Hołdys wspomina Kozłowskiego

Na swoim blogu Zbigniew Hołdys wspomina zmarłego w nocy z poniedziałku na wtorek (10/11 maja) Macieja Kozłowskiego. Aktor miał 52 lata.

Były lider grupy Perfect wpis o śmierci aktora zatytułował: "Maciek wyjechał, ale nadal jest. I zawsze będzie". Hołdys w ten sposób charakteryzuje zmarłego: "Jeden z najfajniejszych ludzi w showbizie, niekłamiący, pogodny Maciek Kozłowski. The Aktor".

Reklama

"Spotkałem go na premierze filmu Bogusia Lindy 'Okna szeroko otwarte' (rak tam gra jedną z ról, skurwiel). Ledwo stał na nogach. Żółty jak ementaler. Opowiadał o chemii, którą właśnie przeszedł i która była koszmarem. Zapowiadał, że nigdy więcej się temu nie podda. Dwa słowa i ciężki oddech, dwa słowa i pięć sekund przerwy. Twarz wtedy mroczniejsza niż ementaler, jak pasztetowa" - muzyk wspomina spotkanie z aktorem.

"Potem, jakieś półtora roku temu, spotkaliśmy się w restauracji Champions, nie jadł, bo już nic jeść nie mógł, jedynie opowiadał. O teatrze, filmie, patentach. Pił wyłącznie wodę bez gazu" - czytamy.

"Przez pół godziny był w znakomitej formie, nawijał kpiarsko i barwnie, a potem nagle zgasł. Odfrunął z sił. Wyglądał niby lepiej niż wtedy w Silver Screenie, ale nadal był to bibułkowy człowiek z nawoskowanego papieru. Patrzyłem na niego i czułem przerażenie. Trzaby było być idiotą, by nie obawiać się najgorszego".

"Tak zabija żółtaczka typu C, wirusowe zapalenie wątroby. Złapane nie wiadomo gdzie, jakiś zastrzyk brudną igłą w szpitalu, cholera wie" - napisał Zbigniew Hołdys.

Maciej Kozłowski był aktorem Teatru Narodowego. Szerokiej publiczności znany był m.in. z ról w filmach "Ogniem i mieczem", "Wiedźmin", "Psy".

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Hołdys

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje