Reklama

Witold Dębicki: Jak odejść od żony?

Jego filmowe postacie są pełne i wyraziste. Prywatnie jest skromnym mężczyzną, który lubi czasem sobie pobyć w samotności.

Na swoim koncie ma naprawdę wiele ról. W ostatnim filmie "Mój rower" stworzył postać głęboko zapadającą w pamięć. Sam przyznaje, że jest to dla niego jeden z ważniejszych filmów. Podobnie jak kultowy serial "Siedem życzeń". Z Witoldem Dębickim (69 l.) spotykamy się, by porozmawiać o jego karierze, męskim świecie, kobietach jego życia, a także wzlotach i upadkach...

Panie Witoldzie, proszę dokończyć zdanie: Mądra kobieta wie, że mężczyzna...

Witold Dębicki: - ...ma zupełnie inny punkt widzenia niż ona.

Reklama

Czy pana zdaniem istnieje jakiś klucz do zrozumienia męskiego punktu widzenia?

- Nie wydaje mi się. Ważną rolę odgrywają bowiem w naszym życiu zupełnie irracjonalne decyzje. Sam miałem taki przypadek, więc teraz z czystym sumieniem mogę o tym opowiadać.

Co takiego pana spotkało? Co dokładnie ma pan na myśli?

- Zdarzają się w naszym życiu sytuacje niewytłumaczalne. Człowiek budzi się pewnego ranka i czuje, że musi coś zakończyć. Tak właśnie było w moim przypadku. Wstałem, zostawiłem klucze od mieszkania oraz swoje zdjęcie na biurku - i po prostu wyszedłem.

Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach... Dlaczego tak się stało?

- Żyliśmy z żoną swobodnie, wręcz rozkosznie. Prowadziliśmy bankietowe życie. Wydawać by się mogło - rewelacja! Ale w pewnym momencie przestało mi to odpowiadać.

Być może wystarczyłoby o tym porozmawiać, a nie od razu uciekać?

- Chciałem, nawet bardzo! Nosiłem się z tym zamiarem od dawna. Ale proszę mi wierzyć, że po prostu nie byłem w stanie. Najnormalniej zabrakło mi odwagi. Wolałem wstać, zostawić wszystko i zacząć swoje życie od nowa. I tak też się stało. Nie wróciłem.

Ta decyzja musiała pana wiele kosztować...

- Jak się później okazało, to było jedyne słuszne rozwiązanie. I mogłem sobie na nie pozwolić. Nasza córka była bowiem praktycznie wychowywana u dziadków. A odchodząc od żony byłem w jakimś totalnym amoku. Doszedłem do wniosku, że to wszystko nie ma najmniejszego sensu. Zrozumiałem, że to była ślepa uliczka. Stwierdziłem, że wolę robić cokolwiek, gdziekolwiek i z kimkolwiek, żeby tylko nie pozostać w tym domu. Wiedziałem, że groziła mi totalna katastrofa. Stoczenie się, zerwanie stosunków z własną córką i fajnymi teściami. Na szczęście w porę zareagowałem.

Widzę, że ma pan spore doświadczenie w relacjach z kobietami. Proszę mi zatem wyjaśnić, dlaczego niezależnie od wieku, gdy mężczyzna kocha, nie potrafi wyrazić tego słowami?

- W moim przypadku wygląda to zupełnie inaczej i można powiedzieć, że wręcz nadużywam tego słowa. I to w różnych formach. Ale to przecież też jest przejaw miłości. Chcę na kogoś patrzeć ze wszystkich stron, dotykać, czuć, obejmować. O kochaniu nie świadczy przecież tylko to słowo. Coś mi się wydaje, że chyba trafiała pani do tej pory na nieodpowiednich mężczyzn.

Zaczęłam naszą rozmowę od relacji damsko-męskich, ponieważ chciałam nawiązać do pana ostatniego filmu "Mój rower".

- To był bardzo osobisty film. On mnie w jakiś sposób odmienił. Mogłem przejrzeć się w postaci Włodka jak w lustrze. Jednocześnie zastanowiłem się nad tym, w którym miejscu aktualnie się znajduję. Uzmysłowiłem sobie zarazem, czego nie udało mi się zrobić i z czego wynika moja samotność. Może to źle zabrzmi, ale mam takie przeczucie, że to był mój ostatni film.

Proszę nawet tak nie mówić!

- Dzielę się tylko z panią moimi odczuciami...


Wspomniał pan o swojej samotności, ale przecież nie jest pan sam...

- Faktycznie, nie jestem samotny. Mam dużą rodzinę, czterech wnuków, wspaniałą mamę, a także wielu oddanych przyjaciół. Można powiedzieć, że stale jestem wśród ludzi, ale mam w sobie również swego rodzaju poczucie samotności.

To jak daje się to pogodzić z rolą poczwórnego dziadka?

- Nie ukrywam, że czasami jest ciężko. Ale dziadkowie i tak mają luksusową sytuację. Mogą zajmować się wnukami, ale tak naprawdę nic nie muszą. To jest tylko ich dobra wola. Wydaje mi się, że nie jestem najlepszym dziadkiem.

W to na pewno nie uwierzę!

- Dziadkowie są podobno od rozpieszczania. A ja tego nie robię. Jestem dla nich bardzo serdeczny, ale ich nie rozpieszczam. I nawet nie mam zamiaru tego robić.

Zmieńmy na chwilę temat. Czy doświadcza pan czegoś takiego jak magia codzienności?

- Ładne określenie, nigdy wcześniej się z nim nie spotkałem. Nie raz w naszym życiu pewne rzeczy układają się tak niesamowicie, że można nazwać je magią.

Wypytuję o magię, bo chciałabym odnieść się do kultowego serialu "Siedem życzeń".

- Do dzisiaj wołają za mną Rademenes. Lubię ten serial. Ma w sobie wielką prawdę.

A gdybym to ja miała tak cudowną moc, jak kot Rademenes i mogłabym spełnić trzy pana życzenia. Co by to było?

- Przede wszystkim poprosiłbym o zdrowie i siłę. Dzięki Bogu dostałem dobre geny od moich rodziców, więc może się to spełni. Drugie życzenie związane byłoby z moim zawodem. Chciałbym zagrać w dobrym materiale filmowym czy też telewizyjnym. A po trzecie życzyłbym sobie... abyśmy częściej się spotykali.

W takim razie "Hator, Hator, Hator"!

Alicja Dopierała

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Świat & Ludzie
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy