Reklama

"Ciało": Trup w pociągu

W środę, 22 sierpnia, mija 15 lat od kinowej premiery komedii "Ciało" duetu Andrzej Saramonowicz - Tomasz Konecki. Mający dziś status dzieła kultowego film z miejsca podbił polską widownię (320 tys. widzów), która przyznała mu Złotą Kaczkę.

Zbigniew Zamachowski w komedii "Ciało"

Pochwały od Wajdy

- Kiedy zaczynaliśmy, jednoczyło nas przekonanie, że jeśli połączymy swoje siły i będziemy potrafili zrezygnować z własnych artystycznych egoizmów, to zbudujemy siłę, której inni, działając w pojedynkę, nie mają - mówił o reżyserskim tandemie Andrzej Saramonowicz.

Reklama

Kiedy "Ciało" trafiało do kin, Konecki i Saramonowicz mieli już na koncie ekranowy debiut. W 2000 roku, łącząc w całość fabularne części programu telewizyjnego, nakręcili pełnometrażową komedię "Pół serio". Tworzone na przestrzeni wielu miesięcy etiudy filmowe pokazały, że potrafią stworzyć pełnowartościową historię, która mimo niezwykle trudnych warunków realizacyjnych (łącznie tylko osiem dni zdjęciowych!) zachowuje wszelkie znamiona profesjonalizmu. A co najważniejsze - że jest to historia niezwykle śmieszna. Ich wysiłki zostały docenione przez Jury na XXV FestiwalU Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Przyjechali jako nieznana ekipa filmowych fascynatów. Wyjechali z największą liczbą nagród.

Po festiwalu w Gdyni Andrzej Wajda napisał do twórców "Pół serio": "Film jest śmieszny i inteligentny (...) Znakomite sytuacje i wyraziste dialogi (...) Podoba mi się również reżyseria, bardzo skuteczne prowadzenie aktorów, błyskotliwy montaż i zdjęcia".

Trup w pociągu

Akcja "Ciała" rozpoczyna się w pociągu z Krakowa do Sopotu, którym jedzie Goldi (Tomasz Karolak) - mało rozgarnięty złodziejaszek kradnący z kościołów cenne precjoza i przemycający je za granicę. W przedziale zastaje śpiącego Woltera (Rafał Królikowski), który ku jego przerażeniu okazuje się... trupem. Do przedziału wsiadają też dystyngowana emerytka Wanda (Emilia Krakowska) z 10-letnią wnuczką Olą (Ola Radwańska). Goldi udaje przed nimi, że Wolter jest jego śpiącym przyjacielem i zawozi go do swojego szefa. Ten każe pozbyć się trupa, w czym pomaga Goldiemu kolega - Dizel (Zbigniew Zamachowski). Razem pracują dla bliźniaków syjamskich - braci Trzecich, z których jeden - Zygmunt (Jacek Poks) - jest przestępcą, a drugi - Henryk (Cezary Poks) - uczciwym właścicielem warsztatu samochodowego.

Po wielu niepowodzeniach Goldi z Dizlem podrzucają zwłoki fryzjerowi (Krzysztof Stroiński), a ten komandosom, którzy wyrzucają je z samolotu na spadochronie. W ten sposób ciało trafia do atrakcyjnej 30-latki Sandry West (Edyta Olszówka), która planuje właśnie zabójstwo swojego bogatego męża Piotra. Jego sobowtórem jest oficer Centralnego Biura Śledczego Marian Tuleja (w obu rolach: Bronisław Wrocławski), który pozoruje własną śmierć przyjmując tożsamość Westa. Nie wie jednak o morderczych planach jego żony.

Stopniowo wychodzi na jaw, że Wolter tuż przed swoją śmiercią pracował nad sensacyjną teorią literacką. Jego współlokatorzy - Cezar (Cezary Kosiński) i Julek (Robert Więckiewicz) - wyruszają w podróż tropem zaginionego ciała przyjaciela.

Aktorskie tandemy

Bohaterowie poszczególnych wątków "Ciała" połączeni są w pary. Pierwszą tworzą Goldi i Dizel, drobni złodziejaszkowie o dobrych charakterach, którzy - za cokolwiek się biorą - wszystko psują. Grają ich Tomasz Karolak i Zbigniew Zamachowski.

Druga para, nie mniej zabawna - to Cezar (Cezary Kosiński) i Julek (Robert Więckiewicz) - krakowscy birbanci, których niefrasobliwość uruchamia ciąg śmieszno-strasznych wydarzeń. Trzecią parę tworzą: Marian Tuleja (Bronisław Wrocławski), pułkownik Centralnego Biura Śledczego, charakter zdecydowanie czarny, i Sandra West (Edyta Olszówka), bezwzględna femme fatale, charakter jeszcze czarniejszy.

Kolejna para to niewinna emerytka Wanda (Emilia Krakowska) z wnuczką Olą (Ola Radwańska), których losy przecinają się z losami poprzednich bohaterów, jak się okaże - nieprzypadkowo. Następną parę tworzą siostry zakonne - Morrison (Maja Hirsch) i Felicyta (Izabela Kuna). Ostatni tandem to bracia syjamscy Henryk i Zygmunt Trzeci (Cezary i Jacek Poksowie). Jeden z nich jest przestępcą, drugi uczciwym rzemieślnikiem, co rodzi między nimi poważne konflikty.

Wyjątek od reguły par tworzy jedynie Wolter, główny bohater, grany przez Rafała Królikowskiego. - Długo się zastanawialiśmy, kto ma się wcielić w tytułową rolę. Uznaliśmy, że Rafał - bo nie dość, że jest dobrym aktorem, to ma jeszcze ogromnie dużo wdzięku. I seksapilu, co do roli ciała niezbędne - tłumaczyli twórcy filmu.

Seksowne dziewczyny jako siostry zakonne

"Ciało" pozwala się odbierać na wielu poziomach. Mniej wyrobieni widzowie dojrzą w nim gangsterską komedię, której głównym motorem jest szybka akcja z zaskakującymi zwrotami. Widzowie ambitniejsi łatwo się zorientują, że "Ciało" - będąc pastiszem filmów gangsterskich - jest "czarną komedią" z sympatycznymi bohaterami o bardzo polskim charakterze (nawiązującymi do "Misia", "Rejsu" czy "Nie lubię poniedziałku"), wpisaną w atrakcyjną, łamiącą chronologię konstrukcję.

Atutem "Ciała" jest nieczęsto spotykany w Polsce typ komizmu - dominuje w nim żart oparty na absurdzie. Historia zwłok, podrzucanych z miejsca na miejsce, ujawnia świat, w którym nic nie jest zwyczajne: szef gangu to bliźniak syjamski zrośnięty ze swoim uczciwym bratem, sympatyczna staruszka para się niezwykłą jak na emerytki profesją, bezrobotni outsiderzy to wrażliwi miłośnicy "Kubusia Puchatka", a seksowne dziewczyny to siostry zakonne.

Niezależnie od stopnia skomplikowania wydarzeń, niezależnie od absurdu własnych poczynań, bohaterowie "Ciała" traktują się całkowicie serio. Nie mrugają okiem do widza, nie wpisują swoich zachowań w cudzysłów "zabawy w komedię". Z powagą przyjmują spadające na nich przeciwności losu, z powagą również wypowiadają coraz bardziej irracjonalne teksty. Śmieszni dla widza, sami dla siebie pozostają niemal postaciami tragicznymi. W tym kontraście również ujawnia się siła komediowa "Ciała".

Idealni twórcy dla polskiej komedii

Dzięki "Pół serio" i "Ciału" do Koneckiego i Saramonowicza dotarło, że w osiągnięciu prawdziwego sukcesu pomoże im jedynie konsekwentne budowanie swojej marki oraz uczciwość wobec widza. Pozbawieni kompleksów założyli firmę producencką Van Worden i ruszyli na podbój rynku.

- W przypadku "Testosteronu" i "Lejdis" na etapie przygotowań wielokrotnie słyszeliśmy, że proponowane przez nas historie nie mają szans na rynku, bo jest w nich na przykład zbyt wielu męskich bohaterów, nie ma pościgów samochodowych lub film jest po prostu za długi według obowiązujących na polskim rynku poglądów. Praktyka pokazała, że to my mieliśmy rację - mówił Konecki.

1,4 mln widzów na "Testosteronie" i 2,6 mln na "Lejdis" (najchętniej oglądany film w 2008 roku, nagrodzony trzema Złotymi Kaczkami: za najlepszy film, najlepszy scenariusz i najlepszą rolę męską) - te liczby mówią same za siebie. - Chociaż realizujemy komedie, to rynek filmowy traktujemy bardzo poważnie. Wychodzimy z bardzo podstawowego założenia, że pierwsze zadanie jakie ma twórca filmowy, to nie nudzić. Głęboko wierzymy w to, że widz jest najważniejszym ogniwem całego przemysłu filmowego - Andrzej Saramonowicz mówił przed premierą kolejnego filmu duetu "Idealny facet dla mojej dziewczyny" (2008). Okazał się on ostatnim wspólnym dziełem tandemu.

Saramonowicz nakręcił potem jeszcze jeden film - "Jak się pozbyć cellulitu?" (2011), Konecki zajął się realizacją reklamówek i produkcji telewizyjnych; ma na koncie m.in. reżyserię spotu jednego z polskich banków z udziałem Gerarda Depardieu oraz realizację futbolowej serii "Piąty stadion".

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje