Reklama

10 lat temu zmarł wybitny aktor Zbigniew Zapasiewicz

Był kwintesencją aktorstwa i teatru - wspominał Jerzy Jarocki. W filmach Zanussiego wykreował bohatera symbolizującego uwikłania polskiego inteligenta - pisano o jednym z najwybitniejszych powojennych aktorów polskich. 14 lipca mija 10. rocznica śmierci Zbigniewa Zapasiewicza.

Wiele osób uważa, że był najwybitniejszym polskim aktorem w historii

"Tworzył wokół siebie przestrzeń niesamowitej refleksji, intelektu, a rozmowa z nim to była prawdziwa rozkosz" - wspominał reżyser Krzysztof Zanussi, z którym Zapasiewicz przyjaźnił się blisko 40 lat. "To, że umiem poskładać trzy fakty do kupy, jeszcze nie znaczy, że jestem intelektualistą" - skromnie prostował aktor w rozmowie z "Przekrojem" w 1993 r.

Reklama

"On był bardzo wyciszony, nie słyszało się o nim żadnych sensacji. Był po prostu godnym człowiekiem" - powiedziała Beata Tyszkiewicz. Michał Żebrowski twierdził, że "był wielkim człowiekiem". "Aktor osobny. Nie chodzi o to, czy większy od innych, czy największy, ale o to, że był kwintesencją aktorstwa i teatru" - mawiał reżyser Jerzy Jarocki.

"Znałam go ponad 50 lat. Byłam asystentką Erwina Axera, a Zbyszek jego aktorem. Już wtedy wyróżniało go rzemiosło pokropione przez pana Boga talentem. Doskonale wiedział, w którym miejscu zrobić pauzę, machnąć ręką, zrobić krok do przodu. Najbardziej lubię te jego role, w których bez żadnych zewnętrznych atrybutów na oczach widzów przechodzi metamorfozę. Od czasu do czasu był bankieciarzem" - wspominała reżyserka Izabella Cywińska.

"Od strony czysto profesjonalnej, poza jak najwszechstronniejszym opanowaniem warsztatu, obowiązkiem aktora jest wyzbycie się kokieterii, wszelkiej skłonności do ekshibicjonizmu i obrona na scenie każdej postawy ludzkiej" - wyjaśnił sam Zapasiewicz w wywiadzie dla "Teatru".

Zapasiewicz zagrał ponad 70 ról filmowych. Widzowie do dziś pamiętają jego kreacje m.in. w "Barwach ochronnych", "C.K. Dezerterach" i "Ziemi obiecanej". Otaczała go sława estety i arystokraty ducha. Nie tylko studenci nazywali go "Mistrzem".

Niechętnie deklarował swój światopogląd. "Poezja Herberta odpowiada mojemu osobistemu poglądowi na świat. W szerszej perspektywie ujmuje najistotniejsze sprawy naszej rzeczywistości. Zachwyca mnie w niej brak agresywności, tolerancja wobec różnych sposobów rozumienia świata" - wyznał w wywiadzie dla "Teatru" (1987).

Urodził się 13 września 1934 r. w Warszawie. Był synem piłsudczyka, przedwojennego działacza społecznego Zbigniewa Zapasiewicza, który zmarł dwa lata przed wybuchem II wojny światowej. Wychowała go matka, wywodząca się z inteligenckiej i artystycznej rodziny - jego wujami byli aktor Jan Kreczmar i reżyser teatralny Jerzy Kreczmar.

"Zapasiewicza spotkałem pierwszy raz w lecie 1945 r. w naszym parku Żeromskiego, jak bawił się obok ławki, na której siedziała jego matka. Miał miłą brązową twarz i czarne jak węgiel włosy. Okazało się, że mieszka na IV klatce w mieszkaniu swego wuja Jerzego Kreczmara" - wspinał pisarz Jarosław Abramow-Newerly w książce "Lwy mojego podwórka". Mieszkanie Kreczmara mieściło się w III kolonii Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (WSM) - od 1942 r. ukrywał się w nim reżyser, felietonista i teatrolog Erwin Axer, który przedarł się ze Lwowa.

Mały Zbyszek, którego szkolni koledzy przezywali "Słoń", pierwsze kroki aktorskie stawiał w szkole, żoliborskiej podstawówce przy Robotniczym Towarzystwie Przyjaciół Dzieci.

Najpierw chciał być inżynierem - w latach 1951-52 studiował na wydziale chemii Politechniki Warszawskiej. Ale wpływ wujów okazał się silniejszy i w 1956 r. Zapasiewicz ukończył Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Jego nauczycielami byli m.in.: Jan Kreczmar, Marian Wyrzykowski, Bohdan Korzeniewski, Zofia Małynicz i Stanisława Perzanowska.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Zapasiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje