Reklama

Rozstanie przez Edytę Górniak?

Umiem otwierać kobiety przez taniec. Trzeba być facetem, poczuć kobietę - mówił Jan Kliment. Poczuł za bardzo?

Jeszcze niedawno w jednym z miesięczników przedstawiani byli jako szczęśliwa, zakochana para. Opowiadają tam o swoich zwyczajach i zabawach w nowym domu w Warszawie, dokąd ona sprowadziła się wreszcie po wielu miesiącach kursowania między Czachami a Polską. Ilustracją do artykułu jest zatrzymany w kadrze seksowny taniec obojga...

Reklama

Tylko że ten obrazek jest już nieaktualny. Lenka Tvrzová (22) już nie mieszka z Janem Klimentem (37). Wróciła do Ostrawy. I wiele wskazuje na to, że doszło do ostatecznego rozstania.

A przecież tak niedawno planowali ślub, Jan zachwycał się urodą i życiową mądrością narzeczonej. Zapewniał, że wyciągnął wnioski z małżeństwa, które rozpadło się przez jego pracoholizm i już błędu nie popełni. Co się więc stało?

W kręgach tancerzy krążą różne wersje, ale jedna przeważa - Lenka nie uporała się z zazdrością. Już podczas poprzednich edycji "Tańca z Gwiazdami" pojawiły się rysy na ich związku, ale zdołali sobie z nimi poradzić. Gdy jednak w ramiona Jana trafiła zmysłowa i uwodzicielska Edyta Górniak (38), Lenka zjawiła się w Warszawie na dłużej. Wolała dmuchać na zimne?

- Od razu złapałam z nią nić porozumienia - zapewniała wprawdzie o swojej sympatii do Edyty, ale przecież nie mogło ujść jej uwadze, że Jan tę partnerkę traktuje w szczególny sposób.

Gdy diwa spadła ze schodów, on pierwszy zjawił się przy jej szpitalnym łóżku i wspierał ją, a gdy wróciła na próby, otaczał wyjątkową troską. Na ich bliskie relacje wszyscy zwracali uwagę.

- Słyszałam, że gdy Jan nie miał jeszcze mieszkania w Warszawie, Edyta zaproponowała, by zamieszkał u niej i nie tułał się po hotelach - zdradza osoba pracująca przy "TzG".

Lenka miała nadzieję, że te "niebezpieczne związki" skończą się wraz z programem. Ale i potem Jan spotykał się z Edytą, były wspólne obiadki...

To najwyraźniej było ponad siły zazdrosnej Czeszki.

- Jan mógłby mieć każdą dziewczynę, ale wybrał mnie! Ja jestem ta jedyna. Muszę mu ufać - zapewniała do niedawna. Ale chyba ufać przestała.

Anna Bazia

Na Żywo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje