Reklama

Wszystko na jedną kartę

Chciał być sportowcem, muzykiem, a dopiero na końcu pojawiło się marzenie o aktorstwie. Dziś Jan Wieczorkowski wie, że dobrze wybrał.

Rzadko udziela wywiadów i jak ognia unika prasy tzw. kolorowej. Gdy nie podoba mu się scenariusz, otwarcie krytykuje jego autora i domaga się zmian. Ale jeśli zależy mu na roli, daje z siebie wszystko. Tak jak w serialu "Czas honoru", w którym gra Władka.

Reklama

A mógł zostać kolegą Justyny Kowalczyk i Adama Małysza! W dzieciństwie, w rodzinnej Rabce-Zdroju, Jan Wieczorkowski szlifował pod okiem ojca, zawodowego trenera, narciarstwo zjazdowe. - W latach 80. uprawiałem slalom i slalom gigant jako młodzik, a później jako junior młodszy i junior - wspomina.

- Momentami miałem dosyć, bo to trzeba było robić "pod batem": treningi, zgrupowania itd. Do końca się w tym nie sprawdziłem - przyznaje. Jego ojciec musiał pogodzić się z faktem, że przyszłość syna nie będzie wiązała się ze sportem.

Już w szkole podstawowej, po obejrzeniu komedii "Powrót do przyszłości" z Michaelem J. Foxem przyszły aktor wiedział, że chce grać w takich filmach. W trzeciej klasie szkoły średniej pożyczył kamerę VHS i nakręcił z kumplami thriller. - Była to superzabawa, która tak mnie pochłonęła, że nie mogłem uczyć się do matury - mówi.

Na szczęście egzamin dojrzałości zdał, a potem spełnił swoje marzenie. Dostał się do Akademii Teatralnej w Warszawie. Nikt mi nie pomógł w zawodzie - Mój rocznik w szkole teatralnej był pechowy - twierdzi. - Nazywano nas salonem odrzuconych. Byliśmy zdani wyłącznie na siebie - dodaje.

Mimo to udało mu się odnieść sukces. Rolę, której początkowo nie doceniał, a która przyniosła mu popularność i kolejne propozycje zawodowe, zagrał w komedii Jacka Bromskiego "U Pana Boga za piecem". W tym czasie występował też w "Klanie" i pewnie zostałby tam na dłużej, gdyby nie jego buntowniczy charakter.

Miał dość zainteresowania starszych pań, które na każdym kroku utożsamiały go z graną przez niego postacią. Wolał się od tego uwolnić. Nie była to łatwa decyzja, bo propozycje zawodowe nie sypały się jak z rękawa. Mimo to podjął ryzyko. Było warto. Jego roli z "Klanu" nikt już dziś nie pamięta, za to perypetie Witka, organisty z Królowego Mostu, wciąż są oglądane.

- Myślę, że jak człowiek jest znikąd, to jest nieszczęśliwy - twierdzi. Często podkreśla, że pochodzi z Podhala. Jego pierworodny syn jest piątym w rodzinie Jaśkiem. Młodszy ma na imię Vincent (urodził się w tym roku) i jeszcze nie wie, że ma ojca, z którego może być dumny.

Za kilka lat aktor pokaże pewnie synom serial "Czas honoru", w którym gra Władka Konarskiego. Z okazji 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego zobaczymy pierwszy odcinek siódmej serii, zatytułowany "Godzina 'W'". - Gram dowódcę jednego z oddziałów - zdradza aktor. - Myślę, że będzie to najlepsza część "Czasu honoru" - dodaje.

Marzena Juraczko

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Teleświat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje