Reklama

Reklama

​Blake Lively wypowiedziała wojnę fotoreporterom prześladującym jej dzieci

​Blake Lively podzieliła się szczegółami nieprzyjemnego zdarzenia z udziałem wyjątkowo natrętnego fotoreportera. Gwiazda "Plotkary" ujawniła, że zdeterminowany paparazzo przez cały dzień śledził ją i jej córki, robiąc im zdjęcia z ukrycia. Aktorka zaapelowała do właścicieli tabloidów, by uszanowali prywatność jej pociech. "Proszę, przestańcie płacić dorosłym facetom za ukrywanie się w krzakach i polowanie na dzieci. No dalej, idźcie z duchem czasu" - stwierdziła dobitnie.

Blake Lively

Blake Lively postanowiła w ostrych słowach skrytykować zachowanie jednego z nadgorliwych fotoreporterów, z którym miała wątpliwą przyjemność się zetknąć. Kilka dni temu na stronie internetowej tabloidu "Daily Mail" ukazała się seria wykonanych z ukrycia zdjęć, na których widać gwiazdę popularnego niegdyś serialu "Plotkara", spacerującą ze swoimi dziećmi.

Fotografie opatrzono krótkim podpisem: "Blake Lively jest niesamowicie praktyczną mamą, która po mistrzowsku radzi sobie z opieką nad trzema córkami podczas spaceru po ulicach Nowego Jorku". Żona Ryana Reynoldsa nie pozostawiła tego bez odpowiedzi - pod opublikowanym na Twitterze postem tabloidu zamieściła komentarz, w którym opisała nieprzyjemne okoliczności powstania owych zdjęć.

"Zestawiliście te zdjęcia w taki sposób, że wyglądam, jakbym radośnie machała. Ale jest to bardzo mylące. Prawdziwa historia wygląda tak: Moje dzieci były śledzone przez pewnego mężczyznę przez cały dzień. Wyskakiwał zza rogu, a potem się chował. Jakaś obca kobieta, która akurat tędy przechodziła, zapytała nas, czy wszystko w porządku, bo było to dla niej tak bardzo niepokojące. Gdy starałam się podejść do zatrudnionego przez was fotografa i spokojnie z nim porozmawiać, natychmiast uciekał, po czym pojawiał się znienacka na następnej ulicy" - opisała zdarzenie Lively.

Reklama

Aktorka wykorzystała tę okazję, by zaapelować do właścicieli rzeczonego tabloidu o uszanowanie prywatności bliskich sławnych osób - a zwłaszcza ich dzieci. "Czy wy w ogóle sprawdzacie ludzi, którym płacicie za wykonanie zdjęć? Gdzie w tym wszystkim moralność? Chciałabym wiedzieć. Może po prostu nie dbacie o bezpieczeństwo dzieci? Gdy inny fotograf podszedł i zapytał o możliwość zrobienia mi zdjęcia, zgodziłam się, uśmiechnęłam i pomachałam, bo zostawił moje córki w spokoju. Ta sytuacja była przerażająca. Opowiadajcie całą historię. Niech wasi czytelnicy dowiedzą się, jak wyglądają kulisy powstawania takich sesji. Proszę, przestańcie płacić dorosłym facetom za ukrywanie się w krzakach i polowanie na dzieci. No dalej, idźcie z duchem czasu" - napisała dobitnie Lively. Interwencja aktorki była skuteczna - wkrótce potem zdjęcia zniknęły ze strony "Daily Mail".

W podobnym tonie wypowiedziała się niedawno znana modelka Gigi Hadid, która we wrześniu ubiegłego roku została mamą. Na początku lipca gwiazda wybiegów poprosiła na Instagramie przedstawicieli mediów o uszanowanie prywatności jej córki Khai.

"Kieruję te słowa do paparazzich, prasy i wszystkich fanów: doskonale wiecie, że nigdy nie udostępniamy w mediach społecznościowych fotografii z widoczną twarzą naszej córki. Chcemy pozwolić jej, by sama zdecydowała, czy chce dzielić się ze światem swoim wizerunkiem, gdy dorośnie. Naszym celem jest zapewnienie jej normalnego, spokojnego dzieciństwa. Jako młoda mama chcę dla mojego dziecka jak najlepiej, chcę by było bezpieczne. Mam nadzieję, że będziemy kontynuować dyskusję na temat tego, jak chronić wizerunek dzieci, nawet jeśli to są dzieci sławnych osób" - podkreśliła modelka.

PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Blake Lively

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje