Reklama

Reklama

Agnieszka i Krzysztof Globiszowie: Razem są silni

Łączy ich podobne poczucie humoru i dystans do siebie. - Z żoną podobamy się sobie niezależnie od figury. W zasadzie im więcej kilogramów, tym lepiej - powiedział kiedyś Krzysztof Globisz. Gdy po udarze aktor był w śpiączce, żona mówiła, że jej mąż przez chwilę jest "na gigancie". Wiedziała, że do niej wróci. Od czasu choroby aktora, żona nie odstępuje go na krok. Ważna jest każda chwila spędzona razem.

Łączy ich podobne poczucie humoru i dystans do siebie. - Z żoną podobamy się sobie niezależnie od figury. W zasadzie im więcej kilogramów, tym lepiej -  powiedział kiedyś Krzysztof Globisz. Gdy po udarze aktor był w śpiączce, żona mówiła, że jej mąż przez chwilę jest "na gigancie". Wiedziała, że do niej wróci.  Od czasu choroby aktora, żona nie odstępuje go na krok. Ważna jest każda chwila  spędzona razem.
Agnieszka i Krzysztof Globiszowie są razem od ponad 30 lat /Damian Klamka /East News

Są razem od ponad 30 lat. Od czasu choroby aktora, żona nie odstępuje go na krok. Ważna jest każda chwila  spędzona razem.

- Nikt nie ma szansy konkurować z Agnieszką - mówił przed laty w jednym z wywiadów Krzysztof Globisz (62 l.). I tak jest do dzisiaj. W ostatnich latach przeszli ciężką próbę - chorobę aktora. Wyszli z niej silniejsi i radośniejsi.

Trafili na siebie

Pochodzą z różnych miast. Ona z Wadowic, on dorastał w Katowicach, chociaż urodził się  w Siemianowicach Śląskich. Ojciec chciał, żeby poszedł w jego ślady i został prawnikiem. I pewnie tak by się stało, gdyby nie zajęcia teatralne, na które zapisała go matka. Chciała w ten sposób zmotywować syna do czytania. Aktorstwo okazało się strzałem w dziesiątkę.

Reklama

Jego pierwsze małżeństwo z koleżanką po fachu zakończyło się po trzech latach. Jak sam mówi, z przyczyn obiektywnych. Rozstanie odreagowywał, bawiąc się do rana z przyjaciółmi w Piwnicy pod Baranami. Pewnej nocy spotkał tam miłość swojego życia. 

Rodzina w komplecie

Pani Agnieszka, absolwentka AWF, interesowała się teatrem, a przystojny aktor był jednym z jej ulubionych. Tego wieczoru, kiedy się poznali, zaczęli rozmawiać o sztuce. I tak to się zaczęło. Spodobał mu się jej wewnętrzny spokój. Sam, typowy choleryk, tego właśnie szukał w kobiecie. Zakochali się w sobie.

Od początku wiedział, że nigdy nie rozstanie się z żoną. W żadnym z wcześniejszych związków nie miał takiej pewności. - Umarłbym, gdyby mnie opuściła - przyznaje.

W maju 1989 roku przyszedł na świat ich starszy syn Krzysztof junior (dzisiaj jest operatorem). Sześć lat później rodzina pojechała do Włoch, na półwysep Gargano. Wstąpili po drodze do San Giovanni Rotundo pomodlić się przy grobie ojca Pio. Gdy wrócili do kraju, okazało się, że pani Agnieszka jest w ciąży. W 1996 roku przyszedł na świat ich drugi syn - Jan.

Aktor nie ukrywa, że jest bardzo dumny ze swoich dzieci. Zawsze miał dla nich czas. Nigdy im nie narzucał wyboru drogi życiowej. Chciał, żeby sami zdecydowali. 

Azyl w Kopytówce

Od początku w ich małżeństwie jasny był podział ról - ona zajmuje się domem, on - pracą. Jako aktor i wykładowca na krakowskiej PWST, miał mnóstwo zajęć. Dom był azylem, w którym mógł się skryć. W dzieciństwie marzył o jakimś zwierzątku. Teraz zarówno psy, jak i koty zawsze im towarzyszą.

Mają też swoje ukochane miejsce w podkrakowskiej wsi Kopytówka. Jest tam dom, kawałek ziemi i kapliczka poświęcona ojcu Pio. To wyjątkowe miejsce jeszcze z jednego powodu. Przed laty wydarzył się tam cud. W dworze Paszkowskich, który przed laty stał na tym terenie, był obraz Matki Boskiej. Pewnego razu Maryja zaczęła płakać krwawymi łzami. Dziś ten cudowny obraz znajduje się w pobliskim sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej. - To poniekąd "moja" Matka Boska - mówi z czułością aktor.

Powrót do życia

To był słoneczny dzień. 18 lipca 2014 roku Krzysztof Globisz pracował w Polskim Radiu. Nagrywał słuchowisko "Martwe dusze". Niespodziewanie źle się poczuł. Trafił do szpitala. Lekarze nie mieli dobrych wieści. To udar mózgu, połączony z afazją (utrata mowy) i paraliżem prawej strony ciała. Zastanawiające, że kilka miesięcy wcześniej aktor wziął udział w kampanii, w której przestrzegał przed zawałami i udarami mózgu. Teraz sam doświadczył skutków tej strasznej choroby.

Gdy leżał w śpiączce, jego żona czuwała przy nim dzień i noc. Wiedziała, że do niej wróci. Pewnego dnia zaczęła go masować. Przypomniała sobie ich ulubiony fragment z "Dnia świra" Marka Koterskiego, gdy Miauczyński poszedł na akupunkturę do azjatyckiej lekarki. Cytując filmową bohaterkę, pani Agnieszka zapytała: "Ciuje?" . I nagle usłyszała głośny śmiech! To był jej ukochany mąż, który właśnie się obudził.

Zaczął się proces rehabilitacji. Żmudny, ale jednocześnie piękny. Aktor zawsze był typem wojownika. Okazuje się, że dzięki temu doświadczeniu odzyskał radość życia. - Dla mnie świat nigdy nie był tak radosny i kolorowy jak dzisiaj! - twierdzi.

Jego determinacja w walce z ograniczeniami jest teraz inspiracją dla wszystkich tych, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji.

Marzena Juraczko


Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Globisz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL