Reklama

​Glenn Close nie liczy na Oscara

Była siedmiokrotnie nominowana do Oscara, ale statuetki nigdy nie dostała. I jeśli go nigdy nie dostanie, nie będzie rozczarowana. W najnowszym wywiadzie Glenn Close wyjawiła bowiem, że otrzymanie tej prestiżowej nagrody nie jest jej marzeniem. Znacznie większym wyróżnieniem jest dla niej uznanie widzów. "Czuję, że muszę nadal robić to, co robię. Moja praca daje mi spełnienie. To karmi moją duszę. Zwłaszcza, jeśli innym podobają się efekty" - powiedziała artystka.

Do ośmiu razy sztuka? - zastanawia się Glenn Close

Glenn Close to jedna z najwybitniejszych, a zarazem najbardziej niedocenionych przez Akademię Filmową aktorek. Gwiazda takich produkcji, jak "Fatalne zauroczenie", "Niebezpieczne związki", "101 dalmatyńczyków" czy "Żona" stworzyła wiele pamiętnych kreacji, które zdobyły uznanie widzów i krytyków. Za żadną z nich nie dostała jednak Oscara. S

Reklama

Siedmiokrotnie nominowana do tej prestiżowej statuetki gwiazda kina przez ekspertów z branży uznawana jest za faworytkę w nadchodzącym oscarowym wyścigu. Nagrodę miałby jej przynieść występ w dramacie "Elegia dla bidoków" - zmiażdżonym przez recenzentów za stereotypowe ukazanie tematu biedy i uzależnień, ale docenionym za kreacje aktorskie Amy Adams i Glenn Close właśnie.

Czy jednak 73-letnia aktorka wyczekuje owego Oscara? Niekoniecznie. Jak wyjawiła w wywiadzie przeprowadzonym przez komika Pete’a Davidsona dla "Variety", otrzymanie nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej nie znajduje się na liście jej marzeń.

"Czy lepiej byłoby zostać przywiezioną na wózku inwalidzkim i odebrać nagrodę za całokształt twórczości? Nie trzeba w końcu wygłaszać przemówienia. Nie wiem, co o tym myśleć. Czuję, że muszę nadal robić to, co robię. Moja praca daje mi spełnienie. To karmi moją duszę. Zwłaszcza, jeśli innym podobają się efekty. Mogłoby być fajnie nigdy nie dostać Oscara. Naprawdę nie miałabym nic przeciwko, gdybym wjechała tam na wózku jako stara kobieta, śliniąc się i mając perukę zakrywająca moją łysą głowę" - stwierdziła przekornie Close.

O swoich odczuciach związanych z przyznawaniem branżowych nagród aktorka opowiedziała już w listopadzie zeszłego roku, w programie "Popcorn with Peter Travers". Stwierdziła, że otrzymanie statuetki po tylu niepowodzeniach właśnie teraz, w dobie pandemii, byłoby przejawem ironii losu. "To byłoby naprawdę smutne, gdyby miało się wydarzyć teraz, gdy nie możemy nawet świętować w jednym pomieszczeniu. Prawdziwa ironia losu, ale takie jest życie, prawda?" - powiedziała wtedy Close.

Rozmawiając na ten temat z "Vanity Fair" w 2019 roku, aktorka zdradziła, że stara się oczekiwać, że dostanie Oscara - dla własnego zdrowia psychicznego. "Nie wiem, czy mam takie nastawienie, by zapewnić sobie emocjonalne przetrwanie czy po prostu taka już jestem, ale nie chcę mieć absolutnie żadnych oczekiwań. Najważniejszą rzeczą pozostaje wykonanie pracy najlepiej, jak umiem - wniknięcie głęboko w postać i sprawienie, by oddziaływała na widzów" - stwierdziła.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Glenn Close

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje