Reklama

Reklama

Geoffrey Rush nie molestował innej aktorki

Zdobywca Oscara za rolę w filmie "Blask" ma otrzymać prawie 610 tysięcy dolarów od australijskiego tabloidu "Daily Telegraph" za opublikowanie w 2017 roku tekstu, w którym zarzucano mu nieodpowiednie zachowanie wobec koleżanki z planu.

Zdobywca Oscara za rolę w filmie "Blask" ma otrzymać prawie 610 tysięcy dolarów od australijskiego tabloidu "Daily Telegraph" za opublikowanie w 2017 roku tekstu, w którym zarzucano mu nieodpowiednie zachowanie wobec koleżanki z planu.
Geoffrey Rush /Rich Fury /Getty Images

Do opisanych przez "Daily Telegraph" zdarzeń miało dojść na przełomie 2015 i 2016 roku, podczas produkcji teatralnej adaptacji "Króla Leara". Artykuł nie zawierał potwierdzenia wykorzystywania seksualnego, a jedynie informacje, że współpracownicy aktora skarżą się na jego zachowanie. Niemniej opatrzony krzykliwym tytułem tekst znalazł się na jego pierwszej stronie gazety.

Później ustalono, że zarzuty miały pochodzić od aktorki Eryn Jean Norvill. Według jej zeznań Rush miał dotykać ją oraz śledzić podczas wyjścia do toalety w czasie jednego z przyjęć po premierze spektaklu.

Reklama

Prawnicy Rusha stwierdzili, że artykuł godzi w dobre imię ich klienta. Według nich przedstawiał on aktora jako zboczeńca, sekularnego drapieżnika oraz przestępcę. Rush od początku zaprzeczył informacjom zawartym w tekście.

Sędzia Australijskiego Sądu Federalnego Michael Wigney stwierdził, że Telegraph nie potrafiło obronić swojego artykułu, który chwilę później nazwał "dziennikarstwem najgorszego rodzaju - nieodpowiedzialnym i szukającym sensacji".

Sędzia określił także Norvill jako niewiarygodnego świadka, skłonnego do przesady i koloryzowania.

Rush ma otrzymać minimum 609 tysięcy dolarów zadośćuczynienia oraz dodatkową sumę, której wielkość sąd poda 10 maja. Ma to być rekompensata za straty finansowe, które spotkały aktora po opublikowaniu artykułu. Właściciel gazety jeszcze przed wydaniem wyroku zapowiedział, że w przypadku wyroku skazującego odwoła się od niego.

Gwiazdor serii "Piraci z Karaibów" udzielił krótkiego komentarza po ogłoszeniu wyroku. "Tutaj nie ma zwycięzców. To była skrajnie stresująca sytuacja dla wszystkich zainteresowanych".

W czasie odczytywania wyroku sędzia Wingley przyznał, że sprawa jest szczególnie niefortunna w kontekście ruchu #MeToo, któremu niepotrzebnie szkodzi.

Rush domagał się do wydawców "Daily Telegraph" 20 milionów dolarów zadośćuczynienia.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Geoffrey Rush

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy