"Climax": Seans grozi atakiem epilepsji?

Pojawił się nowy zwiastun wzbudzającego kontrowersje filmu "Climax" Gaspara Noé. Obraz trafi na ekrany polskich kin 9 listopada.

"Climax" trafi na ekrany kin 9 listopada

"Climax" to muzyczny projekt Gaspara Noé, twórcy głośnych filmów: "Love", "Nieodwracalne" i "Wkraczając w pustkę". Film zgarnął w tym roku główną nagrodę w canneńskiej sekcji Quinzaine des Realisateurs i zebrał świetne recenzje krytyków.

Reklama

Bohaterami szalonego filmu Noé są tancerze, którzy podczas jednej z sesji treningowych w odosobnionym miejscu, wpadają w trans i tracą kontakt z rzeczywistością. Czy uda im się powrócić i poskromić wewnętrzne demony, które obudzili?

"Climax" to genialna wizualnie, nieprzewidywalna jazda bez trzymanki - film, który uzależnia i wgniata w fotel - reklamuje produkcję polski dystrybutor, Gutek Film.

W "Climax" zobaczymy na ekranie m.in. Sofię Boutellę ("Atomic Blonde").

Bohaterów "Climaxu" poznajemy (najprawdopodobniej) podczas castingu. Na ekranie widzimy ciasny kadr z telewizorem ściśle obłożonym książkami, młodzi na ekranie opowiadają o tym, czym jest dla nich taniec ("wszystkim") i co mogłoby być zamiast niego ("samobójstwo"). Opowiadają także o narkotykach, celach życiowych, swoich lękach i relacjach.

Między sesjami ekspresyjnego, odważnego, transowego tańca jesteśmy świadkami rozmów bohaterów "Climaxu", które przedstawiane są w ramach krótkich, pourywanych i pomieszanych scen. Między dłuższymi ujęciami choreografii słuchamy m.in. o dzieciach, aborcji, ciąży, seksie - aż do momentu, kiedy impreza zdecydowanie zmienia swój charakter.

W filmie zagrali profesjonalni tancerze, a sporą część obrazu zajmują ich improwizowane popisy. Choreografia hipnotyzuje, ciała przybierają groteskowe figury, są zarazem rozerotyzowane i chorobliwie poskręcane, piękne i brzydkie. Te szaleńcze ruchy budują grozę filmu, a raczej długiego teledysku kręconego przez szaleńca - pisze w recenzji dla Interii Aleksandra Pospiszyl.

Gaspar Noé znów bawi się montażem. Scenę z napisami końcowymi zobaczymy na samym początku, ale kolejne pojawią się już w tradycyjnej chronologii. Wraz z tancerzami piruety wykonuje kamera, a ostatnie kadry pokazane zostają do góry nogami. Dystrybutor powinien ostrzegać: "Uwaga, seans grozi atakiem epilepsji" - dodaje recenzentka Interii.

Polską premierę "Climax" miał na początku sierpnia na festiwalu Nowe Horyzonty.

[Noé] już treścią samego plakatu zapewniał, że obraz nie przypadnie nam do gustu. Jednocześnie muszę uczciwie dodać, że podczas seansu na festiwalu Nowe Horyzonty [...] z sali wyszło kilkanaście osób, a część widzów wydawała z siebie dźwięki, jakby miała już serdecznie dość tego, co widzi na ekranie - konkluduje recenzentka.

Dowiedz się więcej na temat: Climax

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje