Nigdy nie był mistrzem pierwszego planu. Artystów o tak wyrazistych twarzach zwykło się raczej określać mianem "charakterystycznych". 5 października 70 lat kończy Adam Ferency, znakomity polski aktor kinowy, telewizyjny i teatralny, o którym od kilku dni jest bardzo głośno ze względu na tak zwaną "aferę świdnicką".
Adam FerencyBartosz KrupaEast News
Początkowo Ferency rozwijał przede wszystkim karierę teatralną. Jego pierwszym mistrzem był Tadeusz Łomnicki, który w 1976 roku założył Teatr na Woli.
- Pierwszą główną rolę zagrałem w Teatrze na Woli w "Przedstawieniu Hamleta we wsi Głucha Dolna". Premiera się zbliżała, reżyser dawał mi do zrozumienia, że jest ze mnie zadowolony. Na jednej z ostatnich prób graliśmy scenę, w której Hamlet przychodził na zebranie partyjne, by zapytać, co się stało z jego ojcem. Stałem w kostiumie w kulisach i za chwilę miałem wejść na scenę i krzyknąć: "Gdzie jest Jokara?". Strasznie wewnętrznie się napiąłem i pomyślałem: "No, dzisiaj to ja im pokażę" - bo do tej pory nie dawałem z siebie wszystkiego. Na znak inspicjenta wpadłem na scenę i zaryczałem, że aż mało teatr się nie rozleciał: "Gdzie jest Jokara?". Cisza. Kompletna cisza. Jokara (w tej roli Tadeusz Łomnicki) powinien mi odpowiedzieć: "Tu jestem, czego chcesz?".. Ale nie odpowiedział. Milczał. Co się stało? Przecież powiedziałem swoją kwestię - aktor wspominał swój teatralny debiut w rozmowie z 1990 roku.
- Cisza wciąż trwała. Zacząłem się niepewnie rozglądać i nagle usłyszałem zduszony, jadowity szept Tadeusza Łomnickiego: kto ci dał dyplom, kto ci dał dyplom? I zaczął mnie rugać, że to jest okropne co ja robię, że to najgorsza szmira itd. Reżyser z widowni usiłował mu przerwać, ale ten walec słów jechał i miażdżył mnie. Nagle przestałem cokolwiek słyszeć. Zbudziłem się. Siedziałem w kostiumie w samochodzie i patrzyłem na znak drogowy: Sochaczew - wspominał Ferency.
- Po chwili dotarło do mnie, że jak Tadeusz Łomnicki zaczął na mnie krzyczeć, zszedłem ze sceny, wsiadłem w samochód i dojechałem 56 kilometrów do Sochaczewa, gdzie dopiero wróciła mi przytomność. Później zrozumiałem, że on miał rację. Oczywiście forma była straszliwa, miażdżąca, ale Łomnicki wiedział, co mówi. To moje wejście trzeba było zupełnie inaczej zagrać. Wnioski z tej lekcji procentowały potem w moich następnych rolach - zauważył "uczeń Łomnickiego".
W historycznym dramacie wojennym Jerzego Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska" wcielił się w postać czekisty BykowskiegoFilm Polski
Glinka Agency / Forum Film Poland
Glinka Agency / Forum Film Poland
Jako policjant Artur "Kosa" Kosecki w serialu kryminalnym "Układ warszawski"AKPA
Rola kamerdynera Konrada w serialu "Niania" przyniosła mu wielką popularność wśród telewizyjnej widowniAKPA
Ponownie u Jana jJkuba Kolskiego, tym razem w ekranizacji "Pornografii" Witolda Gombrowicza (2002)Film Polski
W jednej z głównych ról w "Enduro Bojz" (2000) Piotra StarzakaFilm Polski
W dwóch odcinkach serialu "Przeprowadzki" (2000) zagrał generała gubernatora JegorowaAKPA
W "Ogniem i mieczem" (1999) Jerzego Hoffmana wcieliłsię w postac ChanaAKPA
W "Pułkowniku Kwiatkowskim" (1995) Kazimierza Kutza zagrał... pułkownika KizioraEast News
Adam Ferency wilokrotnie współpracowałz Janem Jakubem Kolskim - pierwszy raz na planie "Pogrzebu kartofla" (1990)East News
Jako milicjant Borkowski w serialu "Zmiennicy"East News
W "Matce Królów" (1984) Janusza Zaorskiego jako Zenon Król - syn Łucji (Magda Teresa Wójcik)East News
W "Przesłuchaniu" (1981) Ryszarda Bugajskiego wcielił się w postać przesłuchującego bohaterkę Krystyny Jandy bezwzględnego i cynicznego porucznika Morawskiego.Film Polski
Adam Ferency w roli "naiwnego i pełnego dobrych intencji proletariusza" Wojtka Kiełzy w słynnej "Gorączce" (1980) Agnieszki Holland - adaptacji powieści Andrzeja Struga "Dzieje jednego pocisku".AKPA
Rola życia - kreacja rosyjskiego śledczego, Jegora Potapowicza Jegorowa z filmie "Kanalia" (1990) Tomasza Wiszniewskiego, za którą Ferency otrzymał aktorskie Złote Lwy na festiwalu w Gdyni.East News
Na scenie wystąpił m.in. w spektaklach: "Leonce i Lena", "Woyzeck", "Do piachu", "Amadeusz", "Sen nocy letniej", "Ślub", "Człowiek-Słoń", "Trzy siostry", "Mistrz i Małgorzata", "Pocałunek kobiety pająka", "Don Juan", "Miłość na Krymie", "Szkarłatna wyspa" i "Czekając na Godota".
Zło moich bohaterów
- Na ekranie zadebiutowałem w drugiej połowie lat 70. w tak zwanym kinie moralnego niepokoju. Były to filmy współczesne, zaangażowane w politykę. Grałem outsiderów - ludzi, którzy nie godzą się na pokazywany w dzienniku telewizyjnym zafałszowany obraz Polski pełnej sukcesów - wspominał w jednym z wywiadów.
Jego debiutem był epizodyczny występ we wspólnym filmie Agnieszki Holland, Pawła Kędzierskiego i Jerzego Domaradzkiego - "Zdjęcia próbne" (1976),
Następnie można go było oglądać w kolejnym filmie Holland, czyli słynnej "Gorączce" (1980) - adaptacji powieści Andrzeja Struga "Dzieje jednego pocisku", będącej zapisem przygotowań do zamachu na carskiego generała. Ferency zagrał postać "naiwnego i pełnego dobrych intencji proletariusza" Wojtka Kiełzy.
Znakomity kinowy, telewizyjny i teatralny aktor - Adam Ferency - obchodzi 65. urodziny.
Nigdy nie był mistrzem pierwszego planu. Artystów o tak wyrazistych twarzach zwykło się określać mianem "aktorów charakterystycznych".
Tuż po epizodycznym kinowym debiucie we wspólnym filmie Agnieszki Holland, Pawła Kędzierskiego i Jerzego Domaradzkiego - "Zdjęcia próbne" (1976), Ferency równolegle z występami przed kamerą rozwijał karierę teatralną.Jego pierwszym mistrzem był Tadeusz Łomnicki, który w 1976 roku założył Teatr na Woli.Bartosz KrupaEast News
To wtedy zaczął być rozpoznawany przez szerszą widownię, pojawiały się również pierwsze propozycje występów w reklamach.
"Dla mnie rozumowanie jest proste: gdyby zrobić reklamę i podpisać umowę, że będzie ona chodziła przez rok, to znaczy, że trzeba by się wycofać z zawodu na, lekko licząc, cztery lata. Bo człowiek, który zagrał w reklamie makaronu czy jajek na twardo, przez następne cztery lata nie będzie obsadzany w żadnym projekcie. Poważnym projekcie. Propozycje, żeby robić za wodzireja, będzie miał. Mnie proponowali, żeby Kondzio prowadził jakiś bal biznesu za kupę szmalu. Ale mnie to nie rajcuje, nie mam chęci prowadzić żadnego balu. Tak samo z reklamą. Mogę zacząć reklamować ten makaron czy jajka pod warunkiem, że zapłacą mi za rok mojego upokorzenia, kiedy będę włączał telewizor i widział siebie, i jeszcze za cztery lata, kiedy nie dostanę żadnej poważnej propozycji. Czyli muszą mi zapłacić za pięć lat dosyć zacnego życia. Nie są w stanie" - Ferency pozostał nieugięty.BauerAKPA
"Kim innym" było kolejne wcielenie Ferencego - postać Artura "Kosy" Koseckiego w serialu kryminalnym "Układ warszawski". To "gliniarz z komisariatu na Czerniakowie", który żywi pewne uczucia w stosunku do naczelniczki Eweliny (Katarzyna Herman) - matki kilkorga dzieci.
- Mój bohater jest samotnikiem żyjącym w ciągłej gotowości, ponieważ bycie policjantem to praca 24 godziny na dobę. Komuś, kogo telefon wyciąga z domu w środku nocy, ciężko zachować higieniczny tryb życia. Sam też hołduję zasadzie, by żyć i dać żyć innym. Nie mam wstrętu ani do kiełków, ani do plastikowego jedzenia - przyznał Ferency w rozmowie z "Tele Tygodniem".AKPA
W 2011 roku Ferency zagrał zagrał jedną z większych ról w historycznym dramacie wojennym Jerzego Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska". Wcielił się w postać czekisty Bykowskiego. - Jestem weteranem grania negatywnych postaci - komentował aktor. - Jedno, co wiem na pewno to to, że trzeba być jak najwięcej uśmiechniętym i stwarzać jak najwięcej pozorów, że jest się porządnym człowiekiem.
Hoffman zaś dodawał: - Ferency jest po prostu rewelacją! Wiedziałem, że tak złożoną, a jednocześnie wyrazistą postać, to on powinien zagrać.
Fakt, uznano mnie za "szwarc charakter" polskiego kina, ale w moim wieku człowiek już nie boi się żadnej szuflady. Ja w swojej czuję się swobodnie, zwłaszcza że od czasu do czasu mogę zagrać kogoś innego... - dodawał aktor.Zodiak/Glinka Agency/Forum Film Polandmateriały dystrybutora
"Na ekranie zadebiutowałem w drugiej połowie lat 70. w tak zwanym kinie moralnego niepokoju. Były to filmy współczesne, zaangażowane w politykę. Grałem outsiderów - ludzi, którzy nie godzą się na pokazywany w dzienniku telewizyjnym zafałszowany obraz Polski pełnej sukcesów" - Ferency wspominał w jednym z wywiadów.
Oglądać mogliśmy go w tym czasie m.in. w słynnej "Gorączce" (1980) Agnieszki Holland - adaptacji powieści Andrzeja Struga "Dzieje jednego pocisku", będącej zapisem przygotowań do zamachu na carskiego generała. Ferency zagrał postać "naiwnego i pełnego dobrych intencji proletariusza" Wojtka Kiełzy.
W późniejszych latach wystąpił m.in. w małych rolach w "Przypadku" Kieślowskiego, "Wiernych bliznach" (1981) Włodzimierza Olszewskiego i "Człowieku z żelaza" (1981).AKPA
Odskocznią miała być dla niego rola w serialu "Niania", gdzie zagrał kamerdynera Konrada.
"Na ogół grywałem skurwysynów. Jest taka klisza obsadowa: jak facet jest kwadratowy, łysy, to gra skurwysynów. Przez lata tak było, do czego się zresztą przyczyniałem, że byłem aktorem od poważnych spraw. Bardzo chciałem grać komedie, ale nikt we mnie nie widział aktora komediowego. Dopiero Jurek Bogajewicz, który nie miał tych obciążeń, zobaczył mnie po pierwszym progu castingowym i powiedział: to jest dla niego napisane! Musiał jednak zwalczyć niechęć TVN-u" - mówił w rozmowie z "Gazeta Lubuską".AKPA
Przez wiele lat obserwowaliśmy go w rolach "kanalii". Po poruczniku Morawskim w "Przesłuchaniu", w "Pułkowniku Kwiatkowskim" wcielił się w równie odpychającego pułkownika Kiziora. Wcześniej trafiła mu się rola życia - kreacja rosyjskiego śledczego, Jegora Potapowicza Jegorowa z filmie 'Kanalia" Tomasza Wiszniewskiego, za którą Ferency otrzymał aktorskie Złote Lwy na festiwalu w Gdyni - jedyną w karierze indywidualną nagrodę za kinową kreację.East News/POLFILM
Najbardziej pamiętną rolę zagrał jednak w "Przesłuchaniu" (1981) Ryszarda Bugajskiego, gdzie wcielił się w postać przesłuchującego bohaterkę Krystyny Jandy bezwzględnego i cynicznego porucznika Morawskiego.
"'Przesłuchanie' jest w ogóle dosyć upiornym filmem. Kręciliśmy go w napięciu, bo baliśmy się, że nie uda nam się go skończyć. Czas był niespokojny, ale dawał nadzieję, że da się zachować trochę tej wolności, którą wywalczył Sierpień. Zło moich bohaterów przeraża mnie zawsze. Co prawda pozycja aktora jest wygodna, bo po zagranej scenie można wrócić do siebie samego, ale kreowanie negatywnych postaci każe odnaleźć w sobie ciemne strony i zastanowić się, czy w jakichś okolicznościach mogłyby one dominować. Czy sprawdziłbym się w momencie próby, czy postawiony przed dramatycznymi wyborami nie opowiedziałbym się po stronie zła? - Ferency mówił po latach w rozmowie z "Rzeczpospolitą".BauerAKPA
W późniejszych latach mogliśmy go oglądać m.in. w małych rolach w "Przypadku" Kieślowskiego, "Wiernych bliznach" (1981) Włodzimierza Olszewskiego i "Człowieku z żelaza" (1981). Zagrał również główną rolę w "Dziecinnych pytaniach" Janusza Zaorskiego, wcielając się w postać Misia - młodego architekta, który za wszelką cenę próbuje pozostać uczciwy wobec siebie. Pewnego dnia wychodzi na ulicę z transparentem: "Absolwent uczelni technicznej szuka pracy nie wymagającej kompromisów" i... zostaje aresztowany.
Najbardziej pamiętną rolę zagrał jednak w "Przesłuchaniu" (1981) Ryszarda Bugajskiego, gdzie wcielił się w postać przesłuchującego bohaterkę Krystyny Jandy bezwzględnego i cynicznego porucznika Morawskiego.
Z Krystyną Jandą w scenie z "Przesłuchania"INPLUSEast News
- "Przesłuchanie" jest w ogóle dosyć upiornym filmem. Kręciliśmy go w napięciu, bo baliśmy się, że nie uda nam się go skończyć. Czas był niespokojny, ale dawał nadzieję, że da się zachować trochę tej wolności, którą wywalczył Sierpień. Zło moich bohaterów przeraża mnie zawsze. Co prawda pozycja aktora jest wygodna, bo po zagranej scenie można wrócić do siebie samego, ale kreowanie negatywnych postaci każe odnaleźć w sobie ciemne strony i zastanowić się, czy w jakichś okolicznościach mogłyby one dominować. Czy sprawdziłbym się w momencie próby, czy postawiony przed dramatycznymi wyborami nie opowiedziałbym się po stronie zła? - Ferency mówił po latach w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Kwadratowy, łysy
Przez wiele lat obserwowaliśmy go w rolach "kanalii". Po poruczniku Morawskim w "Przesłuchaniu", w "Pułkowniku Kwiatkowskim" wcielił się w równie odpychającego pułkownika Kiziora. Wcześniej trafiła mu się rola życia - kreacja rosyjskiego śledczego, Jegora Potapowicza Jegorowa w filmie "Kanalia" Tomasza Wiszniewskiego, za którą Ferency otrzymał aktorskie Złote Lwy na festiwalu w Gdyni - jedyna w karierze indywidualną nagrodę za kinową kreację.
- Z wieloma rolami trudno sobie poradzić, trudno z nich wyjść. Miałem taką sytuację, jak grałem Hamma w "Końcówce" Becketta. Było mi bardzo trudno zrzucić skórę tego bohatera po przedstawieniu i normalnie funkcjonować. Dlatego przestałem go grać. Inne role też jakoś tam przestawiają w głowie. Właściwie za każdym razem się dziwię, że ta zabawa nie kończy się w szpitalu wariatów. To przecież granie z własną psychiką, jakieś schizofreniczne rozszczepianie się na dwie, a czasem więcej postaci. Niebezpieczne zajęcie, jeśli się je uprawia głęboko i na poważnie - mówił o "niebezpiecznych związkach" między aktorem a odtwarzanym przez niego bohaterem.
Odskocznią miała być dla niego rola w serialu "Niania", gdzie zagrał kamerdynera Konrada.
- Na ogół grywałem sku... Jest taka klisza obsadowa: jak facet jest kwadratowy, łysy, to gra sku... Przez lata tak było, do czego się zresztą przyczyniałem, że byłem aktorem od poważnych spraw. Bardzo chciałem grać komedie, ale nikt we mnie nie widział aktora komediowego. Dopiero Jurek Bogajewicz, który nie miał tych obciążeń, zobaczył mnie po pierwszym progu castingowym i powiedział: to jest dla niego napisane! Musiał jednak zwalczyć niechęć TVN-u - mówił w rozmowie z "Gazeta Lubuską".
Adam Ferency na planie serialu "Niania"TricolorsEast News
- Nie jestem w najmniejszym stopniu podobny do amerykańskiego pierwowzoru i to już powodowało konflikt. TVN musiał się tłumaczyć przed Columbią, która sprzedawała prawa do serialu. Gdyby tego nie reżyserował Jurek Bogajewicz, to pewnie bym nie zagrał - tłumaczył.
To wtedy zaczął być rozpoznawany przez szerszą widownię, pojawiały się również pierwsze propozycje występów w reklamach.
- Dla mnie rozumowanie jest proste: gdyby zrobić reklamę i podpisać umowę, że będzie ona chodziła przez rok, to znaczy, że trzeba by się wycofać z zawodu na, lekko licząc, cztery lata. Bo człowiek, który zagrał w reklamie makaronu czy jajek na twardo, przez następne cztery lata nie będzie obsadzany w żadnym projekcie. Poważnym projekcie. Propozycje, żeby robić za wodzireja, będzie miał. Mnie proponowali, żeby Kondzio prowadził jakiś bal biznesu za kupę szmalu. Ale mnie to nie rajcuje, nie mam chęci prowadzić żadnego balu. Tak samo z reklamą. Mogę zacząć reklamować ten makaron czy jajka pod warunkiem, że zapłacą mi za rok mojego upokorzenia, kiedy będę włączał telewizor i widział siebie, i jeszcze za cztery lata, kiedy nie dostanę żadnej poważnej propozycji. Czyli muszą mi zapłacić za pięć lat dosyć zacnego życia. Nie są w stanie - Ferency pozostał nieugięty.
W 2011 roku o Adamie Ferencym znów zrobiło się głośno. Aktor zagrał bowiem jedną z większych ról w historycznym dramacie wojennym Jerzego Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska". Wcielił się w postać czekisty Bykowskiego. - Jestem weteranem grania negatywnych postaci - komentował aktor. - Jedno, co wiem na pewno to to, że trzeba być jak najwięcej uśmiechniętym i stwarzać jak najwięcej pozorów, że jest się porządnym człowiekiem. Hoffman zaś dodawał: - Ferency jest po prostu rewelacją! Wiedziałem, że tak złożoną, a jednocześnie wyrazistą postać, to on powinien zagrać.
- Fakt, uznano mnie za "szwarc charakter" polskiego kina, ale w moim wieku człowiek już nie boi się żadnej szuflady. Ja w swojej czuję się swobodnie, zwłaszcza że od czasu do czasu mogę zagrać kogoś innego... - dodawał aktor.
Z kolei na uroczystej premierze w Londynie publiczność nagrodziła twórców owacjami na stojąco.
"Dla większości Brytyjczyków Europa Wschodnia jest poza świadomością. Nie wiedzą, że działy się tam ważne wydarzenia, a jeśli nawet wiedzą, to na wojnę polsko-bolszewicką patrzą przez optykę sowiecką, ponieważ po Rewolucji Październikowej brytyjskie związki zawodowe i lewica były po stronie Lenina. Dlatego ważne jest, by pokazać jak było" - powiedział wtedy Norman Davies.
"Zignorowany i prawdopodobnie niezauważony przez większość zwykłych kanałów medialnych, historyczny film akcji '1920 Bitwa Warszawska', o budżecie 9 mln dolarów, był skierowany bezpośrednio do polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii. Zarobił pokaźne 88 tys. funtów z 21 kin Cineworld, ze średnią na kino (4176 funtów) gorszą jedynie od filmów 'Johnny English: Reaktywacja' i 'Król Lew 3D', przy czym te dwa skorzystały z zajmowania wielu ekranów w multipleksach" - napisał w tydzień po premierze w Wielkiej Brytanii Charles Gant z "The Guardian".Michal TulinskiAgencja FORUM
"Hoffman znajduje się w zaawansowanym stadium reżyserskiej demencji, przez co praktycznie nie ma w jego filmie żadnego 'storytellingu', żadnego fabularnego mięsa - pozostaje tylko zlepek scen, z których każda jest tak mocno wyrwana z kontekstu, że mogłaby trafić do trailera. Rewia pełna pięknych kobiet i pijanych żołnierzy" - czytamy w recenzji sprzed lat. Krzysztof WojciewskiAgencja FORUM
"To było wielkie wyzwanie dla mnie i wspaniała przygoda. Do pierwszego dnia zdjęciowego nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Jestem bardzo wdzięczna panu Jerzemu, że mogłam spotkać go na mojej drodze zawodowej. Pan Jerzy jest wspaniałym reżyserem i cudownym człowiekiem. On kocha aktorów" - powiedziała aktorka tuż po pokazie prasowym filmu Hoffmana. Obraz jednak nie otrzymał zbyt wielu pozytywnych recenzji.Krzysztof WojciewskiAgencja FORUM
Natasza Urbańska w filmie zagrała przedwojenną artystkę kabaretową Oleńkę. Partnerował jej Borys Szyc.Krzysztof WojciewskiAgencja FORUM
Film opowiada o miłości i burzliwych losach bohaterów rozgrywających się na tle wojennej zawieruchy. "Bitwę Warszawską 1920" wyreżyserował Jerzy Hoffman, twórca nominowany w 1975 roku do Oscara za ekranizację "Potopu" Henryka Sienkiewicza. Autorem zdjęć był Sławomir Idziak, nominowany w 2002 roku do Oscara za zdjęcia do filmu Ridleya Scotta "Helikopter w ogniu". Budżet filmu opiewał na 27 mln zł.Krzysztof WojciewskiAgencja FORUM
Pierwszą polską produkcję kinową w technologii 3D obejrzało w pierwszy weekend po premierze 214,9 tys. widzów. Producenci filmu "1920 Bitwa Warszawska" liczyli na znacznie więcej.Krzysztof WojciewskiAgencja FORUM
"Tak jak 'Wojna polsko-ruska' w świadomy sposób obrazowała schamienie całego dyskursu, tak '1920 Bitwa Warszawska' nieświadomie obnaża artystyczną demencję naszego kina. Dostajemy tutaj ekstrakt z kręconych dekadę temu ekranizacji lektur - 'Przedwiośnia', 'Quo Vadis' czy 'Starej baśni' - wymiotną mieszankę historycznych stereotypów, patosu i hollywoodzkich konwencji, przefiltrowanych przez wrażliwość wychowanego na kinie niemym emeryta. Nie ma tu nic poza kliszami. Piłsudskiego (Daniel Olbrychski) widzimy tylko pochylonego nad mapami, rzucającego lakoniczne rozkazy i krzywiącego się pod wąsem, który wygląda jak kupiony w sklepie ze śmiesznymi akcesoriami. Bolszewicy przypominają orków z 'Władcy Pierścieni' - są brudną, szczerbatą i skundloną masą, zalewającą w dzikim szale polską ziemię. Przeciw nim występują nasi pradziadkowie, waleczni, chociaż czasem nadużywający alkoholu, w myśl zasady 'wódka munduru nie plami'"- pisał nasz recenzent Piotr Mirski. Krzysztof WojciewskiAgencja FORUM
Film został jednak zmiażdżony przez krytyków. Wystarczy wspomnieć, że "zdobył" aż pięć Węży. Szczególnie "doceniona" została Natasza Urbańska, która otrzymała tę antynagrodę aż w trzech kategoriach: najgorsza aktorka, najgorszy duet na ekranie (z Borysem Szycem) oraz żenująca scena (za scenę z karabinem maszynowym). Tego występu będzie się chyba wstydzić do końca życia...Michal TulinskiAgencja FORUM
Kolejne wcielenie Ferencego to postać Artura "Kosy" Koseckiego w serialu kryminalnym "Układ warszawski". To "gliniarz z komisariatu na Czerniakowie", który żywi pewne uczucia w stosunku do naczelniczki Eweliny (Katarzyna Herman) - matki kilkorga dzieci.
- Mój bohater jest samotnikiem żyjącym w ciągłej gotowości, ponieważ bycie policjantem to praca 24 godziny na dobę. Komuś, kogo telefon wyciąga z domu w środku nocy, ciężko zachować higieniczny tryb życia. Sam też hołduję zasadzie, by żyć i dać żyć innym. Nie mam wstrętu ani do kiełków, ani do plastikowego jedzenia - przyznał Ferency w rozmowie z "Tele Tygodniem".
Kilka dni temu Ferency znów trafił na czołówki gazet i portali. Wszystko przez tak zwaną "aferę świdnicką". 29 września artysta gościł w Świdnickim Ośrodku Kultury w ramach projektu "Alchemia teatralna". Portal Swidnica24.pl relacjonował, że Ferency "momentami nielogicznie odpowiadał na zadawane mu pytania, przekomarzał się z publicznością na tematy polityczne, z trudem składał kolejne zdania, a także powtarzał się w swoich wypowiedziach".
Gdy prowadząca rozmowę dopytywała o to, co Ferency chciałby, żeby teatr dawał widzom, aktor - jak podaje portal - odpowiedział: - Mnie się zdaje, żeby naprawdę nie głosować na Kaczyńskiego. Nie głosujcie na Kaczyńskiego, błagam.
- Jestem smutnym facetem. Uważam, że życie jest złe, a ludzie są okropni. Ja nie wierzę w Boga, wiecie? No i co mam zrobić? Okropnie się czuję. Nie wierzę w Boga, w związku z tym myślę sobie "jak tu żyć?" Powiem wam tak: można żyć bez wiary w Boga, tak, żeby kochać ludzi. Ale ja nie lubię ludzi. Wiecie? - wyznał aktor.
Ludzie zaczęli opuszczać salę. W pewnym momencie organizatorzy zdecydowali się przerwać spotkanie. "W związku z niedyspozycją gościa Alchemii - Adama Ferencego - spotkanie zostało przerwane przez organizatorów. Jest nam niezmiernie przykro w związku z zaistniałą sytuacją. Przepraszamy wszystkich widzów" - brzmi komunikat zamieszczony na stronie Świdnickiego Ośrodka Kultury.
Sam Ferency w rozmowie z Onetem stwierdził: - Organizatorka przerwała to spotkanie, uzasadniając to moją niedyspozycją. Fakt, byłem nietrzeźwy. Bardzo tego żałuję. To był przypadek. Ta sytuacja nie powinna się zdarzyć. Ale tak się czasami zdarza.
"Przez całe życie piłem alkohol i przez całe życie on nie robił mi dobrze. Kiepsko sobie z nim radziłem. Ale czasami człowiek jest już tak znękany, że to z niego eksploduje. Wiem, że jak nazywam alkoholizm grypą, to tak jakbym go lekceważył. Ale jak widzę skutki polityki nastawionej na to, żeby ludzie się żarli, to już nie wiem, czy nie lepiej jest pić. Jest mi w sposób niespotykany źle" - mówił w wywiadzie z Onetem po wydarzeniach w Świdnicy.