Reklama

Franco artystą, Pattinson nie rozumie

James Franco ("127 godzin") zadebiutuje na weneckim Biennale jako twórca filmowego hołdu dla Brada Renfro - tragicznie zmarłego w 2008 roku aktora.

Franco, którego niedługo zobaczymy na ekranach kin w wysokobudżetowym obrazie "Geneza planety małp", wielokrotnie udowadniał, że jest artystą o szerokich horyzontach. W kwietniu aktor został przyjęty na studia doktoranckie Uniwersytetu w Houston, gdzie będzie zgłębiał zagadnienia literatury i kreatywnego pisania.

Reklama

Teraz Franco czeka nowe wyzwanie - debiut na prestiżowym biennale sztuki współczesnej. Bohater filmowej instalacji - Brad Renfro - wygrał z Franco walkę o rolę w filmie "Gang braci" w 2002 roku. Gwiazdor będzie chciał przypomnieć światu postać swego kolegi, który zmarł wskutek przedawkowania heroiny tydzień przed śmiercią Heatha Ledgera.

"Heath Ledger zmarł tydzień później, mam wrażenie, że Brad został już zupełnie zapomniany. Nawet nie wspomnieli o nim podczas oscarowej gali" - żali się Franco, który na pamiątkę po przyjacielu wytatuował sobie jego imię na ramieniu.

Gwiazdor zdradził jeszcze jedną rzecz: chciałby, aby w jego filmowym projekcie wziął udział idol nastolatek Robert Pattinson.

"Nad poszczególnymi sekcjami filmu pracowali najlepsi współcześni artyści: Paul McCarthy, Douglas Gordon, Ed Ruscha i Harmony Korine" - ujawnił Franco. 'Chciałem też, aby zaangażował się w to Robert Pattinson, ale kiedy Harmony [Korine] zadzwonił do niego i przedstawił mu zarys pomysłu, Rob odrzekł: 'Nie chwytam'" - skomentował Franco.

Zastanawiasz się, jak spędzić wieczór? A może warto obejrzeć film? Sprawdź nasz repertuar kin!

WENN

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Robert Pattinson | James Franco | Brad Renfro | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje