Reklama

Reklama

Clint Eastwood: Kino to najpotężniejsza broń

W niedzielę, 31 maja, 90 lat kończy Clint Eastwood - żywa legenda amerykańskiej kinematografii, aktor, który w pewnym momencie swojej kariery stanął za kamerą i stał się synonimem jednej z najciekawszych ewolucji w Hollywood. Trudno wyobrazić sobie Fabrykę Snów bez filmów, na których odcisnął swoje piętno.

Clint Eastwood na planie "Brudnego Harry'ego"

W świadomości widzów Clint Eastwood funkcjonuje głównie za sprawą spaghetti westernów Sergia Leone, status ikony zapewniła mu rola twardziela z kamienną twarzą, bezwzględnego inspektora Harry’ego Callahana w serii filmów o "Brudnym Harrym" Dona Siegela. Przez lata ciągnął się więc za nim etos rewolwerowca, który na własną rękę wymierza sprawiedliwość, gdy dookoła zawodzą prawne procedury.

Z biegiem lat zaczął jednak wykazywać skłonność do przełamywania aktorskiego emploi, coraz częściej oddawał się karierze reżyserskiej. Czterokrotnie sięgał po Oscara za wyreżyserowane przez siebie filmy, w ubiegłym roku na ekrany kin trafił 38. tytuł sygnowany jego nazwiskiem. Od ponad pół wieku tworzy filmy celne, istotne społeczne i głęboko tragiczne, zawsze odwołuje się do amerykańskiej kultury, penetruje jej mity. Coraz częściej stają się one świadectwem nie tyle jego twórczej, co światopoglądowej ewolucji.

Reklama

Milczący twardziel

Urodzony w 1930 roku w robotniczej rodzinie Eastwood zaczął pojawiać się w filmach już w połowie lat 50., kiedy podpisał kontrakt z wytwórnią Universal. Zadebiutował epizodycznymi rolami w filmach Jacka Arnolda i Arthura Lubina, jednak to występowi w 217 odcinkach serialu stacji CBS "Rawhide" zawdzięczał pierwszy krok ku rozpoznawalność. To dzięki niej został zauważony przez Sergia Leone, włoski reżyser dał mu rolę Bezimiennego w swojej dolarowej trylogii. Eastwood zagrał kolejno w "Za garść dolarów" (1964), "Za kilka dolarów więcej" (1965) oraz w "Dobry, zły, brzydki" (1966). Seria ta zyskała wśród widzów status kultowej, dla Eastwooda stały się przepustką na szerokie wody.

Dwa lata później wystąpił  w przygodowym filmie wojennym "Tylko dla orłów", następnie w głośnym "Złoto dla zuchwałych" z Tellym Savalasem i Donaldem Sutherlandem.

Krytycy pisali o nim, że jest aktorem, który ma do dyspozycji zaledwie parę min, sam Sergio Leone lubił sobie z ograniczonej ekspresji Eastwooda pokpiwać i mówić, że ogranicza się on zwykle do dwóch ekranowych wizerunków: tego w kapeluszu i bez. Wejście w skórę milczącego twardziela, okazało się jednak strzałem w dziesiątkę, wizerunek ten przez lata pozostawał wyróżnikiem, cechą stylu i znakiem rozpoznawczym aktora.

Na dowód tego wystarczy przywołać rok 1971 i jedną z najsłynniejszych kwestii w historii kina akcji. "To jest magnum kaliber 44, najpotężniejsza broń na świecie. Może elegancko odstrzelić ci głowę, więc powinieneś zadać sobie pytanie: 'Czy mam dzisiaj szczęście?'. To masz, śmieciu?".

Chyba wszyscy pamiętają tę scenę, każdy z nas słyszał o inspektorze Harrym Callahanie, jego skrajnie brutalnych metodach wymierzania sprawiedliwości w zdeprawowanym San Francisco. W latach 1971-1988 Eastwood pięciokrotnie powracał na ekran jako "brudny Harry", co oprócz sławy przysporzyło mu wielu przeciwników. Filmy te zyskały status ikonicznych, pojawiały się jednak zarzuty o niebezpieczną wręcz wymowę filmu - o obecną w nich popularyzację agresji, usprawiedliwienie prawa pięści i samosądu, a przede wszystkim o propagowanie polityki faszystowskiej. Bez względu na wszystko Eastwood stał się gwiazdą światowego formatu. Najciekawsze, że jego najlepszy artystycznie okres miał dopiero nadejść.

Po drugiej stronie kamery

Największy przełom w karierze Eastwooda wyznacza prawdopodobnie czas, kiedy powołał do życia własną firmę produkcyjną - Malpaso Company - i postanowił na dobre poświęcić się reżyserii. Pierwsze filmy kręcił już na początku lat 70., sukcesy przyszły jednak z czasem. W 1988 roku sięgnął po pierwszy w swojej karierze Złoty Glob za film poświęcony życiu i twórczości Charliego "Birda" Parkera, prawdziwym szczytem jego reżyserskich możliwości okazał się wybitny antywestern "Bez przebaczenia", w którym Eastwood zagrał też główną rolę. Film ten został wielkim triumfatorem oscarowej gali roku 1993, okrzyknięto go arcydziełem, a zarazem ukoronowaniem wspaniałej kariery hollywoodzkiego gwiazdora.

Na szczęście Eastwood na tym nie poprzestał. Wyreżyserowany przez niego zaledwie kilka lat później na podstawie bestsellerowej powieści Roberta Jamesa Wallera melodramat "Co się wydarzyło w Madison County" z miejsca trafiło na listę najbardziej poruszających produkcji lat 90.

Kolejnym ważnym filmem w reżyserskiej karierze Eastwooda była "Rzeka tajemnic" (2003), która przyniosła Oscara odtwórcom głównych ról - Seanowi Pennowi i Timowi Robbinsowi. Natomiast w 2005 roku zdołał powtórzyć sukces "Bez przebaczenia", a to za sprawą dwudziestego piątego w swojej reżyserskiej karierze filmu. "Za wszelką cenę" - gorzki portret dziewczyny próbującej dotrzeć na sportowy szczyt z pomocą legendarnego, przebywającego na emeryturze trenera boksu - uznaje się dziś za najwspanialszy film w dorobku Eastwooda.

Szerokie portfolio reżysera liczy dziś 38 filmów. Spośród owej grupy warto przypomnieć arcyciekawy dyptyk "Sztandar chwały" / "Listy z Iwo Jimy" (2006), pokazujący dramat II wojny światowej zarówno z punktu widzenia zwycięzców - Amerykanów, jak i Japończyków. Innym przykładem dzieła fenomenalnie przez Eastwooda wyreżyserowanego jest "Gran Torino" (2008), które miało zresztą stanowić jego definitywne pożegnanie z aktorstwem. Emerytowany aktor słowa nie dotrzymał i na ekran wracał jeszcze kilkakrotnie.

Ostatnio w "Przemytniku" (2018), w którym wcielił się w bohatera wzorowanego na życiorysie Leo Sharpa - amerykańskiego weterana wojennego i światowej sławy ogrodnika, który po bankructwie swojego gospodarstwa, zaczął pracować jako przemytnik dla potężnego kartelu narkotykowego.

Człowiek prawicy w Hollywood

W międzyczasie popularność Eastwooda zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, filmowiec coraz częściej zabierał głos w debacie publicznej i wygłaszał swoje polityczne poglądy. Zdaje się, że pierwszy i jeden z najważniejszych epizodów politycznych w jego karierze miał miejsce w kwietniu 1986 roku, kiedy jako niezależny kandydat wygrał wybory na burmistrza w Carmel - kalifornijskim miasteczku, które aktor namaścił na swoje przybrane rodzinne miasto jeszcze w młodości, kiedy w pobliskim Fort Ord odbywał służbę wojskową. Mimo poparcia mieszkańców nie zdecydował się kandydować w kolejnych wyborach i całkowicie poświęcił się kinu.

W ostatnich latach trwa zagorzała dyskusja na temat poglądów politycznych Eastwooda, które łączy sporo sprzeczności. Podczas jednej z republikańskich konwencji otwarcie skrytykował rządy Baracka Obamy i wygłosił słynną kpiarską przemowę do pustego krzesła, a w tym samym czasie jako jeden z nielicznych przeciwników prezydenta podpisał się pod listem w sprawie równouprawnienia par tej samej płci. Kilka lat później ogłosił, że w wyścigu o fotel prezydenta USA poprze Donalda Trumpa, mówiąc między innymi o tym, że "jest przeciwny pokoleniu mięczaków i ciot", co postanowił zresztą szybko sprostować.

Kojarzony od lat z Partią Republikańską Eastwood ponownie zmienił stronę, kiedy na początku tego roku w wywiadzie dla "Wall Street Journal" zapowiedział, że nie poprze Trumpa w walce o drugą kadencję, a najlepszą rzeczą, jaka mogłaby się przytrafić Ameryce, jest kandydatura stojącego po drugiej stronie politycznej barykady Michaela Bloomberga. Na szczęście ta światopoglądowa niekonsekwencja - przypisywana Eastwoodowi przez amerykańską prasę - nie idzie w parze z jego nieugiętym zainteresowaniem kina. Mimo 90 lat na karku, nie spuszcza on z tonu, wciąż intensywnie pracuje, kręci jeden film za drugim. A przede wszystkim trzyma formę, o czym świadczy solidnie nakręcony w ubiegłym roku "Richard Jewell".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Clint Eastwood

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje