Reklama

Reklama

Halina Kossobudzka: Aktorka czasu najtrudniejszego. Mija 25 lat od jej śmierci

Wojna odebrała jej szansę na wymarzone studia aktorskie, ale jej kształceniem zajął się wybitny znawca teatru i filmu, jej przyszły mąż. Halina Kossobudzka zagrała w 60 filmach, niestety, zwykle w epizodach. Widzowie pamiętają ją z ról w takich produkcjach, jak "Podróż za jeden uśmiech", "Daleko od szosy" czy "Chłopi". 26 lipca 2019 roku mija 25 lat od jej śmierci.

Wojna odebrała jej szansę na wymarzone studia aktorskie, ale jej kształceniem zajął się wybitny znawca teatru i filmu, jej przyszły mąż. Halina Kossobudzka zagrała w 60 filmach, niestety, zwykle w epizodach. Widzowie pamiętają ją z ról w takich produkcjach, jak "Podróż za jeden uśmiech", "Daleko od szosy" czy "Chłopi". 26 lipca 2019 roku mija 25 lat od jej śmierci.
Halina Kossobudzka (1920-1994) /INPLUS /East News

Role Haliny Kossobudzkiej nie były może pierwszoplanowe, ale zawsze zapadały w pamięć. Grała różne bohaterki - kobiety silne, wyniosłe, arystokratki, nauczycielki, prawniczki.

Pojawiła się w 60 filmach. Niestety, zwykle w epizodach, przez co nie mogła zaprezentować w pełni swojego talentu.

Dziecko za kulisami

Z teatrem miała do czynienia od dziecka. "Przez długi czas rodzice pracowali w Teatrze Grodzieńskim, matka jako kasjerka, ojciec jako intendent magistratu - wspominała. - Po objęciu dyrekcji przez znakomitego aktora Kazimierza Opalińskiego, ojciec przeszedł na stanowisko administratora teatru. Często przebywałam w kasie u mamy, i za kulisami, i na widowni, na wszystkich dozwolonych spektaklach. Za obejrzenie niedozwolonego dla młodzieży można było 'wylecieć' ze szkoły". (...)

Reklama

Halina chodziła do szkoły średniej, prowadzonej przez zakonnice. Humanistycznych przedmiotów uczyła się znakomicie i dosyć szybko mogła udzielać młodszym uczennicom korepetycji z francuskiego i łaciny. Zarabiała w ten sposób 80 zł miesięcznie i wspomagała skromny domowy budżet. Marzyła o studiach. Gdy jednak po maturze ujawniła, że chce zdawać do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie, usłyszała od dyrektorki szkoły wykład o tym, że niemoralne życie aktorów to prosta droga najpierw do nędzy, a w finale - do piekła.

Myślała także o studiowaniu medycyny, ale choć plany te z entuzjazmem poparli jej nauczyciele, musiała z nich zrezygnować. "Kiedy wojna wisiała już na włosku w 1939 roku chodziłam na przeszkolenie sanitarne do szpitala - wspominała. - Trafiłam na chirurgię w szpitalu wojskowym. Robiłam bandaże gipsowe, dyżurowałam przy ciężko chorych, kiedyś wpuszczono mnie na salę operacyjną. Bardzo chciałam zobaczyć operację. Trafiłam na usuwanie wysięku z klatki piersiowej. Po pół godzinie zemdlałam".

Egzaminu nie będzie

Egzamin do PIST miała zdawać 3 września 1939 roku. "Wszystko wzięło w łeb 1 września - wspominała po latach. - Rano wyleciały szyby w oknach od pierwszej hitlerowskiej bomby".

Trzy tygodnie później w Grodnie byli już Sowieci. Na początku utrzymywali pozory normalności. Działał teatr miejski. I tu właśnie Halina Kossobudzka zaczęła swoją edukację teatralną. Jeden z aktorów, który wiedział o jej planach, zaproponował jej zastępstwo za chorą koleżankę. Co prawda, bez wielkiego przekonania: "Może się pani nada" - powiedział. "Poszłam. Przyjęli. Było 10 prób i zagrałam rolę - wspominała pani Halina. - Paraliżująca trema przychodziła zawsze w tym samym miejscu, w dialogu z Woszczerowiczem. Mówiłam niewyraźnie, ręce drżały jak liść na wietrze".

Woszczerowicz, znany i ceniony już wtedy aktor, dostrzegł coś w debiutantce i zabrał się za jej edukację. Mówił co prawda, że praca była katorżnicza, ale w końcu Halina spełniła jego oczekiwania. Zespół, do którego dołączyła, grał w Grodnie, Białymstoku oraz w stolicy Białoruskiej SRR, Mińsku, gdzie aktorów zaskoczył wybuch wojny niemiecko-radzieckiej.

"Spłonęło miasto, a w nim teatr i dom, gdzie mieszkałam. Zostałam bez najpotrzebniejszych rzeczy. (...) Małymi grupami, w odkrytych pociągach towarowych, wracaliśmy do naszych domów" - mówiła Halina Kossobudzka.

Następne trzy lata to była walka o przetrwanie - praca w kawiarni, administracji nieruchomości ziemskich, kuchni szpitalnej. Wydawało się, że artystyczny rozdział życia pani Haliny jest definitywnie zamknięty. A jednak w 1944 roku dostała drugą szansę.

"Nadeszła depesza z propozycją, by część naszego zespołu przeszła do wojskowego teatru, który zjechał właśnie, tuż za frontem, do Lublina. Już na początku listopada, w bardzo zimną i złą pogodę, wystartowaliśmy 'kukuruźnikiem' do Lublina. Wszyscy lecieli spokojnie. Ciężko chorowałam ja i foksterier, pies Lidii Zamkow. U kresu podróży, przed gmachem Domu Żołnierza, powitał nas Jacek Woszczerowicz. Była też Ryszarda Hanin" - wspominała aktorka. (...)

W teatrze wojskowym premiera goniła premierę. Widzowie byli spragnieni kontaktu ze sztuką, entuzjastycznie przyjmowali aktorów. Ale nie samą pracą żyje człowiek - za kulisami rozwijało się też uczucie Haliny Kossobudzkiej i Jacka Woszczerowicza. On od 1943 roku był wdowcem, bo jego pierwsza żona Luba Fischer, aktorka żydowskiego pochodzenia, zginęła (prawdopodobnie) w warszawskim getcie.

Ślub i wesele aktorskiej pary było bardzo skromne. "Poszliśmy z naszymi przemiłymi świadkami do kawiarni na kawę i ciastka - wspominała Halina Kossobudzka. - W Łodzi urodził się nasz syn Dyzma".

Śmierć pod lawiną

Największą życiową tragedią aktorki była śmierć ukochanego jedynaka. Fascynowały go góry, wędrował po nich i wspinał się, często w towarzystwie przyszłego aktora, Piotra Garlickiego. Zginął  w 1964 roku pod lawiną w Tatrach Słowackich. Wiadomość o śmierci syna dotarła do Jacka Woszczerowicza w teatrze, podczas występu. Nie przerwał gry...

Dla obojga rodziców ucieczką przed smutkiem była praca. Oboje bardzo dużo grali w teatrze i telewizji, czasem w filmach. Pani Halina zajęła się też trochę młodym Garlickim i to ona namówiła go na studia aktorskie. Jacek Woszczerowicz pracował niemal do ostatniej minuty życia. Egzemplarz roli, której się uczył, odłożył na tapczan w chwili, gdy zabierało go pogotowie. Zmarł kilka godzin później, 19 października 1970 roku.

"Po śmierci męża przeszłam do Teatru Polskiego, gdzie przepracowałam siedem lat - pisała aktorka. - Wir dramatycznych wydarzeń w latach 1980-1983 odsunął mnie od pracy zawodowej. Ja dalej czuję się aktorką czasu najtrudniejszego - czasu wojny. Tamten czas stawia swój znak na moim życiu i pracy".

Halina Kossobudzka zmarła 26 lipca 1994 roku. Spoczęła obok męża na Wojskowych Powązkach.

BP

Życie na Gorąco Retro

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL