Reklama

Anna Dymna: Jak wnuczka Kargula i Pawlaka stała się ulubienicą widzów

​Zagranie w trylogii Sylwestra Chęcińskiego było wielką przygodą. Dzięki niej Anna Dymna poznała USA. Ale i na miejscu było mnóstwo wrażeń, bo na planie pilnie szukano dublerki dla krowy, farbowano myszy, a do koszul ciętych sierpem trzeba było doszywać rękawy.

Anna Dymna i Andrzej Wasilewicz w filmie "Nie ma mocnych" (1974)

Anna Dymna jest znana z wielu wspaniałych ról, ale kreacja Ani Pawlaczki zrobiła z niej ulubienicę widzów.

Reklama

Każdy z twórców tej zabawnej trzyczęściowej komedii ("Sami swoi", "Nie ma mocnych", "Kochaj albo rzuć") ma niezapomniane wspomnienia. Dla Anny Dymnej, która wcieliła się w rolę Ani, wnuczki Kargula i Pawlaka, największą przygodą było kręcenie trzeciej części - "Kochaj albo rzuć", której akcja toczy się m.in. w Chicago. W latach 70. Stany Zjednoczone robiły wrażenie na każdym, a co dopiero na Polakach żyjących w szarej, biednej komunie.

50 smaków lodów

Przewodnikiem po USA był Władysław Hańcza. To on odkrywał przed swoją filmową wnuczką blaski i cienie tego kraju. Wiele rzeczy było tu fascynujących (50 smaków lodów, które kupowali po kolei, rządkami, żeby spróbować każdego), przejażdżki limuzyną (śmiali się, słysząc, że mają nie pić i nie jeść, żeby nie pobrudzić tapicerki), filmy (których nie można było obejrzeć za żelazną kurtyną).

W Stanach pani Ania dostała też propozycję odziedziczenia spadku! Kiedyś skorzystała z toalety w domu starszego małżeństwa. Usłyszała, że są bezdzietni i bardzo bogaci, i żeby z nimi zamieszkała. Odmówiła. Oprócz licznych atrakcji zdarzały się też dziwne i absurdalne sytuacje. Anna Dymna spotkała w Chicago kolegę, który mieszkał tam zaledwie od trzech lat. - Czy macie w Polsce prąd? - spytał ją niespodziewanie.

Aby nakręcić niektóre sceny, trzeba było kombinować, np. farbować myszy! Gryzonie zakupione w sklepie zoologicznym, zanim trafiły do stodoły Kargula i Pawlaka zostały dokładnie pokryte popiołem. Trudniej było ze świnią, która w "Nie ma mocnych" udawała dzika. Sylwester Chęciński wymyślił sobie, że w jednej ze scen zwierzę będzie się śmiać. W tym celu zatrudnił tresera psów milicyjnych, Franciszka Szydełko, który pracował m.in. z Szarikiem z "Czterech pancernych i psie".

- Zastanawiałem się, co zrobić, a w końcu położyłem naszej "aktorce" trochę chrzanu na język. Od ostrego zapachu zaczęła parskać, podnosić łeb i pokazywać zęby. Udało się. Faktycznie wyglądała, jakby się śmiała - wspominał Franciszek Szydełko.

Przy studni

Na każdym kroku zdarzały się niespodziewane sytuacje. Reżyser dwoił się i troił, aby nie przerywać zdjęć. Gdy kręcił "Samych swoich", musiał szukać dublerki dla krowy. Ta, która miała jakoby zginąć podczas wybuchu miny, okazała się cielna i nie można było jej uśpić na czas "grania".

Do słynnej sceny przy płocie, kiedy Kargul rozbija swoje garnki, a Pawlak tnie sierpem koszule, przywieziono całą przyczepę glinianych naczyń i mnóstwo koszul. Okazało się, że tych ostatnich jest za mało i w przerwach między zdjęciami garderobiane musiały pośpiesznie doszywać rękawy!

Większość zdjęć do trzech części filmu (w latach 1967-77) nagrano w Dobrzykowicach, niedaleko Wrocławia, które w filmach były Rudnikami. To tu nad betonowym kręgiem, który udawał studnię, Witia, czyli Jerzy Janeczek, mówił Jadźce (Ilona Kuśmierska), że z bliska wygląda na trzy lata więcej. Co ciekawe, Ilona Kuśmierska, grając matkę Ani, była starsza od Anny Dymnej zaledwie o trzy lata! Jednak na potrzeby filmu została w "Nie ma mocnych" i "Kochaj albo rzuć" fachowo postarzona. Prawdziwa jest scena, gdy Witia ujeżdża konia. Do tego ujęcia aktor ćwiczył dwa tygodnie.

Katarzyna Ziemnicka

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Dowiedz się więcej na temat: Anna Dymna | Sami swoi | Nie ma mocnych

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje