Andie MacDowell, jedna z gwiazd nowej produkcji Netfliksa "Sprzątaczka", przyznała się w niedawnym wywiadzie do swoich podróżniczych słabości. Aktorka wyznała, że miejscem, które nigdy się jej nie znudzi jest Paryż.
Andie MacDowellKate GreenGetty Images
Andie MacDowell może pozwolić sobie na największe podróżnicze luksusy. Loty klasą biznesową, najbardziej wymyślne hotele i rajskie zakątki świata. Wydawać by się mogło, że jest bardzo wymagającą klientką. Nic bardziej mylnego. Za największe udogodnienie i luksus w trakcie podróży aktorka uznaje... darmową kawę w hotelowym pokoju. Żadne spa, prywatny konsjerż czy inne luksusy nie zrobią na niej takiego wrażenia, jak nielimitowany dostęp do darmowej kawy. "Największym udogodnieniem jest darmowa kawa w pokoju. I nie ma znaczenia, czy jest to Marriott, czy Crillon. Lubię darmową kawę. Zejdę po nią nawet do holu, ale nie znoszę płacić 30 dolarów za kawę, co zwykle ma miejsce, gdy zatrzymuję się w tych wymyślnych miejscach" - zdradza aktorka w rozmowie z "Conde Nast Traveler".
Po takiej deklaracji trudno oczekiwać, że w trakcie wakacji Andie MacDowell lubi leniuchować. Po solidnej dawce kofeiny aktorka chętnie oddaje się zwiedzaniu, podkreśla, że bezczynne wylegiwanie się na plaży nie uznaje za relaks, a jeśli chce się nieco wyciszyć, odpoczynek przeplata z zajęciami jogi.
"Wiele moich wyjazdów było związanych z pracą, ale nawet wtedy potrafiłam zamienić je w miłe rodzinne podróże, na które zabierałam dzieci, gdy te były jeszcze małe. Dziś, gdy podróżuję dla siebie, lubię być zajęta. Uwielbiam zwiedzać różne miejsca, spacerować, nie należę do osób, które potrafią zrelaksować się leżąc na plaży. Muszę być w nieustannym ruchu, dlatego teraz chciałabym wybrać się do Patagonii na trekking. To brzmi dla mnie jak relaks i dobra zabawa" - przyznała aktorka.
"Obecnie w mojej łazience wisi zdjęcie Charlotte Rampling. Zawsze szukam fotek kobiet, które uważam za seksowne i myślę sobie, że za 20 lat też będę seksowna" - mówiła kilka lat temu MacDowell. Mimo że w ostatnich latach widzowie mają mniej okazji do oglądania jej na dużym ekranie, aktorka udowadnia, że nie straciła nic ze swego seksapilu.
"Z miłości do" (1999) to ostatnia duża rola w komedii romantycznej w karierze Andie MacDowell. W filmie partnerował jej Andy Garcia.AKPA
Obraz "The Muse", w którym MacDowell zagrała żonę scenarzysty filmowego (Jeff Bridges) okazał się co prawda kasową katastrofą, jednak ciepły film Alberta Brooksa docenili wpływowi krytycy na czele z Rogerem Ebertem.Getty Images/Flash Press Media
W trakcie swojej kariery MacDowell udowodniła, że nie boi się również występów w ambitniejszych produkcjach. Dzięki występowi w takich produkcjach jak "Koniec przemocy" Wima Wendersa (na zdjęciu) trafiała nie tylko do zestawień box-office, lecz również na prestiżowe festiwale filmowe ("Koniec przemocy" pokazany został premierowo w Cannes).
W filmie Harolda Ramisa "Mężowie i żona" MacDowell wróciła do komediowej konwencji, wcielając się w postać żony mężczyzny (Michael Keaton), na którym przeprowadzono zabieg klonowaniaAKPA
Tuż po "Czterech weselach..." MacDowell udała się na Dziki Zachód. W komediowym westernie "Wystrzałowe dziewczyny" wspólnie z Madeleine Stowe, Drew Barrymore i Mary Stuart Masterson wcieliły się w rolę czterech upadłych kobiet, które mają dosyć męskiej dominacji. Walczą o swoje prawa, stosując metody przeciwników. Aby przeżyć muszą trzymać się razem. Tworzą zupełnie nowy, nie pozbawiony swoistego uroku, typ bohatera, jakiego Dziki Zachód jeszcze nie widział.
Niezwykle silną pozycję MacDowell na mapie popularnego kina lat 90. ugruntował występ w kultowej komedii "Cztery wesela i pogrzeb" (1994). Film w reżyserii Richarda Curtisa, w którym MacDowell partnerował Hugh Grant, stał się tuż po premierze najbardziej kasowym obrazem w historii brytyjskiego kina.
"Dzień świstaka" zostanie w pamięci kinomanów jako aktorski popis Billa Murraya, jednak za rolę producentki telewizyjnej Rity MacDowell zdołała zgarnąć nagrodę Saturna dla najlepszej aktorki.AKPA
Kolejną rolą MacDowell był udział w komedii Petera Weira "Zielona karta", w którym wystąpiła u boku Gerarda Depardieu. Francuski aktor wcielił się w postać Georgesa, który otrzymał pracę w USA - musi jednak zdobyć zieloną kartę. Amerykanka Bronte (MacDowell) chce zdobyć wielkie mieszkanie - potrzebuje jednak do tego męża. Dla obojga rozwiązaniem staje się fałszywe małżeństwo. A potem przychodzi miłość...
Po kolejnym filmie powróciła do kariery modelki, podpisując lukratywny kontrakt z firmą kosmetyczną L'Oréal oraz Calvinem Kleinem. Jednak z aktorstwa nie zrezygnowała. Po występie w telewizyjnym serialu "Tajemnice Sahary" zagrała w filmie Stevena Soderbergha "Seks, kłamstwa i kasety video" (1989). Rola Anne, okazała się przełomem w karierze MacDowell. Aktorka otrzymała znakomite recenzje i szereg nagród, w tym Independent Spirit Award oraz nagrodę Stowarzyszenia Krytyków Los Angeles.
Naprawdę nazywa się Rose Anderson MacDowell. Urodziła się 21 kwietnia 1958 r. w Gaffney w Południowej Karolinie (USA). Pracowała jako modelka dla m.in. "Elle" i "Vougue'a". Jej debiut aktorski to film Hugh Hudsona "Greystoke: Legenda Tarzana, władcy małp" (1984).
"Czuję się obecnie o wiele bardziej seksowna, niż kiedy miałam 30 lat. Jestem o wiele bardziej pociągająca" - mówi Andie MacDowell. Gwiazda takich obrazów jak "Cztery wesela i pogrzeb", czy "Dzień świstaka" kończy w niedzielę, 21 kwietnia, 55 lat! - fot. fot. Ian Gavan
Zwykle czas na słodkie lenistwo znajduje w samolocie. To dla niej doskonała okazja, aby nadrobić filmowe i serialowe zaległości. "Często kończy się to tym, że po długim locie jestem zmęczona, bo w trakcie podróży ani na chwilę nie zmrużyłam oka, za to obejrzałam kilka filmów" - wyjaśnia.
W wywiadzie aktorka przyznała się również do kilku swoich podróżniczych rytuałów. "Na lotnisko zawsze przyjeżdżam wcześniej, w innym wypadku wpadam w panikę. Należę do tych osób, które są dwie godziny wcześniej, jeśli tego wymaga procedura. I nawet w podróży staram się wyglądać ładnie i dbać o strój, nie wsiadam do samolotu w dresie. Nie lubię wyglądać niechlujnie w podróży. Kiedy jeszcze podróżowałam z dziećmi, one również musiały przestrzegać tej zasady. To takie moje dziwactwo" - wyznała.
Nieskromnie przyznała również, że jest najlepszym przewodnikiem po Paryżu. Miasto miłości i świateł darzy szczególnym sentymentem i za każdym razem wraca tam z ogromną przyjemnością. "Mam to szczęście, że jako ambasadorka L'Oreal mogę w nim często gościć. Jednak największą przyjemność sprawia mi oprowadzanie kogoś po Paryżu. To moja największa radość i czuję, że jestem naprawdę dobrym przewodnikiem. Wiem, co warto zobaczyć w Paryżu, którymi uliczkami warto się przechadzać, które muzea warto odwiedzić, do których kafejek warto się udać i gdzie serwują najlepszą gorącą czekoladę, zdradzę, że po to warto iść do Angeliny. Kiedy odwiedzam Paryż za każdym razem zadziwia i zachwyca mnie jego architektura, wygląda wprost surrealistycznie, szczególnie jeśli pochodzisz z Ameryki, która jest stosunkowo młoda. Z mojego doświadczenia, a widziałam dużo, to wciąż najpiękniejsze miasto" - przyznała MacDowell.