Reklama

Serial "Emily w Paryżu" budzi skrajne emocje

„Emily w Paryżu” to nowy serial Netflixa opowiadający opowiada młodej ambitnej Amerykance, która po otrzymaniu wymarzonej posady rozpoczyna nowe życie w stolicy Francji. Produkcja zbiera różne recenzje. Wielu komentatorów wskazuje, że przedstawione w serialu przygody głównej bohaterki są mało wiarygodne. Tymczasem Lily Collins, która wciela się w tytułową rolę, wyznała, że perypetie Emily nie są jej obce. Po przyjeździe do Paryża uczestniczyła w istnej serii niefortunnych zdarzeń.

Lily Collins w Paryżu

Serial "Emily w Paryżu" budzi skrajne emocje. Podczas gdy jedni okrzyknęli go już współczesną wersją kultowego "Seksu w wielkim mieście", zachwycając się choćby wizualną stroną produkcji, inni z niesmakiem punktują absurdalne wątki i utrwalanie stereotypów na temat Francuzów i samego Paryża. Zdaniem odtwórczyni tytułowej roli wydarzenia pokazane w serialu nie odbiegają zbytnio od rzeczywistości. W ostatnim wywiadzie Lily Collins zdradziła, że pod wieloma względami utożsamia się z graną przez siebie postacią. Podczas pobytu nad Sekwaną nie opuszczał jej bowiem pech.

Reklama

"Kiedy przyjechałam do Paryża na plan zdjęciowy, miałam mnóstwo doświadczeń podobnych do tych, które miała Emily. Po kilku dniach w zasadzie zaczęłam jej współczuć, bo zrozumiałam, przez co przechodzi. Ogrzewanie w moim mieszkaniu zepsuło się na dwa tygodnie; źle zamontowano podłogę w budynku; zostałam zamknięta w windzie, a nawet prawie wdepnęłam w psią kupę. Chociaż brzmi to strasznie banalnie, takie rzeczy się zdarzają, takie doświadczenia są po prostu ludzkie. Wiele zależy od naszego podejścia. A Emily przechodzi przez to, nie tracąc humoru" - wyznała aktorka w rozmowie z brytyjskim magazynem "Vogue".

Córka słynnego wokalisty Phila Collinsa zaznaczyła, że perypetie niektórych bohaterów nowego serialu Netflixa inspirowane są prawdziwymi doświadczeniami znajomych jego scenarzysty, Darrena Stara. "To zabawne, ale wiele rzeczy zostało zaczerpniętych z życia przyjaciół Darrena. Mam na myśli to klasyczne amerykańskie doświadczenie wyjazdu do obcego kraju o odmiennej kulturze, w którym czujemy się niesamowicie wyobcowani. Ale cały czas próbujemy się jakoś w tej nowej rzeczywistości odnaleźć" - dodała Collins.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Lily Collins

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje