Reklama

Dlaczego żona Toma Hanksa przestała stosować botoks?

W udzielonym niedawno wywiadzie Rita Wilson zdradziła, że przed laty stosowała botoks. I dodała, że eksperymenty mające na celu poprawienie urody nie były dla niej pozytywnym doświadczeniem. "Gdy wróciłam do domu, dzieci roześmiały się na mój widok. Wtedy stwierdziłam: Dosyć" - przyznaje Rita Wilson.

Rita Wilson i jej mąż Tom Hanks

Panująca w Hollywood obsesja na punkcie nieskazitelnego, młodego wyglądu skłania wiele gwiazd do poddawania się operacjom plastycznym lub nieco mniej inwazyjnym zabiegom odmładzającym.

Reklama

Ogromną popularnością wśród kobiet (nie tylko zresztą tych sławnych) cieszy się wciąż botoks, który jest symbolem współczesnego kultu wiecznej młodości. Aby nie zdradzać swojego wieku, panie sięgają ochoczo po substancje wypełniające, które mają za zadanie ukryć oznaki starzenia.

Skutek stosowania botoksu bywa jednak niekiedy odwrotny do zamierzonego, o czym boleśnie przekonała się przed laty Rita Wilson.

Aktorka znana z takich produkcji, jak "Bezsenność w Seattle", "Sztuka dorastania" czy "To skomplikowane", a prywatnie żona Toma Hanksa, w udzielonym niedawno wywiadzie zdradziła, że wiele lat temu uległa panującej w Fabryce Snów modzie na odmładzanie się za pomocą wstrzykiwania w skórę chemicznych specyfików.

Jak wspomina Wilson, po raz pierwszy sięgnęła po botoks pod koniec lat 90., a dokładnie podczas kręcenia filmu "Uciekająca panna młoda", w którym wcieliła się w Ellie Graham - byłą żonę i szefową bohatera granego przez Richarda Gere’a. Jak sama przyznaje, ucierpiała na tym jakość jej występu w produkcji.

"Wtedy wszyscy stosowali botoks. Poddałam się więc zabiegowi, podczas którego wstrzyknięto mi go w czoło. Ale później obejrzałam "Uciekającą pannę młodą". Była tam jedna, bardzo emocjonalna scena z moim udziałem, kiedy zwalniam Richarda Gere’a. Zobaczyłam, że mimo emocji, moje czoło w ogóle się nie porusza. Pomyślałam: cóż, to się nie sprawdza" - wskazuje Wilson w rozmowie z "The Guardian".

I dodaje, że nie była to jej jedyna przygoda z zabiegami odmładzającymi. "Mniej więcej w tym samym czasie postanowiłam spróbować wypełniaczy do ust. Pewnego dnia wróciłam do domu, a dzieci roześmiały się na mój widok. Wtedy stwierdziłam: dosyć" - wspomina aktorka.

Po tych niezbyt przyjemnych doświadczeniach związanych z korygowaniem urody, Wilson, jak zapewnia, nauczyła się starzeć z wdziękiem. Wzorem była dla niej matka, Dorothea Tzigkou, z pochodzenia albańska Greczynka.

"Moja mama rzadko nosiła makijaż, a ja uwielbiałam obserwować jej twarz, która ewoluuje wraz z wiekiem. Chcę, aby moje dzieci także patrząc na mnie, widziały twarz, która znają, aby widziały prawdziwą mnie. Każdy jest w jakimś stopniu próżny, ale... jak by to powiedzieć? Ja chyba po prostu nie dbam już w tak dużym stopniu o wygląd" - konkluduje gwiazda.

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Tom Hanks i Rita Wilson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje