Reklama

Brad Pitt z DiCaprio u Tarantino

Brad Pitt, który pracował już z Quentinem Tarantino przy okazji "Bękartów wojny", zasilił obsadę najnowszego filmu reżysera opowiadającego o morderstwie Sharon Tate przez bandę Mansona. Tytuł produkcji będzie brzmiał "Once Upon A Time In Hollywood".

Brad Pitt i Quentin Tarantino znów spotkają się na planie filmowym

Wiadomo już, że głównego bohatera zagra Leonardo DiCaprio, który wystąpił już u Tarantino w "Django". Ma wcielić się w bezrobotnego, starzejącego się aktora, niegdyś popularnego za sprawą występu w znanym serialu. Jego najlepszego przyjaciela zagra Pitt.

Reklama

Tarantino chce także, by w filmie wystąpiła Margot Robbie. Aktorka, znana z "Wilka z Wall Street", nominowana w tym roku do Oscara za rolę w "Jestem najlepsza. Ja, Tonya", miałaby wcielić się w Sharon Tate, aktorkę i żonę Romana Polańskiego, zamordowaną przez bandę Mansona w 1969 roku.

Tytuł filmu nawiązuje oczywiście do klasycznych dzieł Sergio Leone, których Tarantino jest wielkim fanem: "Once Upon a Time in the West" ("Pewnego razu na Dzikim Zachodzie") i "Once Upon a Time in America" ("Pewnego razu w Ameryce").

Akcja "Once Upon A Time In Hollywood" rozgrywać się będzie w Los Angeles w 1969 roku. Bohaterami obrazu są: Rick Dalton (DiCaprio) i Cliff Booth (Pitt). Rick był kiedyś gwiazdą westernowego serialu telewizyjnego. Cliff to jego kumpel i kaskader. Obaj próbują się odnaleźć w Hollywood epoki hipisów, które bardzo różni się od miasta, które zastali, kiedy przybyli tu przed laty. Mimo to Rick mieszka w całkiem dobrej okolicy, a jego sąsiadką jest słynna Sharon Tate...

Dla Leonardo DiCaprio, który zrobił sobie "urlop" od kina, kiedy w 2016 roku dostał Oscara za występ w "Zjawie" Alejandro Inarritu, rola u Tarantino będzie długo wyczekiwanym powrotem na ekrany. Z kolei Pitta oglądaliśmy ostatnio w wojennym romansie "Sprzymierzeni" oraz produkowanej przez Netflix komedii "Machina wojenna".

Amerykańska premiera "Once Upon A Time In Hollywood" została zaplanowana na 9 sierpnia przyszłego roku, czyli w 50. rocznicę najgłośniejszej zbrodni grupy Mansona.

Przypomnijmy, że te tragiczne wydarzenia rozegrały się w nocy z 8 na 9 sierpnia 1969 roku. Członkowie gangu - inspirowani przez Charlesa Mansona - napadli wówczas na willę w Los Angeles. Sądzili, że należy ona do producenta muzycznego, który nie chciał współpracować z ich guru. Zamordowali pięć osób, w tym ówczesną żonę Romana Polańskiego Sharon Tate, która była w dziewiątym miesiącu ciąży, oraz producenta Wojciecha Frykowskiego.

Kolejnej nocy członkowie grupy Mansona dokonali następnej zbrodni: zamordowali małżeństwo Rosemary i Leno LaBianca. Ofiary otrzymały 169 ciosów nożem i 7 postrzałów. Po kilku miesiącach od makabrycznych wydarzeń policji udało się zatrzymać członków bandy. Wszyscy zostali skazani na dożywotnie więzienie.

Identyczny wyrok - jako przywódca grupy i inspirator popełnionych przez nią zbrodni - usłyszał również Charles Manson. Mężczyzna zmarł 19 listopada 2017 roku, w wieku 83 lat.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje