"Ave, Cezar!": Walentynka dla Złotej Ery Hollywood

Scarlett Johansson w filmie "Ave, Cezar!" /materiały dystrybutora

19 lutego na ekrany polskich kin trafi nowe dzieło braci Coen "Ave, Cezar!". W obsadzie znaleźli się: Josh Brolin, George Clooney, Tilda Swinton, Frances McDormand, Channing Tatum i Scarlett Johansson.

Reklama

Akcja "Ave, Cezar!" rozgrywa się w czasach Złotej Ery Hollywood. Podczas produkcji filmu znika największa gwiazda kina. Jej porywacze żądają niewyobrażalnego okupu. Aby rozwiązać zagadkę zniknięcia Bairda Whitlocka, niezbędna będzie pomoc najważniejszych ludzi Fabryki Snów.

Praca Eddiego Mannixa (Josh Brolin) zaczyna się przed świtem i nie kończy nigdy. To on, by uniknąć skandalu, wyciąga nad ranem z aresztu zdeprawowane gwiazdki, on sprawia, że na pozłocie Hollywood nie znajdziemy żadnej rysy. Umie załatwić wszystko. Jeśli tylko pojawi się choć cień problemu, rozwiąże go Mannix, zanim dowiedzą się o tym żądne skandalu brukowce. To dzięki niemu niesłabnącą popularnością cieszy się sławna Dee Anna Moran, niekwestionowana gwiazda pływactwa i wzięta aktorka, to on wyjaśnia dziwne zachowania słynnego muzyka Burta Gurneya (Channing Tatum).

Ale przed nim prawdziwe wyzwanie - z planu wysokobudżetowej produkcji "Ave, Cezar!" zostaje uprowadzony Baird Whitlock (George Clooney), bożyszcze, idol, megagwiazda. Tajemnicza grupa porywaczy nazywa siebie "Przyszłością" i żąda gigantycznej kwoty za uwolnienie Whitlocka. Mannixowi po piętach depczą konkurujące ze sobą siostry, dziennikarki plotkarskich kolumn - Thora i Thessaly Thacker (Tilda Swinton). Ale to dopiero początek kłopotów...

Reklama

"Ave, Cezar!" to hołd braci Coen dla Złotej Ery Hollywood, walentynka dla studyjnego systemu pracy, który obowiązywał w latach pięćdziesiątych XX wieku. To historia czasu, który powoli obnażał, że za galomourową fasadą i blichtrem Fabryki Snów kryją się niewygodne tajemnice, a pozłota pełna jest rys. To również czas, w którym boleśnie objawiła się największa konkurencja dla kina - telewizja. I wreszcie moment, w którym po wojennej zawierusze do Hollywood doszła polityka, by wspomnieć tylko histerię przed ledwie zarysowującym się widmem komunizmu czy zimną wojną.

Przed tymi zagrożeniami, prawdziwymi i wyimaginowanymi, Hollywood bronił się tak jak umiał najlepiej - rozrywką: wielkimi przedsięwzięciami o tematyce biblijnej, ekstatycznymi musicalami w technikolorze, wyrafinowanymi dramatami salonowymi, pełnokrwistymi westernami i spektakularnymi występami gwiazd pływactwa, które swoje umiejętności zamieniały w show.

Machina działała bez zarzutu. Ale coś za coś. Nad artystami całkowitą kontrolę przejęły studia filmowe, właściwie do zera ograniczając im możliwość wyboru - czy dotyczyło to życia zawodowego, czy osobistego. Gwiazdom mówiono, w jakim filmie mają zagrać, w co się ubierać, co mówić prasie, wreszcie - z kim się spotykać. A jeśli którejś z gwiazd zdarzyła się wpadka wizerunkowa, pojawiał się wynajęty przez studia tajemniczy "ktoś", kto potrafił zatuszować każdy skandal, spec od wizerunku, który umiał ukryć wszystko.

Zachowanie iluzji glamouru Hollywood nie miało ceny. I wiedzieli o tym wszyscy szefowie wielkich studiów filmowych.

- Dziś jesteśmy przyzwyczajeni, że o życiu celebrytów wiemy właściwie wszystko, łącznie z ich największymi sekretami - opowiada Scarlett Johansson, która w filmie wciela się w DeeAnnę Moran, pływaczkę i gwiazdę filmową, której postać wzorowana jest na Esther Williams - Kiedyś było zgoła inaczej, publiczność chciała wierzyć, że gwiazdy są idealne. Studia opiekowały się artystami, nie pozwalały na jakikolwiek cień na ich wizerunku, w zamian jednak stawały się "własnością" studiów - opowiada aktorka.

Eddie Mannix to właśnie taki zaufany człowiek fikcyjnej wytwórni filmowej Capitol Pictures. Jego postać wzorowana była na prawdziwym Eddiem Manniksie i Howardzie Stricklingu, który piastował podobną funkcję w studiu MGM. Praca kogoś takiego polegała na wyciąganiu z kłopotów, załatwianiu rzeczy niemożliwych do załatwienia. Wyjaśnia Ethan Coen: - Jego praca to na przykład wyciągnięcie zapijaczonej gwiazdy filmowej z jakiejś dziury w San Diego, opłacenie wszystkich ludzi, których obraziła po pijaku albo znalezienie "żony" aktorowi, który w rzeczywistości jest homoseksualny.

Aby wskrzesić niepowtarzalną atmosferę, glamour Złotej Ery Hollywood, Coenowie zaprosili do współpracy wielkie współczesne gwiazdy kina, na czele z Joshem Brolinem, którego postać - Eddie Mannix jest centralną postacią filmu.

- Eddie jest dostępny 30 godzin na dobę - opowiada Josh Brolin - Nie potrafi się zatrzymać. Pomimo stresu, przemęczenia, Eddie funkcjonuje jak policjant, który znajduje się w milionie miejsc równocześnie. Jaki dziś mamy problem? Co nowego do załatwienia? Ale on tak naprawdę to lubi. To wprawdzie show biznes, ale wciąż biznes.

- Tajemnicą jego sukcesu - kontynuuje Brolin - jest jego opiekuńcza natura, i za to go lubię. Ale prywatnie to bardzo zagubiony człowiek. Kiedy widzimy go w pracy, potrafi wszystko, jest nieprawdopodobnie lojalny, oddany studiu, szefowi, Nickowi Schenkowi, który dał mu szansę. To ostry gracz, nikt nie wyślizgnie mu się z rąk. Aktorzy ufają mu, wiedzą, że zawsze jest do ich dyspozycji, a przede wszystkim czują się dzięki niemu bezpiecznie. Dopóki są pod kloszem wytwórni, nic złego im nie grozi. Jeśli jednak zbuntują się i zachowają nielojalnie wobec studia, ochrona Eddiego się skończy. To trochę mafijna mentalność, której nauczył się, pracując jako wykidajło. Eddie kocha kłopoty, to ktoś, kto ich szuka, ponieważ najbardziej ze wszystkiego lubi je rozwiązywać.

W tym wszystkim pomaga Mannixowi zaufana montażystka Capitolu, C.C. Calhoun, w której postać wciela się laureatka Oscara Frances McDormand.

George Clooney, jak mówi, przywykł, że w filmach Coenów gra "idiotów". Rzeczywiście, w postacie o takiej proweniencji wcielał się u Coenów trzykrotnie - w "Bracie, gdzie jesteś?", "Okrucieństwo nie do przyjęcia", "Tajne przez poufne". - Wydaje się, że postać Bairda Whitlocka jest z nich najgłupsza - śmieje się aktor - To typowy durny aktor, który oczywiście w rzeczywistości nie istnieje. No, chyba że istnieje...

A jednak Baird to aktor o wyjątkowym statusie. Zarabia dla wytwórni ogromne pieniądze, cieszy się więc wyjątkowymi prawami. Czuje się bezpieczny i szczęśliwy, ponieważ wolno mu więcej niż innym. Wszystko to, naturalnie, za sprawą Mannixa. - To tak jakby ojciec wszystkich postaci, które zobaczymy w filmie. - opowiada Clooney - A jego dzieci są bogate, rozwydrzone i łączy je pewna wspólna cecha - rozbuchane ego, nie mają jednak pojęcia, czym jest prawdziwe życie, nie znają też zasad moralności. Eddie jest ich kompasem moralnym.

Kiedy Baird zostaje uprowadzony przez tajemniczą grupę, która sama siebie nazywa "Przyszłością", wszystkie zasady zostają złamane.

A to nie jedyny problem Mannixa. Pomocy potrzebuje także DeeAnna Moran, wielka gwiazda studia, w której postać wciela się Scarlett Johansson. - DeeAnna jest profesjonalistką, ale z powodu nieszczęśliwego wydarzenia, jakie miało miejsce na planie, znajduje się w trudnej sytuacji - dosłownie i w przenośni - i potrzebuje pomocy. Fasadę jej nienagannego wizerunku może utrzymać tylko Mannix. Znają się od wielu lat, Eddie jest jedną z nielicznych osób, przed którymi DeeAnna nie musi grać. Czuje się przy nim bezpiecznie.

Whitlock i Moran to nie jedne gwiazdy wytwórni. W postać supergwiazdy Burta Gurneya wciela się Channing Tatum. Dzięki studiu stał się znany na całym świecie. Sama myśl, że mógłby choć przez ułamek sekundy być wobec swoich chlebodawców nielojalny wydaje się nie do uwierzenia. No, ale na świecie wydarzyło się tyle rzeczy, w które nikt nie chciał wierzyć...

- Burt jest showmanem - opowiada Channing Tatum - Nigdy nie wychodzi z roli, nawet w życiu prywatnym. Na każdą okazję ma nowy kostium, nowy uśmiech, nowy trick.

Ale, jak każda gwiazda, Burt ma swój sekrecik. - Powiedzmy, że jego wnętrze kłóci się z tym, co pokazuje publicznie - śmieje się Tatum.

Poznamy również Hobarta (Hobiego) Doyle’a (Alden Ehrenreich), śpiewającego kowboja wytwórni, oraz wyrafinowanego reżysera Laurence’a Laurentza (Ralph Fiennnes). Promowany jako nowa supergwiazda wytwórni Hobie niespecjalnie grzeszy intelektem, a wśród zwierząt czuje się lepiej niż wśród ludzi. Wkrótce Hobie spotyka się na planie z Laurentzem, ma tam zagrać trudną dramatyczną rolę, w której czuje się fatalnie, której nie rozumie. Współpraca, by rzec delikatnie, nie układa się szczególnie dobrze. - Hobie po prostu nie nadaje się na aktora dramatycznego - mówi Ralph Fiennes - ale Laurentz nie ma wyjścia. Wytwórnia zmusiła go do pracy z młodą gwiazdą westernów, która jest świetna w tym gatunku filmowym, zawodzi natomiast na każdym innym poziomie.

W podwójną rolę w "Ave, Cezar!" wciela się laureatka Oscara Tilda Swinton, która portretuje postaci Thory i Thessaly Thacker, sióstr bliźniaczek, dziennikarek konkurujących ze sobą kolumn plotkarskich. Bohaterki grane przez Swinton wzorowane są na realnych postaciach legendarnych dziennikarek Heddy Hopper i Louelli Parsons.

- Są identyczne - mówi Tlida Swinton - są siostrami, ale każda z nich udaje, że ta druga nie istnieje. Rywalizują we wszystkim, od rozmiaru kapelusza po historie, które opisują. Jedna z nich ma 19 milionów czytelnika, druga 20 milionów. Obie są częścią tej wielkiej machiny, którą nazywamy Fabryką Snów. Obie wiedzą, że za każdym razem, kiedy strącają kogoś z piedestału, będą musiały z powrotem go na nim umieścić. W przeciwnym razie nie miałyby historii, a co za tym idzie - pracy i wpływów.

Dla większości aktorów praca na planie była wielką przygodą, mostem rozpostartym między dzisiejszym systemem pracy a blichtrem Złotej Ery Hollywood. - Nie zmieniło się jedno, proces tworzenia filmu. Dziś praca wygląda inaczej, ale przecież światło to wciąż światło, dźwięk to dźwięk, a ostatnie zdanie zawsze należy do reżysera.

Dowiedz się więcej na temat: Ave Cezar!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje