Reklama

Siadajmy razem przy stole!

Program "Życie od kuchi", który Małgorzata Ohme prowadzi razem z kucharzem, Robertem Sową, cieszy się dużą popularnością. Co warto z niego przenieść do swojej rodziny?

Jest psychologiem, ale doskonale radzi sobie przed kamerami. Małgorzata Ohme już ponad siedem lat temu zaczęła swoją przygodę z telewizją. Wówczas była ekspertem w programach TVN Style. Teraz jest prowadzącą reality show "Życie od kuchni".

Reklama

Czy program zmieni nawyki żywieniowe Polaków?

Małgorzata Ohme: - Mam nadzieję, że przynajmniej uczestników. A widzów? To nie jest takie proste... Na pewno wiele z tych problemów jest obecnych w polskich domach. Zdarza się, że ludzie piszą do mnie, że zaoszczędzili pieniądze, ponieważ przestali kupować fast foody i chipsy, że piją więcej wody. Oczywiście moje rozmowy z bohaterami, żeby spowodować zmiany trwają dłużej niż to, co widać na antenie. Czasem widz może mieć wrażenie, że to cud, ale cudów nie ma. Prowadzimy wielogodzinne rozmowy.

Jakie problemy stoją za obżeraniem się i złymi nawykami żywieniowymi?

- Mnóstwo! Przez jakiś czas zajmowałam się leczeniem nadwagi u dzieci, dlatego znam te problemy z praktyki. Jedzenie to sposób na radzenie sobie na przykład ze złością. Skąd wiemy, żeby sięgnąć po czekoladę jeśli jesteśmy źli czy smutni? Nauczyli nas tego rodzice. Myślimy, że na złość, smutek, nudę, niepewność, lęk dobre jest coś słodkiego. A wcale tak nie jest - to tylko nawyk, który może być powodem otyłości.

Rodzice komunikują się z dziećmi za pomocą jedzenia?

- Z tą komunikacją rzeczywiście jest duży problem. Mieliśmy w programie przypadek matki, która była przekonana, że jeśli nie da dziecku batonika, to ono będzie cierpieć.

Nie potrafiła stawiać granic?

- Rodzina to system, dzieje się w niej wiele rzeczy. Kto jest w kuchni ten ma władzę, nawet, jeśli tzw. 'głową rodziny' jest mąż. Karmienie to wywieranie wpływu na rodzinę. Jeśli kobieta nie ma innych obszarów, w których czuje się ważna, to ciężko jej ograniczyć swój 'kuchenny' wpływ. Gotuje, piecze - przekarmia. I okazuje się, ze to mama ma problem nie dzieci, które doprowadziła do otyłości. To samo może robić babcia na emeryturze, która nie potrafi zagospodarować sobie czasu. Ona nawet wie, że robi krzywdę, ale chce być ważna.

We współczesnych rodzinach ludzie nie siadają razem przy stole. Uważają, że to staroświecki, ograniczający ich wolność obyczaj. Co daje nam wspólne jedzenie?

- To jest niestety straszne, że ludzie żyją osobno, choć pod jednym dachem. Rodzina przeszła transformację podobnie, jak nasz kraj. Żyjemy szybko, zmieniła się rola kobiety. Wszechobecne jest podjadanie, nie ma rytmu, czasu, żeby pogadać, razem pobyć. A dzieci uwielbiają rytm! I mają deficyty rodzica, który jest zapracowany. Lubią, żeby kłaść je o 19:00.

- Moi znajomi ostatnio kupili sobie psa. Pytam po co, skoro nie ma ich w domu? Powiedzieli, że mają go po to, by w końcu być. To doskonały przykład tego, że zadbali o rodzinę. Rytm, budowanie relacji - to właśnie są zalety wspólnego siedzenia i jedzenia przy stole.

Joanna Czaplińska

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Telemax

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: stoły

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje