Reklama

Reklama

Brandon Lee: Zginął na planie filmu

Gdyby żył, w sobotę, 1 lutego świętowałby 55. urodziny. Synowi legendarnego Bruce'a Lee - Brandonowi - nie dane było przebić popularnością ojca. U progu kariery, w trakcie prac nad filmem "Kruk", został śmiertelnie postrzelony przez kolegę z planu. Miał 28 lat.

Brandon Lee przed ekranowym debiutem w 1986 roku

Brandon Lee był synem słynnego gwiazdora filmów karate - Bruce'a Lee. Słynnego ojca stracił w wieku 8 lat, jednak wizyty na planach filmowych, gdy był dzieckiem, utwierdziły go w przekonaniu, że chciałby kontynuować rodzinne tradycje i zostać aktorem.

Brandon Lee studiował aktorstwo w słynnej nowojorskiej szkole Lee Strasberga i jako 21-latek zadebiutował przed kamera u boku Davide'a Carradine'a w telewizyjnym filmie "Kung Fu: The Movie".

Jego hollywoodzkim debiutem był występ u boku Dolpha Lundgrena w policyjnym thrillerze "Ostry poker w małym Tokio" (1991).

Reklama

W 1991 roku Brandon Lee podpisał umowę z wytwórnią 20th Century Fox na występ w szeregu produkcji studia. Pierwszą z nich był thriller "Huragan ognia" (1992), w którym Lee wcielił się w główną postać studenta ASP, którego ojciec był nauczycielem wschodnich sztuk walki.

Niedługo potem otrzymał propozycję wcielenia się w postać swego ojca w biograficznym filmie Roba Cohena "Smok: historia Bruce’a Lee". Uznał jednak, że to nie jest dobry pomysł i nie zdecydował się na występ w produkcji.

W 1992 roku Lee otrzymał propozycję zagrania w "Kruku" - ekranizacji undergroundowego komiksu Jamesa O'Barra, opowiadającego historię zamordowanego rockowego muzyka Erica Dravena, który powraca do żywych pod postacią tytułowego ptaka, by pomścić swych zabójców. Zdjęcia do filmu rozpoczęły się 1 lutego 1993 roku, dokładnie w dniu 28. urodzin aktora.

To na planie tego filmu doszło do przypadkowego postrzelenia aktora, który zmarł wskutek odniesionych ran.

W scenie, w której bohater grany przez Brandona Lee zostaje zastrzelony, jego postać jest świadkiem gwałtu na własnej żonie. Kiedy wchodzi do pokoju, grany przez Michaela Massee napastnik celuje do niego z pistoletu. Okazało się, że w lufie znajdował się prawdziwy nabój...

Mimo natychmiastowego przewiezienia aktora do szpitala i 6-godzinnej operacji nie udało się uratować życia Brandona Lee. Miał 28 lat.

Krytycy chwalili "Kruka" porównując obraz Alexa Prayasa do filmów Tima Burtona oraz kultowego "Łowcy androidów" Ridleya Scotta. Guru amerykańskiej krytyki filmowej - Roger Ebert - docenił "imponującą wizualną stronę" obrazu Proyasa. Warto nadmienić, że za zdjęcia do "Kruka" odpowiadał polski operator Dariusz Wolski (późniejszy współpracownik m.in. Tima Burtona i Ridelya Scotta).

Po śmierci Brandona Lee filmowcy jeszcze trzykrotnie wracali do "Kruka". Pierwszy sequel "The Crow: Miasto Aniołów" powstał dwa lata po premierze obrazu Proyasa. W 2000 roku zrealizowano kolejną kontynuację - "The Crow: Zbawienie" nie trafił jednak na kinowe ekrany debiutując od razu na kasetach wideo. Trzeci sequel "The Crow: Wicked Prayer" (2005) zgromadził całkiem udaną obsadę - w obrazie zagrali m.in Edward Furlong i Dennis Hopper - jednak krytycy byli zgodni, że to najsłabszy ze wszystkich filmów serii.

Aktorem, który zastrzelił Brandona Lee, był niejaki Michael Massee. Po tragicznym wypadku przerwał on na pewien czas aktorską karierę, przyznał, że nigdy nie obejrzał "Kruka". "Nie wydaje mi się, żeby można było w pełni dojść do siebie po czymś takim" - mówił w wywiadzie w 2005 roku.

Miał na koncie około 80 ról - zarówno w kinie, jak i telewizji. Widzowie pamiętają go z thrillera "Siedem" (1995) w reżyserii Davida Finchera; pojawił się także w "Zagubionej autostradzie" (1997) Davida Lyncha oraz dwóch częściach "Niesamowitego Spider-Mana", w których wcielił się w postać Gustava Fiersa. Zmarł w 2016 roku w wieku 61 lat.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Brandon Lee

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje