Reklama

Billy Wilder: Pół żartem, pół serio

W historii Oscarów tylko sześciokrotnie zdarzało się, by reżyser zwycięskiego filmu otrzymał również statuetkę Akademii za najlepszy scenariusz oraz triumfował jako producent. Do elitarnego grona należy Billy Wilder.

"Reżyser powinien być zarówno policjantem, jak i położną, psychoanalitykiem, pochlebcą oraz bękartem" - zwykł mawiać twórca takich filmów, jak "Pół żartem, półserio", "Garsoniera", czy "Bulwar zachodzącego słońca".

Reklama

Aby zrozumieć znaczenie Billy'ego Wildera w historii amerykańskiego kina, wystarczy rzut oka na listę oscarowych nominacji: 8 razy walczył o statuetkę Akademii w kategorii "najlepszy reżyser", aż 12 razy nominowano go w kategorii "najlepszy scenariusz" (rekord, który pobił dopiero Woody Allen nominacją za "Przejrzeć Harry'ego"), aż 14 różnych aktorów, którzy wystąpili w jego filmach, ubiegało się o nagrody Akademii. "Nie sądzę, żeby kino było całym moim życiem. Ale jest jedna rzecz, której nienawidzę jeszcze bardziej od bycia traktowanym niepoważnie. Kiedy traktuje się mnie zbyt serio" - mówił Billy Wilder. "Największym darem Billy'ego Wildera dla amerykańskiego kina jest inteligencja" - pisał o jego filmach Stephen Farber.

Billy Wilder przyszedł na świat w Suchej Beskidzkiej (wówczas należącej do Monarchii Austro-Węgierskiej) w 1906 roku jako Samuel Wilder. Imię, dzięki któremu zna go dziś cały świat, zawdzięczał swojej mamie, która po powrocie z USA nazywała go tak na wspomnienie Buffalo Bill's Wild West Show.

Jego rodzice prowadzili w rodzinnej miejscowości cukiernię, młodego chłopca nie interesowało jednak dołączenie do rodzinnego biznesu i szybko opuścił Suchą Beskidzką, udając się na studia do Wiednia, po których ukończeniu rozpoczął pracę jako dziennikarz. W Wiedniu nie zagrzał jednak miejsca, przenosząc się do Berlina, gdzie obok pracy w jednej z lokalnych bulwarówek zaczął interesować się kinem.

Po dojściu do władzy Hitlera, Wilder przeprowadza się do Paryża, gdzie realizuje swój reżyserski debiut "Mauvaise Graine" (1934). Jak większość europejskich twórców filmowych tamtych lat, decyduje się jednak na emigrację do Stanów Zjednoczonych. W Europie pozostawia jednak rodzinę: zarówno matka reżyser, jak i jego babcia oraz ojczym giną w Auschwitz. Doświadczenie Holokaustu stanie się najbardziej skrywanym elementem jego filmowej twórczości; kiedy Steven Spielberg przymierzał się do produkcji "Listy Schindlera", emerytowany już wówczas Billy Wilder był najbliższym współpracownikiem twórcy "Szczęk". Pierwotnie to on miał stanąć za kamerą, uznał jednak, że jest już zbyt stary i namówił Spielberga do samodzielnej reżyserii.

Inteligentna komedia? Nie tylko!

Znak firmowy Billy'ego Wildera? Inteligentna komedia! Największym idolem młodego reżysera i scenarzysty (nie wolno zapominać, że Wilder był współautorem wszystkich swoich filmów) był niemiecki twórca komedii Ernst Lubitsch. Pierwszym amerykańskim sukcesem Wildera był scenariusz filmu "Ninoczka" (1939) z Gretą Garbo, który wyreżyserował właśnie Lubitsch. Filmy Lubitscha nosiły etykietkę wyrafinowanej komedii, przepełnione były inteligentnym poczuciem humoru, dalekim od plebejskiej ludyczności slapsticku. Styl, który wypracował niemiecki reżyser, określany był mianem "dotyku Lubitscha". Billy Wilder jest najwybitniejszym kontynuatorem tej tradycji; po Wilderze był już tylko Woody Allen...

Zanim dał się poznać jako twórca oryginalnych komedii, Wilder zadebiutował jednak w Hollywood jako reżyser niepokojącego thrillera, zrealizowanego w konwencji kina czarnego. "Podwójne ubezpieczenie" (1944) to już dziś klasyka kina noir. Scenariusz, w oparciu o powieść Jamesa M. Caina, Wilder napisał wspólnie z Raymondem Chandlerem. Mimo aż 7 nominacji do Oscara, "Podwójne ubezpieczenie" nie zdobyło ani jednej statuetki Akademii; hollywoodzki debiut Wildera jako reżysera uznawany jest dziś jednak za pionierskie osiągnięcie kina noir.

O tym, że jest nie tylko uzdolnionym scenarzystą o komicznych inklinacjach, ale również uniwersalnym reżyserem, Wilder udowodnił swym kolejnym obrazem - "Straconym weekendem" (1945) - jednym z pierwszych dzieł amerykańskiego kina w tak otwarty sposób poruszającym kwestię alkoholizmu. Postać głównego bohatera - nowojorskiego pisarza Dona Birnama (oscarowa rola Raya Millanda) wzorowana była na Raymondzie Chandlerze. Film otrzymał aż 4 Oscary, w tym dla najlepszego obrazu roku, sam Wilder zgarnął dwie statuetki - dla najlepszego reżysera i scenarzysty.

Zobacz zwiastun "Straconego weekendu":


Najsłynniejsza scena w historii kina?

Do historii przeszedł jednak Wilder jako reżyser komedii. Mimo że "oscarową triadę" otrzymał za "Garsonierę" (1960), najsłynniejszym jego filmem pozostaje "Pół żartem, pół serio" (1959) - komediowa farsa, której akcja rozgrywa się w czasach prohibicji. To jeden z pierwszych hollywoodzkich filmów, w których z powodzeniem przeprowadzono zabieg "zamiany płci" bohaterów.

Zobacz zwiastun "Pół żartem, pół serio":


Dwóch muzyków (Jack Lemmon i Tony Curtis), będących świadkami gangsterskich porachunków, zostaje zmuszonych do ukrywania się. Przebierają się więc za kobiety i dostają angaż w żeńskim zespole. Aktorski tercet uzupełnia Marilyn Monroe, która za rolę Kane Kowalczyk otrzymała Złoty Glob. Sekwencja z Marilyn Monroe, podążającą na obcasach wzdłuż peronu kolejowego, wydała się krytykowi Zygmuntowi Kałużyńskiemu najbardziej erotycznym momentem w historii kina.

Z Marilyn Monroe Wilder pracował już jednak cztery lata wcześniej przy okazji komedii "Słomiany wdowiec". To z tego nieco zapomnianego filmu pochodzi jedna z najsłynniejszych, najbardziej ikonicznych scen w historii kina, z aktorką w białej sukience, stojącą nad wylotem z kanału wentylacyjnego metra. Zderzenie tak różnych artystycznych temperamentów musiało jednak przynieść spodziewane napięcia. "Biust jak granit, mózg jak szwajcarski ser" - Billy Wilder miał po latach powiedzieć na wspomnienie pracy z Marilyn Monroe.

Marilyn Monroe w słynnej scenie ze "Słomianego wdowca":


Reżyser miał "rękę" do innych aktorek. Aż dwukrotnie nominację do Oscara za występy w jego filmach otrzymywała Shirley McLaine (za "Garsonierę" oraz "Słodką Irmę"), wyróżnieniem do nagrody Akademii uhonorowano również: Audrey Hepburn ("Sabrina"), Glorię Swanson ("Bulwar zachodzącego słońca") i Barbarę Steinwick ("Podwójne ubezpieczenie"). Wilder nie bał się również niekonwencjonalnych decyzji obsadowych. To u niego po raz pierwszy w przeczących ich aktorskiemu emploi komediowych rolach mogliśmy zobaczyć gwiazdy "męskiego" kina: Jamesa Cagneya ("Raz, dwa, trzy") i Humphreya Bogarta ('Sabrina").

Wilder, czyli geniusz

Najwybitniejszym filmem Billy'ego Wildera pozostaje jednak dziś "Bulwar Zachodzącego Słońa" (1950), opowieść o zapomnianej gwieździe kina niemego Normie Desmond (Gloria Swanson), która w opuszczonej rezydencji żyje wspomnieniami swej zamierzchłej kariery. To jeden z najwybitniejszych filmów Hollywood, których tematem jest samo kino. Pech chciał, że w tym samym roku Joseph L.Mankiewicz zrealizował "Wszystko o Ewie" - kolejny wspaniały obraz o istocie aktorstwa. Mimo 7 nominacji do Oscara film Wildera oddał całą galę Akademii obrazowi z Bette Davies.

Autotematyzm "Bulwaru..." zasugerowany jest też dzięki roli służącego Normy Desmond, którą Wilder zdecydował się zaoferować kontrowersyjnemu niemieckiemu reżyserowi Erichowi von Strocheimowi. Kiedy wspólnie z Normą oglądają w prywatnej sali projekcyjnej niemy film - jest to "Królowa Kelly" w reżyserii von Strocheima z samą... Glorią Swanson. Wilder nie krył fascynacji kinem von Strocheima. Kiedy w jednej z prywatnych rozmów przyznał starszemu koledze, że w swej twórczości był on "10 lat do przodu" w stosunku do Hollywood, von Strocheim rzeczowo poprawił Wildera - "Ja byłem 20 lat do przodu".

Zobacz zwiastun "Bulwaru Zachodzącego Słońca":


"Mam swoje Dziesięć Przykazań. Pierwsze dziewięć to 'nie nudzić'. Ostatnie, dziesiąte, to 'zawsze mieć prawo do ostatecznej wersji filmu'" - zwykł mawiać Billy Wilder. Dodawał też, że nie wie, co to znaczy być geniuszem. "George Bernard Shaw napisał mnóstwo sztuk, jednak tylko kilka z nich uznawanych jest za arcydzieła. Reszta to po prostu mniej lub bardziej udane dramaty. Nie ulega jednak wątpliwości, że Shaw był geniuszem" - mawiał Wilder. Genialnymi nazywał również swoich rodaków. "Austriacy są genialni. Sprawili, że cały świat uwierzył w to, że Hitler był Niemcem oraz, że Beethoven był Austriakiem".

Poczucie humoru Billy'ego Wildera, tak jego filmy, pozostaje nieprzemijająco aktualne. To samo można powiedzieć o jego definicji kinowej widowni: "Publiczność nigdy się nie myli. Każdy z osobna widz może być imbecylem, ale tysiące imbecyli w ciemności... to już jest krytyczny geniusz".

- - - - - - - - - - - - - - - - -

Gdyby żył, Billy Wilder obchodziłby za kilka dni 105. urodziny. Z tej okazji zorganizowano festiwal poświęcony twórczości wybitnego reżysera. Impreza rozpocznie się 15 czerwca w Krakowie. Uroczyste zakończenie odbędzie się 22 czerwca w Suchej Beskidzkiej, w dniu urodzin Wildera.

INTERIA.PL jest patronem medialnym przeglądu filmowego "Nieznany Billy Wilder". Zobacz program imprezy.

Organizatorami przeglądu są: Konsulat Generalny Stanów Zjednoczonych, Konsulat Federalny Republiki Federalnej Niemiec w Krakowie, Instytut Francuski w Krakowie, Goethe-Institut w Krakowie, Austriackie Forum Kultury, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, miasto Sucha Beskidzka.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Billy Wilder | najlepszy | Pół żartem | Pół żartem, pół serio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama