Reklama

Reklama

Dramat Gabrieli Kownackiej. Wszystko przez zmarłego niedawno aktora

Zmarła 12 lat temu Gabriela Kownacka była jedną z najbardziej lubianych aktorek swojego pokolenia. Mija właśnie pół wieku od chwili, gdy w 1972 roku, będąc jeszcze studentką warszawskiej szkoły teatralnej, po raz pierwszy stanęła przed kamerą, by wcielić się w Zosię w "Weselu" Andrzeja Wajdy...

Zmarła 12 lat temu Gabriela Kownacka była jedną z najbardziej lubianych aktorek swojego pokolenia. Mija właśnie pół wieku od chwili, gdy w 1972 roku, będąc jeszcze studentką warszawskiej szkoły teatralnej, po raz pierwszy stanęła przed kamerą, by wcielić się w Zosię w "Weselu" Andrzeja Wajdy...
Gabriela Kownacka /Jacek Kurnikowski /AKPA

Gabriela Kownacka miała zaledwie 18 lat, gdy Andrzej Wajda zaoferował jej udział w swojej ekranizacji "Wesela". Wśród dziewcząt zdających wtedy do warszawskiej szkoły teatralnej szukał kandydatki do roli Panny Młodej...

- Natrafił na Ewę Ziętek, a przy okazji zauważył mnie i zaproponował mi zagranie Zosi. Wspominam o tym często, bo to jest taki debiut, który wydaje się niesamowicie atrakcyjny. Ja przeszłam w trakcie tego debiutu gehennę - wyznała Gabriela Kownacka po latach na antenie radiowej Trójki.

Gabriela Kownacka: Znany aktor zgotował jej piekło na ziemi

Debiut u samego Wajdy miał być dla młodziutkiej studentki przepustką do kariery. Niestety, dla Gabrieli Kownackiej praca z Mistrzem okazała się katorgą.

Reklama

- Kompletnie niczego nie umiałam. Ale to niczego... A pan Wajda nie jest reżyserem cierpliwym. Niespecjalnie też lubi pracować z młodymi ludźmi. W związku z tym przy piątej czy szóstej próbie wyciągnięcia ze mnie czegokolwiek, przekazywał mnie drugiemu reżyserowi - opowiadała w wywiadzie.

Piekło na planie zgotował jej też... Wojciech Pszoniak. Aktor na sam dźwięk nazwiska Gabrysi (nazywała się wtedy Kwasz) dostawał białej gorączki.

- Wpadał w szał, ponieważ nie był w stanie, tak uważał, zagrać swojej roli dobrze, jeżeli Zosia będzie tak beznadziejna jak ja - żaliła się autorowi książki "Gabriela Gabi Kownacka", dodając, że Pszoniak nazywał ją "blondyneczką".

Po zakończeniu zdjęć do "Wesela" Gabriela przysięgła sobie, że do końca studiów nie zagra w żadnym filmie. Przełamała się dopiero, gdy była na czwartym roku. Andrzej Trzos-Rastawiecki zaprosił ją na zdjęcia próbne do "Skazanego", w którym - o czym nie miała pojęcia - główną rolę miał zagrać... Wojciech Pszoniak.

- Jak się dowiedział, że jestem na zdjęciach próbnych, to zaczął krzyczeć, że on zagra tylko pod warunkiem, że nie zagra 'ta' aktorka. Tymczasem Trzos-Rastawiecki mnie zaangażował i zagrałam u boku Wojtka. Tak od drugiego, trzeciego dnia zdjęciowego już nie wzdrygał się na mój widok - wspominała.

- A potem zostaliśmy wielkimi przyjaciółmi - dodała.

Gabriela Kownacka: Mężczyźni przy niej głupieli

Ewa Wiśniewska, która miała okazję kilka razy pracować z Gabrielą Kownacką, mówiła o swej młodszej koleżance, że "wkurza talentem, urodą i dobrą figurą". Niestety, wielu reżyserów - przynajmniej gdy była jeszcze na początku swej zawodowej drogi - widziało w niej tylko urodę i dobrą figurę. Gabriela latami walczyła ze stereotypem "ładna, więc pewnie... głupiutka".

- To, że jako aktorka i kobieta piękna uważana jest za osobę pozbawioną inteligencji, doprowadzało ją do szału. Dlatego nie lubiła niektórych swoich zdjęć, nie cierpiała tych "oczek wzniesionych do góry". Nabijała się z wizerunku słodkiego kociaka, naiwnej blondyneczki - stwierdził na łamach "Pani" przyjaciel i biograf Kownackiej, Roman Dziewoński.

Gabriela Kownacka doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak działa na mężczyzn. Faceci po prostu przy niej głupieli, bo miała w sobie naturalny urok i seksapil.

- Nie kokietowała. Mrugnęła jednym okiem i już - opowiada Roman Dziewoński.

Gabriela Kownacka: Była damą do samego końca

Gdy Gabriela Kownacka zachorowała, powiedziała o tym tylko kilku najbliższym osobom. Przed światem udawała, że wszystko jest w porządku. To, że walczy ze śmiertelną chorobą, wyszło na jaw przypadkiem...

Aktorka była już po cyklu chemioterapii i naświetlań, gdy podczas przedstawienia w Teatrze Narodowym partnerujący jej Artur Żmijewski niechcący strącił jej z głowy perukę. Ta spadła, odsłaniając niemal łysą głowę Gabi.

- Żmijewski, jak niemal wszyscy w teatrze, dopiero wtedy dowiedział się o jej chorobie - twierdzi biograf Kownackiej.

Gabriela Kownacka nie obnosiła się z chorobą, nie chciała o niej rozmawiać nawet z zaufanymi przyjaciółmi. Zawsze była damą i do końca trzymała fason. Odeszła 30 listopada 2010 roku.

AIM
Dowiedz się więcej na temat: Gabriela Kownacka | Andrzej Wajda

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy