Reklama

Emil Karewicz: Skrywał wiele tajemnic

Podziwiali go wszyscy, on jednak skrywał wiele tajemnic. Wybitny polski aktor Emil Karewicz, który zmarł 18 marca, uwielbiał grać na pianinie, komponował piosenki i jeździł konno, ale nie tylko.

Emil Karewicz zmarł 18 marca 2020 roku. Miał 97 lat.

Mówił, że w sercu jest Wilniukiem. Jako emerytowany aktor czuł się znakomicie. Pielił ogródek i opowiadał wnukom anegdoty z przeszłości. Był świetnym gawędziarzem, serdecznym człowiekiem oraz genialnym aktorem. Zmarł w wieku 97 lat w Warszawie.

Kiedy myślimy "najpopularniejszy polski serial wojenny", do głowy od razu przychodzi oczywiście "Stawka większa niż życie" (1967-1968). Gestapowca zagrał w nim przystojny szatyn z charakterystycznym błyskiem w oku. Nazywał się Emil Karewicz i próbował odkryć tajemnice agenta J-23, w którego wcielał się Stanisław Mikulski. Ten na ekranie strofował go twardo: "Takie sztuczki nie ze mną, Brunner". Albo: "Schowaj tę pukawkę, durniu, póki jeszcze mam ochotę z tobą rozmawiać!".

Reklama

Gdy 18 marca bliscy Emila Karewicza poinformowali o śmierci aktora, właśnie te cytaty przypomniały się Polakom.

Podziwialiśmy go wszyscy, on jednak skrywał wiele tajemnic.

Na przykład taką, że w czasie wojny pracował w firmie transportowej. Gdy uznał, że potrzebuje odpoczynku, zaczął udawać atak ślepej kiszki. Był tak przekonujący, że nikt nie domyślił się oszustwa. Albo taką, iż uwielbiał grać na pianinie, komponował piosenki i jeździł konno. A jako emerytowany aktor potrafił całymi godzinami uprawiać ogródek, łowić ryby oraz malować obrazy.

Umiał rozbawić

Jego ojciec był oficerem armii carskiej. Zakochał się w Polce i razem zamieszkali w Wilnie, gdzie 13 marca 1923 roku urodził się ich jedyny syn Emil. Tata chłopca miał kłopoty ze znalezieniem pracy. Miejscowi patrzyli na niego nieufnie, więc rodzina klepała biedę. Mimo ubóstwa, Karewicz swoje rodzinne miasto wspominał jako najpiękniejsze miejsce na świecie.

Od najmłodszych lat marzył też o aktorstwie: "Rodzice prawie w ogóle się nie śmiali. Ale między nimi krążył mały klaun, czyli ja, próbujący ratować sytuację. I gdyby spojrzeć na to z perspektywy mojej kariery, była to pierwsza nieprofesjonalna rola, jaką grałem" - wyznał w książce "Moje trzy po trzy". 

Nie wszyscy wiedzą, że miał siedem lat, kiedy rodzice się rozwiedli. Pobożna matka wymyśliła sobie, że chłopak zostanie duchownym. On jednak jako ministrant dał się we znaki księdzu, wypijając wino mszalne. A wolny czas i tak wolał spędzać w kinie.

Na froncie i w teatrze

Gdy wybuchła druga wojna światowa, 16-letni Emil był harcerzem oraz gońcem. Podobno śmierć często zaglądała mu w oczy. W 1941 roku znalazł się w w2. Armii WP.

Mówił, że miał szczęście grywać niewielkie role komediowe w teatrze wojskowym. Studia aktorskie skończył jednak dopiero po wojnie. Debiutował w Gdańsku, potem trafił do Łodzi, a w 1963 roku przeniósł się do Warszawy.

Reżyserzy wyczuli, że świetnie prezentuje się w kostiumach historycznych oraz mundurach. Podobał się jako Tadek Warszawiak w "Bazie ludzi umarłych" (1959). Był genialny jako król Jagiełło w "Krzyżakach" (1960), gestapowiec w "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" (1970), Tomasz Łęcki w "Lalce" (1978), Maks w "Hallo Szpicbródka" (1978) czy Leberek w "Alternatywy 4" (1983).

Do końca aktywny

Po raz ostatni pojawił się na małym ekranie w serialu "Barwy szczęścia" (2007-2015). Zmagał się już wtedy z przewlekłą chorobą, zespołem Meniere'a.

Na szczęście mógł liczyć na córkę Małgorzatę i syna Krzysztofa. Z ich matką Teresą przeżył ponad 60 wspaniałych lat. Mówił, że to dzięki niej spełniło się jego marzenie o posiadaniu szczęśliwej rodziny. Z trudem dochodził do siebie, gdy w 2012 roku zmarła.

Zapamiętamy go jako wybitnego aktora, który nie tylko znakomicie grał, ale też pięknie żył.

Maciej Misiorny

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Emil Karewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama