Reklama

"Rolnik szuka żony": Jak to się robi na świecie?

W Polsce program "Rolnik szuka żony" okazał się hitem jesieni - co niedzielę przed telewizorami zasiadało ok. 4 mln widzów. Nie powinno to dziwić, jeśli spojrzy się na popularność show w innych krajach.

Skąd wzięła się fascynacja wsią? Czy to zasługa "Chłopów" Reymonta, tak pięknie zekranizowanych przez Jana Rybkowskiego (1972)? A może padliśmy ofiarą tego samego romantyzmu, który na początku XX wieku ogarnął autora "Wesela", Stanisława Wyspiańskiego (1901), po nim zaś Andrzeja Wajdę (1973) i - trochę na opak - Wojtka Smarzowskiego (2004)?

Dlaczego "zaspaliśmy"

Reklama

Pewne jest jedno. Wieś inspiruje kolejnych twórców ("Sami swoi", "Ranczo", "Blondynka"), nie tylko Polaków. Dowodem na to nieprawdopodobna popularność telewizyjnego show "Rolnik szuka żony". Oryginalny format doczekał się już ponad 30 wersji (m.in. południowoafrykańskiej).

Polska telewizja dostrzegła potencjał programu stosunkowo późno. Tzw. zerowy odcinek pokazano u nas 21 maja 2014 roku - wiele lat po narodzinach (a raczej... odrodzeniu) formatu, z którym producent John Longley zapoznał Brytyjczyków w 2001 roku.

Polakom rolnicy przypadli do gustu. Z ośmiu, których widzowie poznali w pilotażowym odcinku, wybrano pięciu i to oni zdecydowali, które panie zostaną zaproszone do dalszych etapów programu (przyszło ponad 2 tys. zgłoszeń od zainteresowanych kobiet). Efekt? Program miał lepszą oglądalność niż "Taniec z Gwiazdami. Dancing with the Stars".

Za co kochamy "Rolnika"

- Socjologowie próbują zrozumieć, dlaczego show o prostych ludziach, ich zwykłych sprawach i uważanej kiedyś za nieciekawą wsi przyciąga takie tłumy. Cóż, świat pędzi do przodu, tymczasem na wsi nadal można znaleźć ów towar deficytowy, jakim są cisza i spokój. Będzie nas do niej ciągnęło coraz bardziej - przewiduje John Longley.

Całe to szaleństwo zaczęło się właśnie od pomysłu Longleya i spółki Freemantle Media w Anglii ("Farmer Wants A Wife", ITV, 2001). Nie, stop, tak naprawdę cykl korzeniami sięga roku 1983, kiedy to szwajcarska SRG SSR wyemitowała "Bauer sucht Bäuerin". Wbrew tytułowi, już wtedy chodziło o znalezienie tej jedynej spośród dziewczyn z miasta.

- Siedmiu farmerom przedstawiono kandydatki na żony - przypomina Longley. Uwaga, aż sześciu skończyło na ślubnym kobiercu, do dziś przetrwały zaś cztery zawarte wówczas małżeństwa. Gdy w 2001 roku format zatriumfował na Wyspach Brytyjskich, znaleźli się "naśladowcy".

"Rolnik" stał się hitem w Belgii (2004) i Norwegii (2004), był także najlepiej ocenianym programem rozrywkowym w Holandii (2004) oraz uwielbiających bawarskie kapelusiki Niemczech (2005). Co ciekawe, szał dotarł i do USA (2008). Amerykanie musieli wszystko zrobić po swojemu. W trakcie ośmiu trzymających z napięciu odcinków 10 pań próbowało zdobyć jednego kawalera.

Ślubów było na całym świecie wiele, przelanych za stodołami i wśród snopków siana łez jeszcze więcej. A u nas? Jak wiecie, Natalia i Paweł to jedyna para, która zdecydowała się na bycie razem. Teraz trwają castingi do drugiego sezonu. Prowadząca Marta Manowska jest gotowa na nowe wyzwania.

Maciej Misiorny

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: rolników

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje