Reklama

Reklama

Holly Hunter: Może jestem zbyt leniwa?

Holly Hunter słynie z ról kobiet twardych, ale jednocześnie targanych wewnętrznymi sprzecznościami. Bez trudu wciela się w wyraziste, a niejednokrotnie także dziwne osobowości. Gwiazda takich produkcji, jak "Fortepian" i "Bracie, gdzie jesteś?", skończyła 20 marca 55 lat. Uwierzycie?

Minęło już ponad dwadzieścia lat od dnia, w którym Jane Campion powierzyła Holly Hunter główną rolę w "Fortepianie". Jest XIX wiek. Niema, pochodząca ze Szkocji Ada przeprowadza się wraz z dziewięcioletnią córeczką (Anna Paquin) do Nowej Zelandii, by zawrzeć zaaranżowane małżeństwo. Kobieta przywozi ze sobą ukochany fortepian... Aktorstwo zaprezentowane przez Hunter w tym filmie przyniosło jej Oscara - a Jane Campion jako pierwsza kobieta-reżyser uhonorowana została Złotą Palmą na festiwalu w Cannes.

Chemia na planie

Na początku 2012 roku Hunter i Campion spotkały się ponownie - znów w Nowej Zelandii - by wspólnie pracować nad siedmioodcinkowym serialem "Top of the Lake", którego osią jest wielowarstwowa kryminalna zagadka. Serial wyreżyserowała Campion, która jest jednocześnie współautorką scenariusza tej telewizyjnej produkcji.

Reklama

- Zawsze mam ochotę na ponowną współpracę z osobami, które uwielbiam. To taka frajda! - mówi aktorka. - Praca z Jane to przywilej, a ja sama darzę ją bezgranicznym zaufaniem. Uważam również, że ma doskonały gust. Różni się też od większości reżyserów, jeśli chodzi o stosunek do aktorów, z którymi pracuje - w mniejszym bowiem stopniu uważa, że powinna zapraszać do swoich projektów coraz to inne osoby, by na planie za każdym razem tworzyła się nowa chemia.

W serialu "Top of the Lake" Hunter gra G.J., androginiczną duchową przywódczynię grupy kobiet szukających wytchnienia od współczesnego świata w miejscu zwanym Paradise (Raj), zagubionym wśród wyniosłych gór piętrzących się na nowozelandzkiej Wyspie Południowej. G.J. - w męskich strojach w kolorach ziemi i z długimi, srebrnymi włosami - ma w sobie coś z misjonarki. Jej towarzyszki, rozczarowane życiem kobiety, mają nadzieję odnaleźć w Raju spokój i wyciszenie w duchu absolutnej równości.

Ale to, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu, dalekie jest od sielanki. Dwunastoletnia mieszkanka pobliskiego miasteczka odkrywa, że jest w ciąży, i podejmuje nieudaną próbę samobójczą. Wkrótce potem znika. Jej ojciec, szef lokalnego gangu narkotykowego, zaczyna zachowywać się coraz bardziej wrogo. Taką właśnie sytuację zastaje młoda detektyw Robin Griffin (gwiazda "Mad Men", Elizabeth Moss), która wychowała się w miasteczku i która stawia sobie za cel odnalezienie zaginionej dziewczyny. Z czasem będzie jednak zmuszona stawić czoła swojej własnej bolesnej przeszłości - i rozdrapać rany, których ślady wciąż jeszcze nosi jej psychika...


Postać G.J. została stworzona specjalnie z myślą o Holly Hunter. Ona sama początkowo nie była jednak przekonana do swojej bohaterki.

- Jane zadzwoniła do mnie, żeby pokrótce mi ją przedstawić - wspomina - ale wówczas scenariusz nie był jeszcze ukończony. Musiałam bazować na tym, co mi przysłała. Pamiętam, że po skończonej lekturze zapytałam ją, dlaczego nie wybrała... Bena Kingsleya. W końcu dostał Oscara za rolę Gandhiego! (...)

Podczas naszej rozmowy Hunter wielokrotnie wraca do osoby Jane Campion.

"Fortepian" był prezentem

- Jane ma ten niezwykły dar, że - jako reżyser - potrafi świetnie wczuć się w psychikę wszystkich swoich bohaterów, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Ja sama mam poczucie, że "Fortepian" był prezentem, który od niej dostałam. To film w pewien sposób magiczny. Postaci, miejsce akcji, oszczędny sposób opowiadania historii - wszystko to składa się na swego rodzaju podniosłość. Poszczególne rozdziały tej opowieści charakteryzuje swoista symetria, a jej dramatyzm osiąga stan perfekcji. Niewiele jest takich filmów. Co ciekawe, po tym, jak w nim zagrałam, absolutnie nie czułam, że coś mi się z tego tytułu należy albo że awansowałam do jakiegoś innego wymiaru. Jedynym wymiarem, który się liczył, było uniwersum "Fortepianu".


Sukces, jaki odniosła dzięki roli Ady, sprawił, że Franco Zeffirelli zaproponował Hunter zagranie słynnej romantycznej bohaterki Jane Eyre w swoim filmie z 1996 r. Ona jednak odmówiła.

- Nie chciałam grać Jane, bo akurat ta rola idealnie wpisywała się w schemat grożącego mi zaszufladkowania - wyjaśnia. - Czułam, że nie wolno mi w żaden sposób powielać Ady.

Zamiast "Jane Eyre" aktorka wybrała więc projekt krańcowo różny od eterycznego wieloznacznego "Fortepianu".

- Wkrótce po zakończeniu zdjęć odebrałam telefon z propozycją zagrania w filmie, który Michael Ritchie realizował dla HBO. Jego tytuł brzmiał... "Prawdziwe przygody mamy morderczyni". Pomyślałam sobie: Wow! To jest właśnie to, czego potrzebuję po "Fortepianie". Wiedziałam, że będę mogła zrobić wszystko to, czego nie było mi dane zrobić na planie filmu Jane. Trudno byłoby znaleźć dwie bardziej odległe od siebie historie. Stwierdziłam, że jest w tym jakaś poezja!

Dziwna twardzielka

Hunter słynie z ról kobiet twardych, ale jednocześnie targanych wewnętrznymi sprzecznościami. Bez trudu wciela się w wyraziste, kompletne, a niejednokrotnie także dziwne osobowości. To właśnie te umiejętności zadecydowały o przełomie w jej aktorskiej karierze, który nadszedł w 1987 r. Zagrała wtedy dwie świetne kinowe role - producentki programu informacyjnego w "Telepasji" Jamesa L. Brooksa i niestabilnej emocjonalnie policjantki Edwiny w "Arizona Junior" braci Coen.


- Co do Joela i Ethana, to powiem tylko tyle, że zawsze wiem, iż mogę bezpiecznie oddać się w ich ręce - mówi aktorka, która u braci Coen zagrała jeszcze w 2000 r., w osadzonej w czasach Wielkiego Kryzysu alegorycznej komedii "Bracie, gdzie jesteś?". - To wcale nie jest regułą, jeśli chodzi o reżyserów. To zaufanie jest więc czymś wyjątkowym.

Od samego początku swojej zawodowej aktywności Hunter gra występuje zarówno w kinie, jak i telewizji. Jak mówi, była świadkiem wielu rewolucyjnych zmian w branży filmowej, zwłaszcza jeśli chodzi o stosunek do kobiet.

- Wydaje mi się, że w Hollywood możemy już mówić o równości płacowej - mówi. - Poprawiła się również jakość kobiecych ról w produkcjach telewizyjnych. Skok, jaki dokonał się na tym polu dzięki telewizji kablowej, jest niewyobrażalny. Dziś wachlarz opcji jest ogromny. Nigdy wcześniej nie było też aż tak wielu aktorek, które potrafiłyby z taką wirtuozerią ożywiać świetnie napisane postaci i budować je przez kilka sezonów.

Chce więcej i więcej

Huner wie, co mówi. W latach 2007 - 2010 grała w wyprodukowanym przez stację TNT serialu "Ocalić Grace", będąc jednocześnie jego producentką wykonawczą. - Dzięki temu mogłam zbliżyć się do pracy reżysera bardziej niż kiedykolwiek wcześniej - zauważa. - Twórcza energia, którą z tego czerpałam, była czymś niesamowitym.

Mimo to aktorka utrzymuje, że nie ma zamiaru ani szczególnej chęci zająć się reżyserią. - Sama nie wiem, dlaczego. Może jestem zbyt leniwa... To zagadka nawet dla mnie samej - śmieje się.


Jeszcze w tym roku widzowie będą mogli kilkakrotnie podziwiać aktorski kunszt Hunter. Gwiazda zakończyła już zdjęcia do muzycznego dramatu "Lawless" Terrence'a Malicka - i nie może się nachwalić współpracy z cenionym reżyserem.

- Po pewnym czasie odkrywasz, że chcesz więcej i więcej - wyjaśnia. - Terry to cudowny człowiek. Jest taki kochany i tak absolutnie naiwny; bardzo oczytany i świetnie wykształcony. Jego zawodowe dokonania są imponujące, a do tego ma nadzwyczajne poczucie humoru!

Obecnie Hunter i jej partner z "Telepasji", William Hurt, grają razem w mini serialu "Bonnie and Clyde: Dead and Alive" ("Bonnie i Clyde: Żywi i martwi"). Aktorka wciela się w matkę słynnej przestępczyni, a Hurt w tropiącego ją i Clyde'a Barrowa stróża prawa. Obojgu musiały jednak wystarczyć wyłącznie spotkania poza planem.

- Dotychczas scenarzyści nie przewidzieli dla mnie i Billa ani jednej wspólnej sceny - śmieje się Hunter. - A ja z sentymentem wspominam naszą współpracę przy "Telepasji". Rozmawialiśmy trochę o tym, że fajnie byłoby znów razem w czymś zagrać, ale jak dotąd nic nie wypaliło... Może w najbliższym czasie spotkamy się w przyczepie, podczas charakteryzacji.

© 2013 Karl Rozemeyer

Tłum. Katarzyna Kasińska

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Wywiad z Bondem

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: dziwne | Jane Campion | film | aktorka | Holly Hunter

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy