłem już sporo na płaszczyźnie zawodowej, czuję, że mogę to śmiało powiedzieć" - zdradził Gyllenhaal, który od trzech lat spotyka się z 25-letnią francuską modelką Jeanne Cadieu.

Zapytany o to, czy w najbliższym czasie zalegalizuje związek z młodszą o 15 lat partnerką, gwiazdor udzielił wymijającej odpowiedzi. "Bardzo ją kocham. Jest niesamowicie dobrą osobą" - powiedział gwiazdor dramatu "Winni", który od kilku dni można oglądać na platformie Netflix.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje