Anna Korcz: Rodzina jest najważniejsza

Nie mam czasu na dylematy i depresję - mówi Anna Korcz. Zawdzięcza to ośmioletniemu synowi, dla którego musi być silna i aktywna. Gwiazda twierdzi, że rodzina stanowi dla niej sens życia, dlatego rozumie ból artystów, którzy mimo sławy i uwielbienia ze strony publiczności nie mają bliskich czekających na nich w domu.

Anna Korcz syna Jana, urodziła już po ukończeniu 40. roku życia

Anna Korcz zgadza się z poglądami największych filozofów, że życie pozbawione jest wielkiego celu i sensu, należy się więc skupiać na teraźniejszości i tych elementach egzystencji, na które ma się wpływ. Każdy człowiek może sam nadać swojemu życiu sens, zawsze będzie on jednak ulotny. Dla gwiazdy sensem tym jest rodzina, a przekonanie to towarzyszyło jej już od najwcześniejszego dzieciństwa. Wiedziała, że sukces artystyczny nie zapewni jej życiowego spełnienia.

Reklama

- Miałam sześć lat i marzyłam o tym, żeby tańczyć, śpiewać i grać. Wiedziałam, że powrót gwiazdy do domu, który jest pusty, łączy się i równa się wyłącznie ze śmiercią wewnętrzną - mówi Anna Korcz agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Aktorka twierdzi, że czytała wiele biografii wybitnych artystów, dla których brak rodziny był przyczyną największego bólu. Występują na największych światowych scenach, są oklaskiwani przez tysiące widzów, po pracy wracają jednak do domów, w których nikt na nich nie czeka. - Wychodzę z teatru czy z planu filmowego, zakładam dres i kapcie, kładę się na podłogę, już nie muszę udawać pieska, bo Janek jest dużo starszym chłopcem, ale idziemy na piłkę, na rower, wchodzimy do rzeki, kąpiemy się, gramy w lotki, paletki - wymienia Korcz.

Gwiazda jest mamą trójki dzieci: córek Anny i Katarzyny oraz syna Jana, którego urodziła już po ukończeniu 40. roku życia. Twierdzi, że dzięki temu łatwiej zniosła wyprowadzkę córek z domu, zwłaszcza wyjazdu jednej z nich na studia zagraniczne. Uniknęła też kryzysu, jaki często dotyka kobiety, których dzieci rozpoczynają samodzielne życie. Aktorka śmieje się, że problem ten nie będzie jej dotyczył jeszcze przez kilkanaście lat.

- Pani prawie po pięćdziesiątce ma ośmiolatka, dla którego co najmniej 10-15 lat muszę być aktywna, zwarta i gotowa codziennie. Oczywiście sił jest coraz mniej, trochę nadrabiam, ale tak jest, trzeba sobie zawsze znaleźć antidotum - przekonuje Korcz.

Artystka twierdzi, że jej życie dzieli się na dwie odrębne strefy. Jedną z nich jest macierzyństwo, drugą natomiast praca zawodowa. Zapewnia, że gdy wychodzi z domu zapomina, że jest matką i staje się wyłącznie aktorką. Nie wyklucza, że pomaga jej zamiłowanie do aktywnego życia, lubi bowiem być w ciągłym ruchu i nie chce zmarnować żadnej mijającej chwili. Szkoda jej czasu nawet na spanie, choć jako zodiakalny lew uwielbia nocny wypoczynek. - To jest dla mnie tak szalenie proste, nie mam czasu na dylematy. W związku z czym nie mam czasu na depresję. Zawsze jestem w akcji, za wyjątkiem sytuacji, kiedy idę spać - podsumowuje aktorka.

Dowiedz się więcej na temat: Anna Korcz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje