Reklama

Reklama

Czemu Hollywood jej nienawidzi?

"Hollywood mnie nienawidzi, ale mam to gdzieś..." - twierdzi Julie Delpy, aktorka i reżyserka nazywana "Woodym Allenem na obcasach". W oczekiwaniu na polską premierę jej najnowszej komedii "2 dni w Nowym Jorku", warto poznać kulisy tej narastającej przez lata niechęci, którą zapoczątkowało... ugryzienie wilkołaka.

Chociaż publiczność owacyjnie reaguje na jej kolejne filmy, sława i kariera w blasku fleszy nigdy nie interesowały 42-letniej Delpy.

Urodzona w Paryżu, wykształcona w Nowym Jorku, zamieszkała w Los Angeles, artystka z hollywoodzką fabryką snów rozwiodła się w 1997 roku, wkrótce po sukcesie obrazu "Przed zachodem słońca".

Zasypana przez deszcz ofert, wybrała - jak twierdzi - najgorzej jak tylko mogła. Powiedziała "tak" twórcom horroru "Amerykański wilkołak w Paryżu".

"To było wyjątkowo nieprzyjemne doświadczenie. Film okazał się tandetny, reżyseria kulała, a propozycje nowych ról przestały napływać. Pomyślałam, że jeśli tak ma wyglądać hollywoodzkie kino, to ja wolę trzymać się od niego jak najdalej" - wspomina.

Reklama

Buntownicza postawa Delpy nie znalazła w branży poklasku. Współpracę z aktorką rozwiązał jej agent.

"Co tu dużo mówić. Zwolnił mnie. A wcześniej powiedział, żebym przestała pisać scenariusze głupich sequeli, których i tak nikt nie będzie chciał oglądać. I zrobiła coś pożytecznego. Na przykład... zapisała się na siłownię" - dodaje aktorka i reżyserka.

I wcale nie był w tym względzie ostatni. "Żadna agencja w mieście nie chciała mnie u siebie, a sponsorować moich filmów nie chcieli nawet alfonsi. A są wśród nich wielkie szychy - sprzedawcy broni i im podobni, którzy chętnie inwestują swoje pieniądze w powstające w USA produkcje. W moje nie chcieli. Ale ja się nie poddałam" - opowiada.

Upór artystki doceniła już publiczność, która na festiwalu w Sundance, na stojąco oklaskiwała jej "2 dni w Nowym Jorku". A jak na własne wybory zapatruje się Julie?

"Wreszcie znalazłam swoje miejsce. Nawet jeśli nie będę grać w filmach, mogę reżyserować. Kręcić filmy w dowolnym zakątku globu" - przekonuje Delpy.

"Mam gdzieś celebrycki blichtr. Nie muszę udawać, że jestem centrum wszechświata. Pokazywanie przed kamerą nowych zębów i cycków, to nie moja bajka - podsumowuje.

Najnowszy film artystki wejdzie na polskie ekrany 29 czerwca.


Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Julie Delpy | 2 dni w Nowym Jorku

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL