Reklama

"1917": Martwe ciała i efekty specjalne

Zanim przystąpił do pracy nad filmem "1917", specjalista od efektów specjalnych Tristan Versluis zaprojektował nie więcej niż sześć martwych ciał. Dla Mendesa było to zbyt mało. Do swojego wojennego widowiska potrzebował przynajmniej trzydziestu sztucznych zwłok - żołnierzy i koni. Przyszłość pokazała, że trud włożony w ich przygotowanie się opłacił. Wśród dziesięciu nominacji do Oscara, jakie otrzymali twórcy filmu "1917", jest nominacja za najlepszą charakteryzację i fryzury.

Fotos z filmu "1917"

Wydawać by się mogło, że przygotowanie sztucznych trupów do hollywoodzkiego filmu wojennego to nie jest wielkie wyzwanie. Zwłaszcza dla tak doświadczonego speca od efektów specjalnych, jakim jest Tristan Versluis. A jednak, jak on sam wyznał w wywiadzie dla magazynu "Variety", pomysły reżysera "1917" Sama Mendesa sprawiły, że było to trudne zadanie.

Reklama

"Musieliśmy być w stanie przemieszczać te zwłoki na wypadek, gdyby potrzebne były jakieś poprawki" - tłumaczy Versluis w "Variety". Z tego względu konieczne było przygotowanie całych zwłok zamiast tylko ich części. Dzięki temu reżyser mógł wprowadzać niezbędne poprawki w trakcie kręcenia filmu.

Zmiany wypracowanych schematów pracy wymagał też pomysł, że film ma być zrealizowany tak, by tworzyć iluzję nakręconego jednym, długim ujęciem. Również z tego względu potrzebne były pełnowymiarowe kukły imitujące zwłoki, zamiast tylko ich części.

"Mieliśmy 360-stopniowe ujęcia. Kamera mogła się odwrócić w dowolnym kierunku" - tłumaczy Versluis. Nad filmem Mendesa współpracował ze specjalistką od fryzur i charakteryzacji Naomi Donne. Razem pracowali już wcześniej przy filmie "Operacja Overlord". W pracy nad filmem "1917" pomógł specjalistom od efektów specjalnych rozwój technologii drukowania trójwymiarowego. Dzięki temu stworzone zostało całe ciało, które potem można było dzielić na potrzebne części i drukować je w postaci gotowych kończyn i kawałków torsu. W ten sam sposób stworzone zostały również modele koni w pozycji leżącej.

Kluczowym w pracy Versluisa było również jego wieloletnie doświadczenie zbierane na planie m.in. "Gry o tron". Przez lata stworzył on pokaźny katalog ciał, który stał się niezbędny w procesie przygotowania zwłok w różnym stanie rozkładu. W pracy nad nimi pomógł historyk Andrew Robertshaw. "Mogliśmy go pytać o wszystko. Mieliśmy pod ręką tyle faktów, ile tylko było nam potrzeba" - chwali Robertshawa Versluis, choć nie ukrywa, że pomocne było również Google. To tam odnalazł wiele zdjęć rozkładających się ciał ludzkich i koni.

Nieodzowna w tej makabrycznej pracy była również Krysta Wilson-Cairns, która razem z Mendesem napisała scenariusz "1917". To ona przeczytała pamiętnik żołnierza walczącego na froncie I wojny światowej, który porównywał gnijące ciała do zepsutego sera. W jednej ze scen filmu główny bohater, ślizgając się w błocie, chce oprzeć się o leżące nieopodal zwłoki. Ale traci całkowicie równowagę, gdyż jego dłoń zapada się do środka tego ciała. "Nazwaliśmy te zwłoki Człowiekiem Camembertem" - wspomina Versluis.

Doświadczenie Versluisa przydało się również w jednej z ostatnich scen filmu, w której bohater próbuje wydostać się z rzeki przez zalegające na jej brzegu ciała martwych żołnierzy. Konieczne było przyczepienie ich do brzegu, by nie odpływały. "Kręciliśmy te scenę przez kilka dni. W międzyczasie woda nanosiła różne odpadki, które dodały jej realizmu. Przygotowanie tej sceny było niesamowitym przeżyciem. Sam bardzo się wzruszył, gdy ją kręcił" - wspomina Versluis.

"1917" Sama Mendesa to jeden z głównych kandydatów do Oscara dla najlepszego filmu roku. Wśród jego dziesięciu nominacji są m.in. te za reżyserię, scenariusz, muzykę i zdjęcia.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: 1917 (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje