​Colin Firth: Z myślą o rodzinie

​Colin Firth wyraził chęć zagrania Donalda Crowhursta w filmie "Na głęboką wodę" jeszcze zanim reżyser James Marsh przystąpił do tego projektu.

Colin Firth w scenie z filmu "Na głęboką wodę"

"Pomyślałem, że to zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Byłem podekscytowany" - wspomina Marsh. - "Jako aktor Colin budzi sympatię, dlatego pomyślałem, że jest idealną osobą, żeby zabrać nas w tę podróż. Dużym wyzwaniem aktorskim jest zrozumienie tej historii i zagranie postaci tak przekonująco. Kiedy dotarło do mnie, że zagra to Colin, byłem jeszcze bardziej podekscytowany projektem. On ma ogromny talent i doświadczenie, ale również bardzo osobiście zaangażował się w tę historię. Przygotowywał się technicznie i psychicznie. To było niezwykle trudne. To swego rodzaju psychiczny odpowiednik tego, co Eddie Redmayne zrobił w moim poprzednim filmie 'Teoria wszystkiego'".

Firthowi partneruje Rachel Weisz. Aktor mówi o swojej partnerce z planu i jej postaci w samych superlatywach: "Rachel jest, podobnie jak Clare Crowhurst, bardzo inteligentną, przenikliwą, silną osobą. Jest w niej doza ironii i uważności, która pomaga zrozumieć złożoność tego, co chce zrobić Donald. Ona się o niego boi i wolałaby, żeby nie robił czegoś tak niebezpiecznego. Wierzy w niego i jego umiejętność przewidywania. I myślę, że wcale się w tym nie myliła. Myślę, że trzeba kogoś bardzo kochać, żeby to zrozumieć. Mogę tylko spekulować na podstawie naszej interpretacji zdarzeń, ale sądzę, że Rachel by się z tym zgodziła".

Wszystkie sceny rodzinne w filmie powstały zanim Firth rozpoczął zdjęcia na morzu. Jak sam przyznaje, bardzo mu to pomogło w zbudowaniu więzi i ułatwiło wejście w stan emocjonalny Donalda Crwohursta, który wyruszył na morze sam i bardzo długo pozostawał bez kontaktu z ukochaną rodziną. "Byłoby mi bardzo trudno zagrać sceny na łodzi przed poznaniem osób grających rodzinę. Nawiązaliśmy relację, polubiliśmy swoje towarzystwo. Dzieci były świetne. Bardzo ważne było, żeby w tych scenach pokazać bardzo szczęśliwą rodzinę i wspaniałego ojca. Dzieci go uwielbiały. Miał wielką wyobraźnię i był im bardzo oddany. Sądzę, że w pewnym sensie ta wyprawa była też dla nich" - tłumaczy aktor.

Reklama

"Łatwo przychodzi nam osądzanie człowieka z rodziną, który podejmuje takie ryzyko. Ale ludzie muszą czasem ryzykować, a niektórzy mają rodziny. On wierzył, że może mu się udać, że wróci do domu, a to będzie dar dla jego rodziny, również ze względów finansowych. Miał nadzieję, że wróci do nich, jako ojciec, jakim chciał dla nich być. Sporo z tego to nałożone przeze mnie przemyślenia. Jakie motywy kierowałyby mną? Myślę, że za każdym razem, gdy gram jakąś rolę, do pewnego stopnia chcę być tą postacią i przedstawić historię tak, jakbym to był ja. Naprawdę myślę, że Crowhurst robił niemal wszystko z myślą o rodzinie" - podsumowuje Firth.

Dowiedz się więcej na temat: Na głęboką wodę

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje