Wiele mówi się o tym, że sytuacja kobiet reżyserek w ostatnich latach w branży filmowej ulega znacznej poprawie. Tyle że nie widać tego na tych największych festiwalach — w Cannes czy Wenecji — gdzie o najważniejsze nagrody, w konkursach głównych, rywalizują niemal wyłącznie mężczyźni. San Sebastián wydaje się być na tej festiwalowej mapie chlubnym wyjątkiem. Do "wyścigu" o tegoroczną Złotą Muszlę stanęło szesnaście tytułów z całego świata. I co ciekawe, dokładnie połowa zrealizowana została przez reżyserki. Od mającej już mocną pozycję w branży Hiszpanki Isabel Coixet, przez utalentowaną Australijkę Kitty Green, po debiutującą w pełnym metrażu Amerykankę Raven Jackson.
Wychodzi na to, że jest to festiwal niezwykle przychylny dla reżyserek, co znajduje także odzwierciedlenie w werdyktach jurorskich. Bo ten tegoroczny, podjęty zresztą pod przewodnictwem twórczyni, która przecierała przecież drogę wielu kobietom w branży, czyli Francuzki Claire Denis, jest jedynie dopełnieniem wyjątkowego trendu. Złota Muszla dla urodzonej zresztą w San Sebastián Jaione Cambordi to bowiem czwarte z rzędu takie wyróżnienie przyznane kobiecie!
Co ciekawe, o "The Rye Horn", który jest dopiero drugim pełnym metrażem w dorobku Cambordi, mówiło się na festiwalu stosunkowo niewiele. Znacznie wyżej stawiało się szanse twórców, którzy zdążyli już zaistnieć w międzynarodowym obiegu. Myślę tu chociażby o Robinie Campillo, Cristim Puiu czy Joachimie Lafosse’ie. Zwłaszcza ten ostatni za sprawą bardzo mocnego thrillera "A Silence" (2023), ze świetnym Danielem Auteuilem w roli głównej plasował się w czołówce w opinii obserwatorów festiwalu. Tak się jednak nie stało, a jury zdecydowanie wyżej postawiło w tym roku młode kino.
Młode, mam na myśli debiutantów bądź twórców, którzy, jak w przypadku Cambordi, zrealizowali swoje drugie pełnometrażowe fabuły. Bo to właśnie oni, jak Szwedka Isabella Eklöf (Nagroda Specjalna Jury za "Kalak" - 2023) czy reżyserski duet z Tajwanu Tzu-Hui Peng, Ping-Wen Wang (Srebrna Muszla za najlepszą reżyserię za "A Journey in Spring" - 2023) odbierali w San Sebastián najcenniejsze laury. To również sytuacja bez precedensu wśród festiwali klasy A i cenny powiew świeżości, dla wielu miejsc, wcale nie taki oczywisty.
O ile konkurs główny to serce festiwalu, o tyle jego żołądkiem wydaje się niezwykle ceniona i prestiżowa sekcja Culinary Cinema, która również ma formułę kompetycji. To nie wszystko, bo wokół filmów, w różny sposób podejmujących temat jedzenia, gastronomii zorganizowane są specjalne wydarzenia. Są nimi wykwintne kolacje, przygotowywane przez lokalnych szefów kuchni, a trzeba wiedzieć, że baskijskie miasto to prawdziwy kulinarny raj. Jedynie japońskie Kioto może rywalizować z San Sebastián w kwestii liczby gwiazdek Michelin przypadających na tak niewielką powierzchnię. Sam zresztą w drodze do jednego z festiwalowych kin codziennie przechodziłem obok jednej z takich restauracji i za każdym razem kolejka do wolnego stolika liczyła dobre kilkadziesiąt metrów.
Trudno się zatem dziwić ogromnemu zainteresowaniu, jakie towarzyszy sekcji, a wspomniane kolacje to wydarzenia, na które chyba najtrudniej dostać się na całym festiwalu. O ile werdykt konkursu głównego okazał się sporą niespodzianką, o tyle w Culinary Cinema faworyt od początku był jeden. Mowa o filmie "Bulion i inne namiętności" w reżyserii Tran Anh Hunga. Nagrodzona wcześniej w Cannes produkcja z Juliette Binoche i Benoît Magimelem w rolach głównych to kostiumowe love story, będące dowodem na sens popularnego powiedzenia: "przez żołądek do serca". A czterdziestominutowa sekwencja przygotowywania kulinarnej uczty wzruszy nawet tych, którzy na co dzień stołują się w McDonald’s.
Festiwal w San Sebastián to również bardzo mocny zwrot w stronę kina latynoamerykańskiego. Pomijając obecność filmów z tego geograficznego regionu w innych segmentach imprezy, ma ono specjalnie poświęconą mu sekcję — Horizontes Latinos. I muszę przyznać, że to chyba najbardziej żywa część festiwalu, być może także dlatego, że reprezentuje ją na miejscu, z oczywistych względów, największa liczba gości. Dla mnie największym odkryciem w ramach tej sekcji był "Heroic" (2023) w reżyserii Davida Zonany. Bardzo mocna, momentami wręcz drastyczna opowieść o meksykańskiej akademii wojskowej i brutalnej indoktrynacji młodych mężczyzn, dla których często to jedyna szansa na odmienienie swojego losu.
Zobacz również:
Równie ważny, co reżyser był w tym przypadku producent. A mowa o Michelu Franco, dzielącym swoje zawodowe obowiązki między reżyserię a właśnie produkowanie interesujących projektów aspirujących latynoamerykańskich twórców. Zresztą Franco festiwalowej publiczności zaprezentował także swój ostatni film, czyli "Memory", za który przed kilkoma tygodniami Peter Sarsgaard odebrał w Wenecji laur dla najlepszego aktora.
Hiszpanie lubią "swoje" kino. Nie ma co do tego wątpliwości, a potwierdzenia można było szukać nie tylko w entuzjastycznym, kwitowanym głośnymi brawami przyjęciu po samych seansach, ale również w plebiscycie publiczności. Bo to kolejny festiwal, gdzie widzowie przyznają swoją nagrodę. A trafiła ona w ręce hiszpańskiego, a jakże, reżysera Juana Antonio Bayony. Twórca, którego kojarzyć możemy z bardzo ciekawym horrorem "Sierociniec" (2007) czy nieco mniej udaną amerykańską przygodą (m.in. "Jurrasic World: Upadłe królestwo" - 2018) nakręcił na zlecenie Netfliksa "Śnieżne bractwo". Film oparty na faktach, opowiadający o głośnej katastrofie lotniczej, do jakiej doszło w 1972 roku w Andach. Niespełna dwuipółgodzinna dramatyczną historię walki o życie drużyny urugwajskich rugbistów można będzie niedługo zobaczyć na platformie streamingowej.
Chwilę wcześniej wspomniałem nowy film Michela Franco, który okazał się jedną z ważniejszych projekcji tegorocznej edycji festiwalu. A to za sprawą, wcielającej się w nim w główną rolę amerykańskiej aktorki Jessiki Chastain, będącej, obok Madsa Mikkelsena, największą gwiazdą, jaka zagościła w San Sebastián. Widząc, jakie zainteresowanie towarzyszyło jej wizycie w kraju Basków, trudno nie docenić wysiłku organizatorów jaki, w tym niełatwym dla branży okresie (konsekwencje strajku scenarzystów i aktorów dobitnie było widać w Wenecji), włożyli w to, by na festiwalu pojawiło się jak najwięcej gości. Wśród nich byli m.in. Gabriel Byrne, Aidan Gillen, laureatka Złotej Palmy z Cannes Justine Triet, reżyser "Strefy interesów" (2023) Jonathan Glazer, wschodząca aktorska gwiazda francuskiego kina Nadia Tereszkiewicz czy jej starsza koleżanka po fachu Juliette Binoche.
Biorąc pod uwagę okoliczności — piękne miejsce, wspaniałą pogodę, znakomitą kuchnię, nie dziwię się, że gwiazdy tak chętnie wracają do San Sebastián. To była bardzo udana, pod każdym względem, edycja. Pełna odkryć związanych z nowymi ciekawymi nazwiskami, jakie warto śledzić, ale i oddająca piękny hołd mistrzom kina. Victorowi Erice oraz Hayao Miyazakiemu, którzy uhonorowani zostali nagrodami za całokształt twórczości. Tym samym tradycja połączyła się z tym, co nowe.









!["Minionki i straszydła" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MSCGMIDCOBM4Q-C401.webp)

!["Posłani" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MSSXVVHREPCLY-C401.webp)
