Reklama

"Bruised": Reżyserski debiut Halle Berry

W reżyserskim debiucie Halle Berry "Bruised" laureatkę Oscara zobaczymy w zaskakującej roli byłej zawodniczki MMA, która nie tylko próbuje wrócić do sportu, lecz również powalczy o miłość porzuconego przed laty syna. Prawa do dystrybucji filmu, którego pierwszy próbny pokaz odbędzie się w sobotę w ramach festiwalu filmowego w Toronto, nabył Netflix.

Halle Berry jako zawodniczka MMA w filmie "Bruised"

W rozmowie z magazynem "Variety" 54-letnia Berry ujawniła, że na planie swojego reżyserskiego debiutu, w którym wciela się także w główną postać, złamała dwa żebra. Kontuzja była efektem ciosu kolanem w klatkę piersiową w scenie walki, w której bohaterka Berry toczyła pojedynek z postacią graną przez Valentinę Shevchenko.

Reklama

Debiutująca za kamerą aktorka nie przerwała jednak zdjęć z powodu kontuzji. "Nie chciałam tego robić, ponieważ zbyt długo się do tego przygotowywałam. Byłam gotowa" - ujawniła.

To jednak nie pierwsza tego typu kontuzja hollywoodzkiej gwiazdy. Kręcąc w 2019 roku trzecią część filmu "John Wick", Berry złamała trzy żebra. Jak przyznała w rozmowie z "Variety", nie pamiętała uczucia bólu, nagle jednak nie była w stanie oddychać. "Myślałam, że to nowotwór kości. Byłam przekonana, że mam wczesną fazę osteoporozy. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego przytrafiło mi się to w momencie, kiedy byłam w świetnej fizycznej formie" - wspomina Berry i winę za łamliwość swych kości zrzuca na cukrzycę. "Mam tendencję do łamania kości łatwiej niż inni ludzie".

Halle Berry twierdzi, że reżyseria jest dla niej o wiele bardziej wyzwalającym doświadczeniem niż aktorstwo. "Jak aktorka zawsze pojawiam się i wykonuje swoją część. Mogę robić tylko to, o co mnie proszą. Kiedy jestem reżyserką, mam wpływ na każdy aspekt filmu. Moje zdanie się liczy. To było coś innego i bardzo mi się to podobało" - przyznaje.

Berry ujawniła też, że pokazała pierwszą wersję filmu Spike'owi Lee- pierwszemu reżyserowi, który zatrudnił ją w kinowej roli. "Cholera. Zrobiłaś film!" - miał krzyknąć z podziwem p obejrzeniu "Bruised".

Nie wiadomo jeszcze, kiedy "Bruised" obejrzeć będzie mogła międzynarodowa publiczność, jednak jak informuje magazyn "Variety", bliska praw do dystrybucji filmu jest platforma streamingowa Netflix.

W wywiadzie z "Variety" Berry wróciła także wspomnieniami do historycznego triumfu na oscarowej gali, kiedy w 2002 roku jako pierwsza - i wciąż jedyna czarnoskóra aktorka - zdobyła statuetkę Akademii w głównej aktorskiej kategorii.

Świadomość, że wygrana niewiele zmieniła w Hollywood jest dla gwiazdy źródłem ogromnej frustracji. Berry zdradziła, że była naiwna myśląc, iż przyznanie jej tego prestiżowego wyróżnienia stanie się impulsem do zmian w globalnym przemyśle filmowym.

"Ta nagroda wiąże się z jednym z moich największych życiowych rozczarowań. Myślałam wtedy, że otwieram drzwi innym czarnoskórym aktorkom, że ta wygrana coś znaczy. Myliłam się. Pamiętam, jak następnego ranka obudziłam się i pomyślałam: 'Wow, teraz na pewno wszystko się zmieni, zostałam wybrana, by przecierać szlaki'. Oczywiście tak się nie stało. Zaczęłam zadawać sobie pytanie: 'Czy to był rzeczywiście ważny moment, czy to był tylko ważny moment dla mnie?'. Wtedy chciałam wierzyć, że to zwycięstwo jest większe ode mnie. Czułam, że jest większe głównie dlatego, że wiedziałam, że inni powinni tam być przede mną" - wyjaśniła Berry.

Wspominając własne zwycięstwo w oscarowym wyścigu, aktorka zapewniła, że niewiele zmieniło ono w jej karierze. "Nie było tak, że następnego dnia w jakiś magiczny sposób znalazło się dla mnie miejsce" - twierdzi. Zaledwie dwa lata po wygranej Berry została zmiażdżona przez krytyków za występ w filmie "Kobieta-Kot", który otrzymał aż cztery Złote Maliny. Mimo fatalnych recenzji gwiazda uparcie przekonuje, że decyzja o zagraniu w produkcji była słuszna i potrzebna. W ten sposób chciała ułatwić innym czarnoskórym aktorkom udział w filmach o superbohaterkach.

Wywiad Halle Berry opublikowano tuż po ogłoszeniu przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej, że przyznawanie Oscarów od 2024 roku będzie odbywać się na innych zasadach. Aby zakwalifikować się do wyścigu o prestiżową statuetkę dla najlepszego filmu, będzie trzeba spełnić dwa z czterech nowych warunków, których celem jest zapewnienie większej różnorodności. Dotyczą one uwzględnienia w produkcjach osób z dotychczas niedostatecznie reprezentowanych grup: kobiet, mniejszości rasowych lub etnicznych, osób niepełnosprawnych oraz LGBTQ+.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Halle Berry

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje