Reklama

Zmierzyła się z legendą

Nikt nie miał wątpliwości, że główną rolę serialu "Anna German" powinna zagrać rodaczka tytułowej artystki. - Decydujące było swego rodzaju "pokrewieństwo dusz" - uważa Joanna Moro.

Trudno zmierzyć się z legendą?

Joanna Moro: - Nie myślałam w tych kategoriach, dopiero teraz w pełni dociera do mnie świadomość, na co się porwałam. Wówczas całą energię pochłaniały mi przygotowania do roli, skądinąd najciekawszy, moim zdaniem, etap pracy dla aktora.

- Skontaktowałam się z biografką Anny German, panią Mariolą Pryzwan, która pomogła mi wejść w jej świat, poznać koleje kariery i prywatnego życia. Udało mi się nawiązać kontakt z rodziną artystki, z mężem, panem Zbigniewem Tucholskim, a jego wspomnienia były dla mnie nieocenionym drogowskazem w konstruowaniu obrazu tej postaci. Zapisałam się też na lekcje włoskiego, którym Anna German posługiwała się biegle, ćwiczyłam śpiew charakterystyczną dla niej techniką.

Reklama

Śpiewała pani na planie?

- Owszem, nauczyłam się wszystkich piosenek i dało mi to satysfakcję, ale w serialu słyszymy oryginalne wykonania Anny German. We fragmentach a capella głos dała Władysława Wdowiczenko, diwa z Odessy, na co nalegali Ukraińcy.

Jak pracowało się przy tym serialu?

- Intensywnie i bardzo skrupulatnie, z dbałością o detale. Bywało, że jedną scenę kręciliśmy przez cały dzień, co rzadko się zdarza nawet przy fabule. Twórcom serialu zależało na wiarygodności, staraliśmy się jak najlepiej oddać wrażliwość i dobroć artystki, bo te właśnie przymioty - poza ogromnym talentem - zapewniły jej na zawsze miejsce w sercach ludzi.

- Rosjanie, mówią do dziś o niej 'nasza Anuszka', ponoć swego czasu nawet Breżniew proponował jej radzieckie obywatelstwo, daczę, pracę dla męża, ale ona wolała pozostać Polką. Annę German kochają też w Uzbekistanie, uznając ją za swą narodową piosenkarkę, w związku z tym, że się tam urodziła. Wiedzieliśmy, że nasz serial będzie miał liczną widownię, ale nie spodziewałam się aż tak wielu wzruszeń i sukcesów, jakie odnosi, gdzie tylko jest emitowany.

Czy fakt powierzenia pani tej roli miał związek z pani pochodzeniem?

- Z pewnością liczyło się to, że urodziłam się jeszcze w Związku Radzieckim, że znam rosyjski (choć w domu mówiło się wyłącznie po polsku), ale chyba decydujące było swego rodzaju 'pokrewieństwo dusz', które dostrzegli producenci, jak również podobieństwo fizyczne i mój wysoki wzrost, bo jak wiadomo Anna German mierzyła ponad 1,80 m! Stanowiło to jej wielki kompleks, podkreślany zresztą często w serialu. Specjalnie też dobierano resztę aktorek, jak choćby Olgę Frycz czy Agnieszkę Sienkiewicz, które są niewysokie, dla uwypuklenia tych dysproporcji.

Wysoki wzrost może być problemem, może też i atutem. W pani przypadku z pewnością pomógł w zdobyciu... tytułu Miss Polka Litwy w 2001 roku.

- Niewykluczone, podobno jednak wygrałam... grą na akordeonie. Ciekawostką jest to, że kilka lat później moja młodsza siostra, Kamila, również zwyciężyła w tym konkursie. Widać taka już nasza rodzinna tradycja (śmiech)!

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj.

Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: dusz
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy