Reklama

Elizabeth Banks po zabawnej stronie życia

- Nie jestem typową artystką - mówi Elizabeth Banks, śmiejąc się zaraźliwie. - Naprawdę kocham to, co robię, i czuję się spełniona. Uwielbiam wcielać się w różne postacie. Wydaje mi się, że można mnie określić mianem aktorki charakterystycznej. Robię swoje - i na tym się skupiam.

Nieuprzejmie byłoby się nie zgodzić, ale Banks - smukła i obdarzona warunkami topmodelki - nie jest jednak aktorką charakterystyczną w klasycznym rozumieniu tego pojęcia. Od dnia, w którym zabłysła jako Beth w "40-letnim prawiczku" (2005) - gdzie próbowała uwieść tytułowego bohatera granego przez Steve'a Carella - zdążyła zasłynąć w Hollywood jako artystka wybierająca takie role, które pozwalają jej w pełni zademonstrować umiejętność bycia przebojową, zabawną i inteligentną na ekranie.

W kanarkowej mini

Reklama

- Niedawno pożegnałam się z Effie Trinket - mówi Banks, nawiązując do postaci, w którą wcielała się w serii "Igrzyska Śmierci". - Bardzo to przeżyłam. Niewiele bohaterek pokochałam tak jak ją.

Effie to opiekunka trybutów z Dyktryktu 12, walczących o przetrwanie w okrutnych Głodowych Igrzyskach.

Banks właśnie zakończyła zdjęcia do dwóch ostatnich części filmowego cyklu opartego na bijącej rekordy popularności trylogii pióra Suzanne Collins - "Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część I" i "Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część II" - których premierę zaplanowano odpowiednio na 2014 i 2015 rok. Dziwaczne kostiumy i fryzury, w których występowała na planie serii, nijak nie przystają do na wskroś współczesnego świata komedii "Walk of Shame". To kolejny nowy film z udziałem Elizabeth, który niebawem wchodzi do kin.

W niemal każdej scenie "Walk of Shame" oglądamy aktorkę w kanarkowożółtej minisukience odsłaniającej imponujący dekolt. Meghan - bohaterka grana przez Banks - pożyczyła ją od swojej przyjaciółki z myślą o wieczornych szaleństwach. Na skutek nieprzewidzianego splotu wydarzeń, będzie jednak zmuszona spędzić w niej jeszcze cały następny dzień, obfitujący w ważne wydarzenia.

- Niełatwo pracowało mi się w takim kostiumie; przede wszystkim dlatego, że przy takiej sukience trudno jest ukryć mikrofon - ze śmiertelnie poważną miną opowiada Banks. - Ale pokochałam ją od pierwszego wejrzenia. To sukienka-symbol. Podczas zdjęć "zużyłam" osiem identycznych egzemplarzy, ale nie zatrzymałam żadnego z nich. Koniec końców, chyba byłam nią zmęczona...

Widok Meghan odbywającej w tej fluorescencyjnej żółci szaloną podróż przez Los Angeles i zmagającej się z kolejnymi przeciwnościami losu nikogo nie pozostawi obojętnym.

- Cieszę się, kiedy udaje mi się rozśmieszyć publiczność - przyznaje Banks. - Kocham dostarczać ludziom rozrywki. To był główny powód, dla którego przyjęłam tę rolę; rolę zabawnej kobiety z krwi i kości przeżywającej zwariowaną przygodę.

Meghan to ambitna prezenterka telewizyjna, która marzy o tym, by wyrwać się z lokalnej stacji i wypłynąć na szerokie wody. Po wyjątkowo pechowym dla niej dniu (w którym odpada z rywalizacji o stanowisko w dużej stacji telewizyjnej i dowiaduje się, że rzucił ją facet) ląduje w klubie z dwoma koleżankami - a później w łóżku z przystojnym pisarzem (James Marsden).

Nad ranem Meghan dowiaduje się, że wspomniana stacja postanowiła dać jej drugą szansę i musi natychmiast stawić się na kolejną rozmowę. Niestety, fatalny zbieg okoliczności sprawia, że ląduje na ulicy bez torebki i telefonu. Chcąc za wszelką cenę zdążyć na przesłuchanie, rozpoczyna chaotyczny wyścig z czasem.

Jej epicka odyseja przez Los Angeles zaprowadzi ją w tak różne miejsca, jak melina narkomanów, salon masażu czy... synagoga. Na swojej drodze spotka między innymi bossów narkotykowych gangów i gliniarzy, którzy za nic nie będą chcieli uwierzyć w jej wersję wydarzeń.

Po godzinach

- Można powiedzieć, że ten film odwołuje się w pewien sposób do "Po godzinach" Scorsese - mówi Banks. - Uwielbiam ten film. Ja też przeżyłam coś takiego. Przydarzyła mi się w życiu taka noc, kiedy byłam zmuszona przebywać w towarzystwie ludzi, których tak naprawdę nie znałam ani nie ufałam im. W takich sytuacjach człowiek marzy tylko o tym, żeby znaleźć się w swoim własnym łóżku, ale noc wydaje się trwać wiecznie.

- Pamiętam też taki dzień, kiedy zgubiłam się w Nowym Jorku - śmieje się aktorka. - Jechałam autobusem. Była burza. Chciałam dotrzeć na Union Square, ale nie miałam pojęcia, gdzie jestem. Masz wrażenie, że taka podróż nigdy się nie skończy - i wiesz, że jesteś sam. Takie chwile to prawdziwa próba.

Takiej próbie zostaje poddana też Meghan, która desperacko walczy o to, by nie stracić największej szansy swojego życia. Zdeterminowana prezenterka kradnie rower napotkanego przypadkiem chłopca, ściga dilera narkotykowego na kilkunastocentymetrowych obcasach... Zostaje też potraktowana gazem pieprzowym przez bojowo nastawionego kierowcę autobusu.

Banks najlepiej pamięta jednak scenę, w której musiała przebiec przez czteropasmową trasę szybkiego ruchu, lawirując między rozpędzonymi samochodami. - Bardzo zależało mi na tym, żeby być jak najbliżej pędzących aut. "Jeszcze trochę, jeszcze trochę" - powtarzałam bez przerwy.

- Widziałam, że wszyscy na mnie uważają. W końcu nakręciliśmy ujęcie, w którym przebiegam przed maskami samochodów. Mój poziom adrenaliny wzrósł chyba stukrotnie. Kiedy znalazłam się po drugiej stronie, byłam niesamowicie podekscytowana. W pewnym momencie poczułam na plecach ruch powietrza spowodowany przez pojazd, który przemknął tuż za mną.

- Wcześniej rozmawiałam z kierowcą tego samochodu. Powiedziałam mu: "Tylko mnie nie potrąć! Jeśli będzie trzeba, wbij się w auto jadące obok!" - śmieje się aktorka. - Zrozumieliśmy się doskonale i wszystko się udało.

Zdaniem Banks, "Walk of Shame" to nie tylko gagi i szalone sytuacje. Jak mówi, niesie on ze sobą ważną lekcję. - Mamy tutaj realistycznie przedstawioną historię kobiety, którą dopada kryzys w życiu zawodowym i prywatnym. Zostawia ją facet, a wymarzona praca wymyka się jej z rąk. Nagle budowana przez nią wizja jej przyszłego życia rozsypuje się w proch - i Meghan musi znaleźć na siebie nowy pomysł.

- Każdy z nas doświadcza w życiu czegoś podobnego. Spotykamy się z negatywnymi reakcjami, zostajemy odrzuceni... Ostatecznie wszystko sprowadza się do wytrwałości. Wydaje mi się, że przesłanie tego filmu to: "Popatrz, wszystko się zawsze jakoś ułoży. Przetrwaj tę jedną noc - a później wstanie słońce. Jutro będzie nowy dzień. Małymi krokami dojdziesz do celu".

"Powiększ sobie biust"

- Tutaj przychodzą mi na myśl moje własne doświadczenia, kiedy stawiałam pierwsze kroki w świecie show-biznesu - wspomina Banks. - Na tym etapie bardzo często słyszysz "nie" albo "nie wszystkie marzenia muszą się spełnić", albo wręcz "powiększ sobie biust, mała!". Trzeba być wiernym swoim zasadom i nie poddawać się. To jest w życiu najważniejsze.

Banks - która ukończyła z wyróżnieniem studia na Uniwersytecie Pensylwanii - zadebiutowała na ekranie w 1998 r., w niskobudżetowej niezależnej produkcji "Surrender Dorothy".

- Można powiedzieć, że pierwsza gaża podziałała na mnie jak pobudka - śmieje się. - Dotarło do mnie, że mogę się utrzymywać z aktorstwa! Nie chciałam tylko grać - a na życie zarabiać po zejściu z planu, jako kelnerka.

Publiczność zna Banks także z ról o poważniejszym wydźwięku (m.in. w serii "Spider-Man" czy w filmie "Niepokonany Seabiscuit") - ale aktorka kojarzona jest przede wszystkim z komedią zarówno w wydaniu kinowym, jak i telewizyjnym. Taką reputację zaskarbiły jej m.in. występy w "Na pewno, być może", "Zack i Miri kręcą porno" i w kultowym serialu "Rockefeller Plaza 30", gdzie zagrała Avery Jessup.

- Rozśmieszanie ludzi to chwalebne zajęcie, ale o wiele trudniejsze niż cokolwiek innego. Dla mnie jest to znacznie większe wyzwanie - przyznaje aktorka.

Rolami w "Człowieku na krawędzi" i "W." (w tym ostatnim filmie wcieliła się w byłą Pierwszą Damę USA, Laurę Bush) Banks dowiodła, że posiada ogromny wachlarz aktorskich możliwości i świetnie radzi sobie również w konwencji dramatu. (...)

- Większość aktorów dysponuje całym workiem różnych chwytów. Wyciągasz z niego te, które są ci potrzebne danego dnia. O ich doborze decyduje mnóstwo czynników, w tym osoba reżysera i rola, jaką grasz, a także związane z nią wymogi natury fizycznej i emocjonalnej. Za każdym razem wygląda to inaczej - tłumaczy gwiazda.

- To właśnie najbardziej kocham w tym zawodzie: nie przychodzę codziennie do tego samego biura. Zdobywam coraz to nowe doświadczenia i poznaję kolejnych interesujących ludzi. W każdym aktorskim zadaniu jest całe mnóstwo zmiennych. I właśnie to tak mnie kręci - podsumowuje Elizabeth Banks.

© 2014 Karl Rozemeyer

Tłum. Katarzyna Kasińska

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Elizabeth Banks | życia | Banks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje