Reklama

Reklama

"Jak się pozbyć cellulitu": Bardziej zwariowana wersja "Lejdis"

4 lutego mija 10 lat od premiery komedii "Jak się pozbyć cellulitu". "Pomysł na ten film początkowo miał być kontynuacją 'Lejdis', ale uznałem, że nie należy wchodzić dwa razy do tej samej rzeki i że polscy widzowie zasługują na coś więcej niż "odgrzewane kotlety" w rodzaju "Och, Karol 2'" - tłumaczył reżyser i scenarzysta Andrzej Saramonowicz.

4 lutego mija 10 lat od premiery komedii "Jak się pozbyć cellulitu". "Pomysł na ten film początkowo miał być kontynuacją 'Lejdis', ale uznałem, że nie należy wchodzić dwa razy do tej samej rzeki i że polscy widzowie zasługują na coś więcej niż "odgrzewane kotlety" w rodzaju "Och, Karol 2'" - tłumaczył reżyser i scenarzysta Andrzej Saramonowicz.
Maja Hirsch w filmie "Jak się pozbyć cellulitu" /Robert Pałka / Van Worden / Warner Bros /materiały prasowe

 "W jednym z pierwszych zdań 'Lejdis' napisałem, że przyjaźń to jedna dusza w czterech ciałach. Uznałem bowiem, że nic lepiej nie odda siły wspólnoty, którą potrafią stworzyć kobiety" - mówił Andrzej Saramonowicz, współtwórca "Lejdis", największego polskiego hitu komediowego ostatniego dwudziestolecia  "Ta sama sentencja pasuje jak ulał także do 'Jak się pozbyć cellulitu'. Tu także kobiety - borykające się z szorstkością i głupotą męskiego świata - czerpią siłę do działania z przyjaźni, którą sobie wzajemnie ofiarowały, z tą różnicą, że jest ich nie cztery, tylko trzy" - wyjaśniał reżyser.

Reklama

Bohaterkami filmu są: chemiczka Kornelia (Magdalena Boczarska), historyk sztuki Ewa (Dominika Kluźniak) i telewizyjna pogodynka Maja (Maja Hirsch). Pozornie wszystko je dzieli: temperament, zainteresowania, styl życia. Ale prawdziwa przyjaźń z różnic potrafi uczynić zalety. Kiedy nadejdzie czas, by stawić czoła prawdziwym kłopotom, każda z przyjaciółek stanie we wspólnym szeregu, by solidarnie się wspierać.

"To jest całkowicie nowa, odrębna historia" - przekonywał Saramonowicz. "Jestem zdania, że polski widz zasługuje na to, by nieustannie przedstawiać mu świeże i oryginalne pomysły. Nie chcę odcinać kuponów od dawnych triumfów, dlatego nie chciałem namawiać widzów na 'Lejdis 2'. Ale trzeba szczerze powiedzieć, że 'Jak się pozbyć cellulitu' ma wiele z atmosfery i radości 'Lejdis'. Tylko bohaterki są młodsze i jeszcze bardziej zakręcone. I choć zdecydowanie mniej przeklinają, to jednak zdecydowanie więcej... palą. To są takie Lejdis z turbodoładowaniem" - precyzował.

By widzom, którzy przed laty pokochali przygody Korby, Łucji, Monii i Gośki, dać jeszcze więcej atrakcji, Saramonowicz zaangażował do pisania "Jak się pozbyć cellulitu" ten sam zespół współautorek, z którymi tworzył "Lejdis": Annę Andrychowicz-Słowik, Małgorzatę Saramonowicz, Ewę Sienkiewicz i Hannę Węsierską. "Znowu poczułam się, jak na rollercoasterze. Andrzej nie znosi, jak jest w filmie nudno, więc wymyślaliśmy coraz to bardziej zwariowane przygody: raz Maja i Ewa uwalniały w spa przykutą kajdankami Kornelię, by po chwili wspólnie tańczyć na deskach musicalowego teatru, a potem pod osłoną nocy wykopywać z grobu tajemnicze kości" - wspominała Hanna Węsierska.

Magdalena Boczarska gra w "Jak się pozbyć cellulitu" aż pięć postaci. Zobaczyć możemy ją jako zwariowaną chemiczkę, masażystkę, tancerkę go-go, ukraińską gosposię i tropicielkę psychopatycznego zbrodniarza.

"Kornelia Matejko to tajemnicza intrygantka, która ma wiele wcieleń. Początkowo przedstawia się jako masażystka, ale kiedy wychodzi na jaw, że zupełnie nie umie masować, zaczyna ujawniać coraz bardziej zaskakujące odsłony swojej bogatej osobowości. Łącznie jest ich pięć" - mówi Boczarska. I dodaje, że czuła się , jakby grała nie w jednym, ale pięciu filmach.

Dominika Kluźniak miała wystąpić już w "Lejdis", rola, którą ostatecznie zagrała Magdalena Różczka, była pisana z myślą o niej. Niestety, teatralne obowiązki uniemożliwiły jej pracę w "Lejdis". W "Jak się pozbyć cellulitu" wcieliła się w postać historyk sztuki Ewy Silberberg, która organizuje największą w Polsce wystawę narzędzi tortur "Sztuka okaleczania".

"Starałem się napisać rolę Ewy Silberberg, dopasowując ją do temperamentu i warunków fizycznych Dominiki, ale to, co zobaczyłem na planie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Niemal cała ekipa zbiegała się do reżyserskiego monitora, żeby przyglądać się, jak Kluźniak gra scenę za sceną. To komediowy talent, jaki rodzi się raz na kilkadziesiąt lat. W XX wieku królowała Irena Kwiatkowska, obecne stulecie należeć będzie do Dominiki Kluźniak" - emocjonował się Saramonowicz.

Mai Hirsch przypadła w udziale rola telewizyjnej pogodynki. "W 'Lejdis' podobało mi się to, że bohaterki są dla siebie oparciem. Uważam, że kobieca przyjaźń to coś fantastycznego, coś czego mężczyźni mogą nam naprawdę pozazdrościć" - mówi aktorka, dodając, że była na castingu do "Lejdis", niestety ale nie udało jej się dostać wówczas roli. "Dlatego niezwykle się ucieszyłam, kiedy zadzwonił do mnie Andrzej Saramonowicz i zaproponował rolę w filmie 'Jak się pozbyć cellulitu', który - jak powiedział, dając mi scenariusz - jest szybszą i bardziej zwariowaną wersją 'Lejdis'" - opowiadała aktorka.

Saramonowicz zwracał uwagę na "rewolucję obsadową".

- W obsadzie tego filmu nie ma większości aktorów, z którymi wcześniej wielokrotnie pracowałem: Roberta Więckiewicza, Tomasza Karolaka, Borysa Szyca, Piotrka Adamczyka, Izy Kuny, Anny Dereszowskiej, Magdaleny Różczki. Ta komedia to ogromna rewolucja obsadowa, jeśli chodzi o moje przyzwyczajenia do pracy z tymi samymi osobami. Jest naprawdę wiele zmian. Dominika Kluźniak, Maja Hirsch, Rafał Rutkowski czy Wojtek Mecwaldowski po raz pierwszy grają u mnie role pierwszoplanowe. Napisałem je specjalnie dla nich. Podobnie zresztą jak dla Tomka Kota, Magdy Boczarskiej i Czarka Kosińskiego. Wybrałem tę siódemkę, bo po pierwsze to fantastyczni i twórczy aktorzy, a po drugie - mimo znaczących osiągnięć, jakie mają już na koncie, ciągle jeszcze najważniejsza jest dla nich praca, a nie odcinanie kuponów od bycia celebrytami - mówił w rozmowie z PAP.

Cezary Kosiński zagrał zagrał właściciela fabryki biopaliw Jerry'ego Rzeźnika. - Czarek wcielając się w postać Jerzego stanął przed trudnym wyzwaniem aktorskim. Musiał w jednej roli zawrzeć całą paletę emocji, od mocnych i budzących grozę po subtelne, rozbrajające niewinnością. I wywiązał się z tego zadania znakomicie. Bardzo lubię z nim pracować, jest obdarzony wielkim talentem i inteligencją, i zawsze zdumiewa mnie, jak celnie interpretuje powierzane mu role - mówi Andrzej Saramonowicz.

Na ekranie pojawił się też Wojciech Mecwaldowski, który wcielił się w Krystiana Parzyszka, właściciela zakładów przetwórstwa mięsnego "Parzyszek".  "Wojtek to aktor-wulkan o ekspresyjności Louisa de Funesa. Rola Krystiana Parzyszka pozwoliła mu zaprezentować pełen wachlarz komediowych umiejętności. Kiedy stawał przed kamerą z trudem powstrzymywaliśmy śmiech" - reżyser chwalił aktora.

Popularny komik Rafał Rutkowski pojawił się na ekranie jako biznesmen Jakub Silberberg. "To chyba pierwsza w historii polskiego powojennego kina rozrywkowego, postać współczesnego Żyda, który nie odżegnuje się od swoich korzeni i nosi codziennie kipę. To najlepszy dowód na to, że 'Żyd' jest dla nas ciągle tematem niewygodnym. Dlatego zależało mi na tym żeby na Jakuba Silberberga spojrzeć jak na zupełnie normalny element naszego świata, bez zbędnej ekscytacji (...) Mam nadzieję, że ten swoisty test na antysemityzm przyniesie zaskakujące wyniki" - komentował Saramonowicz.

Postać prawnika Marcina Zgirskiego przypadła z kolei w udziale Tomaszowi Kotowi. "Największym wyzwaniem było utrzymanie dwuznaczności tej postaci. Żeby tego dokonać, musiałem zastosować całą gamę subtelnych środków wyrazu, co przy mojej nadwyrazistości mimicznej stanowiło nie lada wyzwanie" - wyjaśniał aktor. A reżyser dodawał, że nazwisko Zgirski "ściągnął" z płyty nagrobnej na jednym z warszawskich cmentarzy. "Wydawało mi się idealnie pasować do prawnika" - tłumaczył Saramonowicz.

"Sztuka nie ma płci: mężczyzna może pisać świetnie o kobietach i na odwrót. Nie trzeba zjadać wątrób, popijając chianti, by być autorem przygód Hannibala Lectera. Piszę o kobietach, bo lubię pisać o mężczyznach. A dla mężczyzn nie ma i nie będzie nigdy ważniejszego tematu" - kończy Saramonowicz.

Krytycy nie byli jednak zachwyceni. Recenzentka Interii narzekała m.im. na nieudolne powielanie przez Saramonowicza wzorców amerykańskiego mainstreamu.

- Za oceanem jednak w cenie bywa także delikatność pojedynczych gestów, skupienie się na detalach opowiadanej historii, a nie atrakcjach mających ją ubarwić. Usta kobiet Saramonowicza są doskonale karminowe, ich oczy podkreślone czarną kredką, a biusty opięte aksamitną bluzką - tylko to nadaje im wyrazu. Zmarszczka na czole bywa zaś czasem ciekawsza niż gładka skóra, w którą wklepywany jest regularnie balsam marki Vichy - wiedzą o tym portreciści z odrobiną doświadczenia. Panowie są dla odmiany nudni, banalni i nieporadni w swoich koszulach z Vistuli. Oczywiście cieszy realizacyjna precyzja i doskonałość obrazu, nie jest to jednak wyznacznik dobrego kina. Bogactwo przeradza się zaś czasem w kicz, w którym gustować potrafią tylko "prawdziwi koneserzy" - pisała recenzentka Interii.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Jak się pozbyć cellulitu

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy