Reklama

Adamczyk zamienił się z Karolakiem

Piotr Adamczyk zamienił się rolami z Tomaszem Karolakiem. Nie tak dawno, to ten drugi pouczał w "Nie kłam kochanie" tego pierwszego, jak radzić sobie z kobietami. Tym razem, w komedii "Śniadanie do łóżka", to Adamczyk udziela rad Karolakowi.

Czy "Śniadanie do łóżka" daje receptę, że przez żołądek do serca?

Reklama

Piotr Adamczyk: - Myślę, że żaden film nie daje recepty. Chociaż my - widzowie, lubimy się wzorować na literaturze i na filmie - jak są w nich jakieś odpowiedzi na ważne pytania, to wydaje nam się, że to będą takie życiowe rady. A tymczasem, proszę państwa, to jest tylko film, tylko komedia. Ona ma za zadanie nas rozbawić i tego na pewno można się po niej spodziewać. To jest smaczna komedia, bo występuje w niej niezwykle smakowita aktorka - Małgosia Socha. A Tomek Karolak jest tak sympatycznym facetem, że kino odwiedzi także wielu jego widzów.

- Ja gram rolę drugoplanową, która się zrodziła z epizodu. Ale czasem tak bywa, że coś niewielkiego zaiskrzy na planie. A zaiskrzyło, dlatego że ja się prywatnie koleguję z Tomkiem Karolakiem i ta rola ewoluowała do tego stopnia, że stała się rolą takiego formatu, że mnie nawet na plakacie umieszczono. Jestem w tym filmie jego przyjacielem i radzę mu w czymś, co jest najtrudniejsze na świecie, czyli jak żyć z kobietą, jak zdobyć kobietę, jak zrozumieć kobietę. Czyli radzę mu o czymś, o czym żaden mężczyzna nie ma pojęcia!

Czyli pana bohater to macho?

- Nie. Nie nazwałbym go tak. Konrad to taki fajny typek. Interesujący się dość oryginalnymi rzeczami, bo Japonią. Zresztą miałem okazję grać po japońsku, co było dla mnie wielką przyjemnością. To jest taki facet, jakich wiele. Jest oddanym przyjacielem, radzi z głębi serca, ale te rady okazują się tak głupie, jak nasza wiedza o kobietach.

Interesuje się Japonią, ale też, jak widać w filmie, japońskimi kobietami...

- Tak. Żona mojego bohatera, to Japonka. Miałem okazję poznać na planie świetną japońską pianistkę, która zgodziła się zagrać moją żonę. Wystąpiła w sposób bardzo profesjonalny. Okazuje się, że japońscy pianiści są bardzo utalentowani aktorsko.

Czy to jest typowa komedia romantyczna?

- Nie jest typowa. Ja nazywam Krzysztofa Langa brytyjskim reżyserem. To nie ma nic wspólnego z tym, gdzie się urodził, bo urodził się w Warszawie. Natomiast gdzieś w duchu i w sposobie prowadzenia aktorów i rodzaju aktorstwa, który preferuje w swoich filmach, jest brytyjski. My tam nie silimy się na dowcip, raczej tacy jesteśmy. To jest duża przyjemność.

- Ale troszkę to może być dla niektórych za mało. Dystrybutorzy mieli przez pewien moment wątpliwości, że to nie jest taka komedia, że boki zrywać. A przecież w kinie chodzi o pokazanie prawdy. Kiedy nagle usłyszymy na ekranie kolegę z podwórka, kiedy usłyszymy dialog dotykający prawdy. Nam - aktorom, o to chodzi. Mam nadzieję, że ta komediowa potrawa, którą przysmażyliśmy w filmie 'Śniadanie do łóżka' będzie smakowała lekkością i chrupkością, bo takie jest to śniadanie.

Przy okazji filmów o Karolu Wojtyle uczył się pan włoskiego, potem zagrał pan po włosku w teatrze. Czy japoński w "Śniadaniu do łóżka" też natchnął pana do dalszej nauki?

- Japoński mnie zainteresował, w ogóle azjatyckie języki, które dla nas wydają się abstrakcyjne, wcale w brzmieniu nie są takie trudne. Nie mówię tu o pisowni, ale o samej wymowie. Miałem dużą przyjemność. Ciekaw jestem, czy Japończycy, którzy ten film być może zobaczą, zrozumieją, co ja mówię.

Z Piotrem Adamczykiem rozmawiała Dominika Gwit.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Adamczyk | Nie | komedia | film | Tomasz Karolak | adamczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje