Reklama

Gwiazdy zdradzają szczegóły "Listów do M. 4"

Trwają zdjęcia do komedii świątecznej "Listy do M. 4". Reżyserem kolejnej odsłony popularnej serii jest Patrick Yoka, a premiera produkcji filmowej TVN zaplanowana została na 4 listopada 2020 roku. W niedzielę, 2 grudnia, filmowcy odwiedzili warszawską Westfield Arkadię, która na potrzeby filmu przybrała świąteczne dekoracje. Byliśmy na planie i podpytaliśmy twórców oraz gwiazdy, czego można spodziewać się po czwartej części bożonarodzeniowego hitu.

Tym razem grany przez Tomasza Karolaka Mel się zakocha

"Mamy cztery historie z bohaterami znanymi z poprzednich części. Do tego dochodzą trzy nowe wątki i bohaterowie, w których wcielą się nowe gwiazdy" - wylicza producent TVN Tomasz Blachnicki w rozmowie z PAP Life. "Nasz filmowy Mel, grany przez Tomasza Karolaka, się zakochuje. Do tego jego 'przaśna' Agencja Mikołajów staje się częścią wielkiej korporacji międzynarodowej i on musi się odnaleźć w tych korporacyjnych sytuacjach, które są dla niego nowe i dziwne".

Reklama

Jak będzie wyglądał ten romantyczny wątek? "Mój bohater niepostrzeżenie, bez żadnych uniesień chemicznych, zadurzy się w kobiecie, która będzie z nim związana zawodowo. To jego nowa szefowa" - zdradza PAP Life Tomasz Karolak. "W pracy Mela pojawiają się nowe zasady, przeciwko którym on się zbuntuje. Powraca więc ten niegrzeczny Mikołaj z poprzednich części. Podoba mi się to, że mój wątek został napisany w takim dużym tempie. Znowu wracamy do akcji komediowej" - ocenia aktor. Kto wcieli się w postać nowej szefowej, a jednocześnie ukochanej filmowego Mela? To na razie tajemnica.

Dużo zamieszania będzie także w wątku filmowych Kariny i Szczepana, granych przez Agnieszkę Dygant i Piotra Adamczyka. Komplikacje w życiu tej wybuchowej pary będą się wiązać z obowiązkami rodzicielskimi. Córka Kariny i Szczepana, mała Amelia (Matylda Radosz) swoją ciekawością świata doprowadzi do wielu napięć między rodzicami.

"Z dużą przyjemnością przeczytałem scenariusz autorstwa Marcina Baczyńskiego i Mariusza Kuczewskiego. Zaskoczyli nas. Okazało się, że nie trzeba odgrzewać kotleta, tylko można przyrządzić to samo danie, ale zupełnie inaczej. I tak też będzie" - chwali scenariusz Piotr Adamczyk. Aktor nie szczędzi też pochwał Matyldzie, która gra jego córeczkę. "Ona ma w sobie taką absolutną naturalność. Bawi się tym. Wszystko może się zdarzyć i się zdarza. Ona dopowiada, komentuje, więc mamy dzięki niej większe wyczulenie na improwizację" - mówi Adamczyk.

Zachwycona Matyldą jest także jej filmowa mama grana przez Agnieszkę Dygant. "Mamy farta, bo jest śliczna i zdolna. Mamy supercóreczkę i fajny wątek" - mówi w rozmowie z PAP Life aktorka. Podobnie jak jej filmowy partner, Dygant jest też pod wrażeniem scenariusza. "Scenarzyści są naprawdę wygimnastykowani do granic możliwości, jeżeli chodzi o umiejętność wyszukania perypetii dla tego wątku, on najwyraźniej ich inspiruje. Zresztą uważam, że cały film jest bardzo fajnie napisany".

Wiadomo, że do obsady "Listów do M." dołączył Cezary Pazura. Aktora zobaczymy w wątku Wojciecha (Wojciech Malajkat) i Agaty (Izabela Kuna). Jego bohater mocno namiesza w życiu tej dwójki. Zresztą nie tylko on. "Wojciech, czyli nasz profesor - tutaj krążymy wokół tego tematu, z którym zostawiliśmy go w trzeciej części - coś tam namąci, potem spróbuje to odkręcić i zobaczymy, czy mu się to uda" - mówi tajemniczo Baczyński.

Równie oszczędnie opowiada o nowych wątkach, które pojawią się w filmie. "Mamy jeden wątek samotności starszego małżeństwa, który będzie bardzo wzruszający. Nie wykluczamy więc starszych osób z tej historii, co jest dla nas ważne. Będzie też wątek domu dziecka, będą więc sytuacje, w których i najmłodsi, i najstarsi znajdą coś dla siebie w tym filmie" - kończy.

Efekt pracy filmowców zobaczymy już 4 listopada, kiedy "Listy do M. 4" trafią do kin.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Listy do M. 4

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje