Reklama

Wojciech Malajkat chroni swój świat

Doskonały pedagog i świetny aktor. Nie boi się kontrowersyjnych ról. W serialu wystąpi jako gej walczący o spadek po zmarłym partnerze.

W jednym z najbliższych odcinków "Prawa Agaty" zagra pan Pawła Fabiańskiego - geja, walczącego po śmierci partnera o dziedziczenie wspólnego majątku. Trudna sprawa...

Reklama

Wojciech Malajkat: - Jakich niestety wiele, i to w różnym zakresie. Brakuje regulacji prawnych, w tym także dotyczących mniejszości seksualnych i mam nadzieję, że tęgie głowy pracują nad tym, aby to zmienić.

Czy granie mężczyzny o odmiennej orientacji stanowiło dla pana wyzwanie?

- Nie traktowałem tego w kategoriach wyzwania. Wydaje mi się, że Polacy powoli przyzwyczajają się do myśli, że wokół są ludzie, którzy żyją inaczej i temat ten przestaje budzić sensację. Cieszę się, że mogłem pokazać zwykłego, normalnego człowieka, którego preferencje nie obniżają w żaden sposób jego wartości!

Przeciwnicy homoseksualistów zarzucają im, że nie potrafią tworzyć związków stałych i opartych na prawdziwym uczuciu.

- Nie wiem, czy były prowadzone badania i jak wygląda zależność statystyczna pomiędzy udanymi i nieudanymi związkami osób hetero i homoseksualnych. Myślę, że jest to porównywalne i w każdym z nich czasem zdarzają się uniesienia, zdrady, zawody, rozwody i powroty.

Występ w serialu będzie jednym z licznych ekranowych wcieleń, z których znają pana widzowie. Niewielu z nich jednak wie, że jest pan profesorem, doktorem habilitowanym nauk o sztukach pięknych!

- Boże, jak dumnie zabrzmiało (uśmiech). Wejście na drogę akademicką niesie za sobą szereg konsekwencji, m.in. konieczność ciągłego pogłębiania wiedzy, a co za tym idzie - zdobywanie kolejnych tytułów naukowych. Weźmy na przykład Zbyszka Zamachowskiego - za kilka dni zostanie doktorem sztuki, a łączy się to z nieprzerwaną pracą dydaktyczną od lat. Aby móc rozwijać innych, trzeba się wciąż rozwijać samemu.

Spośród życiowych funkcji i ról, które stały się pana udziałem, najważniejszą jest rola ojca. Piękna i trudna zarazem, rozgrywana z dala od medialnego rozgłosu.

- Dobrze powiedziane - bez rozgłosu. Obiecaliśmy sobie z żoną chronić nasze dzieci i nasz prywatny świat i jak dotąd się to udaje. Osobiste szczegóły niech pozostaną wyłącznie naszą własnością.

Pana zdaniem należy wychowywać dzieci wedle wskazówek z poradników i z pomocą psychologów, czy zdać się na intuicję?

- Najlepszy jest, jak we wszystkim, "złoty środek" i zdrowy rozsądek. Najważniejsze zaś, by dziecko wiedziało, że może zawsze liczyć na rodziców, w kwestiach zasadniczych i tych mniej istotnych, codziennych, jak chociażby rozwiązywanie konfliktów, wspólna zabawa, czy odrabianie lekcji...

Jeśli chodzi o lekcje - to pana dzieciaki są szczęściarzami - tata profesor na pewno da radę!

- Obawiam się, że pewne rzeczy z matematyki lub chemii mogą mnie już przerastać! W końcu nie jestem profesorem od wszystkiego (uśmiech)! Na szczęście można to jakoś zorganizować.

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj.

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje