Reklama

Emilia Clarke pomoże młodym kobietom przebić się w branży filmowej

Gwiazda "Gry o tron" postanowiła dołączyć do zespołu mentorów konkursu "Through Her Lens" organizowanego przez Tribeca Enterprises i Chanel. Emilia Clarke chce podzielić się swoim doświadczeniem i pomóc w promowaniu młodych talentów - zwłaszcza wśród kobiet i osób niebinarnych.

"Gra o tron" się skończyła, ale to nie znaczy, że Emilia Clarke próżnuje

W 2015 roku należąca do Roberta De Niro firma producencka Tribeca Enterprises we współpracy z domem mody Chanel po raz pierwszy zorganizowała konkurs dla młodych talentów w ramach funduszu mentorskiego "Through Her Lens".

Reklama

Grupa dziesięciu kandydatów po opieką ekspertów z branży filmowej pracuje nad tworzeniem scenariuszy, projektowaniem kostiumów, oprawą muzyczną czy reżyserią. Konkurs kładzie duży nacisk na zaangażowanie uczestników z grup zazwyczaj w przemyśle filmowym dyskryminowanych - kobiet i osób niebinarnych. Z uwagi na trwającą pandemię, tegoroczna edycja wydarzenia została w całości przeniesiona do Internetu.

W gronie mentorów, obok Glenn Close, Niki Caro, Lucy Boynton i Uzo Aduba, znalazła się Emilia Clarke. Gwiazda serialu "Gra o tron" przyznaje, że to przedsięwzięcie ma dla niej ogromne znaczenie.

"Kiedy dostałam telefon z propozycją wzięcia udziału w tym projekcie, zgodziłam się bez wahania. Bardzo zależy mi, żeby usłyszeć nowe głosy, zwłaszcza głosy żeńskie. Doświadczenie kobiet w branży filmowej jest szczególne i skomplikowane. To niesamowicie ważne, żebyśmy ze sobą rozmawiały, wspierały się, dzieliły wskazówkami. Zawsze chciałam mieć mentora, który pomógłby mi na początku kariery. Dlatego powtarzam mojemu agentowi, że kiedy dostrzeże jakąś nową młodą aktorkę, niech da jej mój numer. Sama dawniej bardzo bym to doceniła" - wyznaje Clarke w rozmowie z amerykańskim magazynem "Vogue".

Aktorka skontaktowała się niedawno z gwiazdą serialu "Normal People", Diasy Edgar-Jones, która zrobiła na niej duże wrażenie.

"Mój przyjaciel powiedział mi: 'Ten dzieciak jest nowy w grze, powinnyście się poznać'. Jestem wielką fanką jej talentu, była absolutnie niesamowita w 'Normal People'. Zjadłyśmy razem lunch i to było bardzo wzbogacające spotkanie. Opowiedziałyśmy sobie o swoich doświadczeniach, rozmawiałyśmy o tym, czego nikt nie uczy aktorów wkraczających do branży filmowej. Bo to może być bardzo trudny, przerażający czas. Ale Daisy wydaje się być bardzo poukładana. Choć spotkanie ze mną nie było jej w zasadzie potrzebne, uważam, że każdy kontakt z inną kobietą w tej branży jest cenny" - zaznacza Clarke.

Brytyjska aktorka, która ma na swoim koncie statuetkę Saturna i cztery nominacje do Emmy, zdradziła, jak brzmiała najcenniejsza rada, jaką otrzymała.

"Kiedy zastanawiasz się nad tym, czy zagrać w danej produkcji, musisz wziąć pod uwagę trzy elementy: zespół, z którym będziesz pracować, jakość scenariusza i pieniądze. Tak, pieniądze są też ważne. Usłyszałam kiedyś, że jeśli w danym projekcie te trzy elementy są, mam pewność, że warto się zaangażować. Jeśli są tylko dwa, powinnam zaryzykować. Ważne jest też to, czy ta produkcja jest dla ciebie interesująca i wzbogacająca. Przeczytanie scenariusza zajmuje trzy godziny. Ale cała reszta zajmie ci jakieś dwa lata życia. To inwestycja twojego czasu. A im jestem starsza, tym bardziej zaczynam cenić swój czas" - wskazuje Clarke.

Prócz udziału w "Through Her Lens", gwiazda angażuje się obecnie także w działalność swojej organizacji charytatywnej Same You, która zbiera fundusze na rehabilitację osób po urazach mózgu. W 2011 roku u aktorki zdiagnozowano tętniaka mózgu. W ciągu kolejnych ośmiu lat przeszła trzy poważne operacje.

"Stworzenie i rozwijanie mojej fundacji było i jest niesamowicie satysfakcjonującym doświadczeniem. W czasie pandemii powołaliśmy do życia internetowe centrum rehabilitacji, które z pewnością pomoże wielu ludziom" - zaznacza Clarke.

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Emilia Clarke

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje