"41 dni nadziei": Ludzie są zdolni zdziałać więcej, niż im się wydaje

"Wiele jest momentów w życiu, kiedy chcemy się poddać, ale zawsze znajduje się powód, by jednak iść dalej. Myślę, że ten film wiele o tym mówi" - powiedział Sam Claflin o dramacie "41 dni nadziei". Oparty na prawdziwej historii tytuł trafi na ekrany polskich kin 6 lipca 2018 roku.

Shailene Woodley i Sam Claflin w filmie "41 dni nadziei"

Był rok 1983. Tami Oldham Ashcraft i jej narzeczony Richard Sharp żeglowali beztrosko po Pacyfiku - płynęli z Tahiti do kalifornijskiego San Diego. Nie spodziewali się, że ich trzynastometrowy jacht zaatakuje jeden z największych huraganów w historii. Cudem udało im się ocaleć. W wyniku spotkania z żywiołem łódź została w znacznym stopniu uszkodzona, a Richard ciężko ranny. Tami musiała w pojedynkę doprowadzić wrak jachtu do brzegu. Trwało to 41 dni.

Reklama

Dziesięć lat później kobieta wróciła do traumatycznych wydarzeń przy pomocy pisarki Susei McGearhart. Książka "Red Sky in Mourning: A True Story of Love, Loss and Survival at Sea" stała się bestsellerem i z miejsca zainteresowała wielu filmowców.

W bohaterów filmu "41 dni nadziei" wcielili się Shailene Woodley (jako Tami Oldham Ashcraft) - nominowana do Złotego Globu gwiazda "Wielkich kłamstewek" oraz bohaterka serii "Niezgodna", oraz Sam Claflin (jako Richard Sharp) - uwielbiany przez kobiecą widownię za role w filmach "Zanim się pojawiłeś" oraz "Love, Rosie".

"Naprawdę czułem jakiego rodzaju to był człowiek [Richard Sharp - red.]. To dla mnie ważne, kiedy gram prawdziwe postaci. Jednak jestem też sobą i nie chciałbym nigdy udawać, że jestem kimś innym, bo jestem aktorem, dlatego chciałbym przefiltrować elementy tej prawdziwej postaci przez siebie" - opowiadał o pracy nad rolą Claflin.

"Kiedy Richard zbudował własną łódź w Południowej Afryce, gdzie pracował w stoczni przez kilka lat, był niewiele po trzydziestce. Był przeciętnym żeglarzem, a opłynął świat wokoło. Był perfekcjonistą - wszystko musiało być tak, jak on chciał" - wyjaśniał aktor.

Claflin wyznał również, że przyjął rolę w tym filmie ze względu na Shailene Woodley: "Ona jest niesamowitą aktorką i to również ze względu na nią bardzo chciałem zagrać w tym filmie. Czytając scenariusz i wiedząc, że będziemy ściśle współpracować, miałem poczucie, że to będzie musiał być ktoś wyjątkowy. Nie wytrzymałbym sytuacji, w której utknąłbym na łodzi z kimś, kto nie byłby wspaniałą osobą".

"Miałem wiele szczęścia przy tej produkcji, również ze względu na przepiękne widoki, plan zlokalizowany na łodzi i jachtach, wyskakiwanie z wody i nurkowanie. To było coś niesamowitego. Nie czułem że jestem w pracy i to głównie Shailene się do tego przyczyniła" - dodał aktor.

"Mam nadzieję, że ludzie zdają sobie sprawę, że są zdolni zdziałać więcej, niż im się wydaje. Wiele jest momentów w życiu, kiedy chcemy się poddać, ale zawsze znajduje się powód, by jednak iść dalej. Myślę, że ten film wiele o tym mówi" - oświadczył Sam Claflin.

Reżyserem filmu "41 dni nadziei" jest Baltasar Kormákur, pochodzący z Islandii autor takich produkcji, jak "Everest", "Morze" i "101 Reykjavik".

Tytuł trafi na ekrany polskich kin 6 lipca 2018 roku.

Dowiedz się więcej na temat: 41 dni nadziei

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje