Reklama

Rusza śledztwo w sprawie programu Ellen DeGeneres

Przez wiele lat była ulubienicą amerykańskiej publiczności. Widzowie pokochali ją za życzliwość, humor i zarażający optymizmem uśmiech. Według najnowszych doniesień, w uchodzącym za oazę tolerancji i wzajemnego szacunku programie Ellen DeGeneres, panowała tymczasem toksyczna atmosfera, a nawet dochodziło do mobbingu. W odpowiedzi na zarzuty byłych pracowników show, WarnerMedia przeprowadzi wewnętrzne śledztwo.

"Trudny charakter" Ellen DeGeneres będzie ją sporo kosztował

Ellen DeGeneres to jedna z najsłynniejszych postaci amerykańskiej telewizji. Jej autorski program "Ellen DeGeneres Show" miliony widzów zza Oceanu oglądają nieprzerwanie od 2003 roku. Zawsze uśmiechnięta, emanująca pozytywną energią i otwarcie mówiąca o swojej orientacji seksualnej Ellen stała się twarzą nowoczesnej, otwartej Ameryki. Do czasu. Ostatnie miesiące nie były dla słynnej prowadzącej zbyt łaskawe. Z pojawiających się w mediach doniesieniach wynika, że starannie wypracowany wizerunek sympatycznej DeGeneres jest jedynie fasadą, za którą skrywa się znacznie mniej przyjemna prawda.

Medialną burzę wywołał artykuł opublikowany niedawno na portalu BuzzFeed News, w którym byli współpracownicy Ellen zdradzili, że na planie programu panowała "toksyczna atmosfera", a zastraszanie i dyskryminacja choćby z uwagi na kolor skóry były na porządku dziennym. W reakcji na zarzuty producenci wykonawczy show - Ed Glavin, Mary Connelly i Andy Lassner - w oficjalnym oświadczeniu wyrazili ubolewanie nad zaistniałą sytuacją.

Reklama

"Przez niemal dwie dekady, podczas których nagraliśmy 3 tysiące odcinków i zatrudnialiśmy tysiąc ludzi, staraliśmy się tworzyć otwarte, bezpieczne i integracyjne środowisko pracy. Jesteśmy załamani tym, że choćby jedna osoba w naszej rodzinie produkcyjnej miała negatywne doświadczenia" - stwierdzili.

Producenci zaznaczyli przy okazji, że biorą pełną odpowiedzialność za to, co działo się za kulisami popularnego programu. I zasugerowali, że widzowie nie powinni obarczać winą samej Ellen. "Dla przypomnienia, odpowiedzialność za program Ellen spoczywa w stu procentach na nas. Traktujemy to wszystko bardzo poważnie i zdajemy sobie sprawę, że tak jak wielu ludzi na całym świecie, musimy zaangażować się w to, by działać w lepszy sposób" - dodali.

Według doniesień "Variety" i "The Hollywood Reporter", WarnerMedia wszczęło wewnętrzne śledztwo w sprawie naruszeń, do jakich miało dojść podczas nagrywania programu DeGeneres, powołując specjalny zespół ds. relacji z pracownikami. Jako powód dochodzenia podano najnowsze medialne doniesienia w tej sprawie. Byli i obecni pracownicy będą mogli podzielić się swoimi doświadczeniami na planie show.

Choć zarzuty na temat rzekomego mobbingu w ekipie tworzącej program DeGeneres są bez wątpienia najpoważniejszą rysą na wizerunku słynnej prowadzącej, wizerunek ów został nadszarpnięty już w lutym. Wtedy to holenderska youtuberka makijażowa Nikkie de Jager, która została zaproszona do udziału w show, wyznała, że wbrew swoim oczekiwaniom Ellen okazała się niesympatyczną i mocno zdystansowaną osobą.

Miesiąc później komik Kevin T. Porter nawoływał na Twitterze do podsyłania mu historii o doświadczeniach z "wredną Ellen". W sieci pojawiło się mnóstwo anegdot byłych pracowników show, którzy donosili m.in. o tym, że DeGeneres nie pozwala na siebie patrzeć, a gdy poczuje od kogoś nieświeży zapach, każe mu wrócić do domu. Coraz więcej komentatorów namawia teraz innych do bojkotu Ellen i jej programu. Wygląda na to, że "trudny charakter" będzie ją sporo kosztować.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ellen DeGeneres | Ellen DeGeneres Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje