George Clooney i zakaz dronów

Władze miasteczka Laglio nad jeziorem Como na północy Włoch, gdzie znajduje się posiadłość George'a Clooneya, zakazały lotów dronów. Wcześniej zabroniono zbliżania się do rezydencji aktora i jego rodziny, Villa Oleandra.

George Clooney z pewnością ma po swojej stronie burmistrza miasteczka Laglio

Dziennik "Corriere delle Sera" pisze, że burmistrz Laglio Roberto Pozzi wręcz "specjalizuje się" w rozporządzeniach wymierzonych we wszędobylskich ciekawskich i paparazzich. W lipcu podpisał następny dekret, w którym zabronił lotów dronów nie tylko nad willą gwiazdora, ale i nad całą miejscowością.

Reklama

Burmistrz zapewnił, że jego decyzja nie jest odpowiedzią na prośbę czy żądanie Clooneya. Roberto Pozzi wyjaśnił: "Zdarzyło się, że niektórzy mieszkańcy pokazali mi zdjęcia, zrobione z balkonu czy z okna, na których widać drony, uruchomione po to, by filmować ich salony". "Na zewnątrz widzieli zaś właścicieli maszyn, którzy manewrowali nimi przy pomocy pilotów. Mieszkańcy byli zaniepokojeni i poprosili o interwencję"- dodał burmistrz.

W wydanym w reakcji na tę prośbę rozporządzeniu zapisano, że złamanie zakazu dronów będzie karane ich konfiskatą. "Jasne jest, że od razu na myśl przychodzi Villa Oleandra i prywatność Clooneya, ale zakaz ten chroni aktora tak samo, jak i innych obywateli, którzy mogą znaleźć się w oku tych urządzeń, wykorzystywanych przez osoby chcące uwiecznić w sposób niestosowny naszego sławnego rezydenta"- oświadczył Roberto Pozzi.

Jak zaznaczył, w przypadku ślubu w miasteczku trzeba zwrócić się o wyrażenie zgody na użycie drona dla celów fotograficznych i filmowych. Zostanie ona wydana - obiecują władze.

Nadal obowiązują wcześniej wydane rozporządzenia, zapewniające prywatność Clooneyowi. Na mocy przepisów przez cały rok nie można zbliżać się do jego posiadłości i przebywać w jej pobliżu - zarówno od strony lądu, jak i na łódce na jeziorze.

Niedawno burmistrz odmówił producentom z Hollywood zgody na nakręcenie w Laglio filmu z Jennifer Aniston i Adamem Sandlerem. Nie zgodził się na to, bo scenariusz przewidywał sceny pościgu samochodowego. "Musielibyśmy zablokować całkowicie ulice, usunąć wszystkie samochody i zatrzymać ruch pieszych. To byłoby, jak zajęcie całego miasteczka. Poprosiliśmy o przełożenie zdjęć na inny okres, co najmniej na koniec września, ale oni powiedzieli, że to niemożliwe - dlatego odmówiliśmy"- powiedział Pozzi.

Dowiedz się więcej na temat: George Clooney

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje