Remont domu, który zmienia życie

Dziennikarka, spec od wystroju wnętrz i przebudowy domów, kobieta o wielkim sercu - Katarzyna Dowbor wszystkie pasje spełnia w programie "Nasz nowy dom". Nam opowiada o kulisach swojej pracy oraz zapowiada wielką niespodziankę!

Podobno, by zostać prowadzącą program "Nasz nowy dom", po raz pierwszy w swojej karierze zgłosiła się pani na casting?

Reklama

Katarzyna Dowbor: - Zgadza się. W dodatku okazało się, że jestem jego najstarszą uczestniczką. Ale i najlepszą, a może najbardziej doświadczoną (śmiech). Bardzo mi zależało na tej pracy, bo jest ona spełnieniem moich marzeń. Gdybym nie została dziennikarką, zajmowałabym się remontami. "Nasz nowy dom" ma także ten plus, że faktycznie pomaga ludziom.

Remontujecie dom i...

- ... i zmieniamy życie naszych bohaterów. Osoby, którym pomagamy, znajdują się w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Choroby, śmierć w rodzinie, bezrobocie - to ich codzienność. Tych ludzi nie stać na naprawy, a mieszkają w strasznych, niebezpiecznych dla zdrowia warunkach. Remont jest często pierwszą dobrą rzeczą, która im się przytrafiła, i przyczynkiem do zmiany. Wprowadzając się do odnowionego domu, zaczynają wierzyć, że teraz ich życie stanie się lepsze. Wspaniale to było widać po jednej z uczestniczek. Pani Basia - smutna, przygnieciona przez los kobieta po udziale w programie zaczęła się uśmiechać. W przeciągu zaledwie kilku chwil zmieniła się w dumną i pewną siebie kobietę, gotową walczyć o swoją rodzinę.

Są tacy, którzy się nie cieszą?

- Raczej nie pokazują emocji. To osoby, które nauczono, że uczuć się nie ujawnia, bo są oznaką słabości. Czasem ci ludzie płaczą, kiedy już wyłączymy kamery. Dopiero wtedy puszczają ich wewnętrzne tamy.

Kto pani najbardziej zapadł w pamięć?

- Wszyscy - historie naszych bohaterów są tak mocne, że nie sposób je zapomnieć. Ale jeśli już mam wymieniać, to pan Zbigniew, wdowiec z trójką dzieci. Zdarza się, że kiedy przyjeżdżamy, ludzie mówią, że dana osoba nie zasługuje na udział w programie. Tu było inaczej. Sąsiedzi nam kibicowali, proponowali pomoc, przynosili ekipie ciastka. Wszyscy wokół uważali, że panu Zbigniewowi naprawdę należy się ten remont. Za każdym razem wzrusza mnie też los dzieci. One są niewinne, a cierpią na równi z dorosłymi. Dlatego nasza kochana Martyna (Kupczyk, architekt - przyp. red.) zawsze dba przede wszystkim o maluchy. Jeśli nie mogą mieć swojego pokoju, muszą dostać przynajmniej własne biurka i łóżka.

Czy do udziału w programie można zgłosić innych? Sąsiadów, bliskich?

- Oczywiście. Wystarczy się zarejestrować i opisać ich historię na naszej stronie. Mamy specjalną komisję, która weryfikuje takie zgłoszenia. Jeśli ktoś się klasyfikuje do udziału w programie, na miejsce jedzie ekipa i sprawdza stan techniczny budynku. Jest tylko jeden warunek, który koniecznie należy spełnić: rodzina musi posiadać akt własności mieszkania.

Zamierzacie wrócić i sprawdzić, co słychać u waszych bohaterów?

- Zgadza się. Jeszcze nikomu tego nie mówiłam, ale na święta szykujemy niespodziankę. Odwiedzimy kilka rodzin, którym kiedyś pomogliśmy, i sprawdzimy, jak im się teraz wiedzie.

Jest coś, co chciałaby pani zmienić w programie?

- Nie. Jest dobrze. Chciałabym tylko zaapelować do sponsorów: bez was nie uda się zrobić tego programu. U nas możecie i zareklamować się, i zrobić coś naprawdę dobrego. Zapraszam!

Rozmawiała Monika Ustrzycka

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Dowiedz się więcej na temat: żyja | życia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje