Reklama

Porażka "Tańca z gwiazdami"

Po czterech odcinkach 13. edycji tanecznego show można z całą pewnością stwierdzić, że obsadowe zmiany raczej mu zaszkodziły niż pomogły, a sam format wypada poniżej oczekiwań.

Słabość "Tańca z gwiazdami" najlepiej odzwierciedlają wyniki oglądalności. Z tygodnia na tydzień spada liczba odbiorców śledzących parkietowe zmagania aktorów, sportowców i piosenkarzy. Show zaczęło co prawda od 4,3 mln widzów, ale później było już coraz gorzej, a kolejne odsłony tanecznej rywalizacji śledziło odpowiednio 4,15 mln, 3,98 mln i 4,1 mln osób.

Reklama

Daje to średnią widownię na poziomie 4,13 mln, zdecydowanie słabszą od notowanej przez poprzednią edycję programu - wynoszącą aż 4,62 mln widzów.

Wyraźny spadek formy widać także, gdy porównać "Taniec" z innym hitowym programem TVN-u - "Mam talent!". W miniony weekend show prowadzone przez Marcina Prokopa i Szymona Hołownię zgromadziło przed telewizorami aż 4,7 mln widzów, a trzeba zaznaczyć, że liczba osób śledzących czwartą serię tego formatu jest z tygodnia na tydzień coraz większa.

Zastanówmy się, z czego wynika obecna słabość "Tańca z gwiazdami"? Czy winę za mało atrakcyjną dla telewidzów jakość jego 13. edycji ponoszą w szczególności prowadzący, jurorzy, czy może uczestnicy?

Jurorzy

Chyba zbyt pochopne okazało się podziękowanie za współpracę Beacie Tyszkiewicz i Zbigniewowi Wodeckiemu. Może i ich wiedza o tańcu była znikoma, ale nie da się ukryć, że wzbudzali ogromną sympatię wśród widzów. Za sprawą humoru piosenkarza i polotu aktorki program zyskiwał powiew artyzmu, który nijak nie są w stanie wprowadzić nowi jurorzy.

Janusz Józefowicz stara się co prawda zastąpić Tyszkiewicz w kłótniach z Iwoną Pavlović, ale jego może i merytoryczne dywagacje, nijak się mają do drobnych uszczypliwości, jakimi raczyła "Czarną Mambę" aktorka o arystokratycznych korzeniach. Co więcej, publiczność wyraźnie nie przepada za "Józkiem", co najlepiej odzwierciedlają komentarze pod jego adresem na internetowych forach, a także reakcje osób zgromadzonych w studiu po jego wypowiedziach - nawet jak chwali uczestników, to nie wzbudza to specjalnego entuzjazmu. Ciężko też zrozumieć jego niektóre zarzuty do uczestników - wciąż ma zastrzeżenia do ich... oczu!

O ile jednak Józefowicz jest przynajmniej "jakiś", to zupełnie bezbarwna zdaje się być Jolanta Fraszyńska. Jej komentarze są zazwyczaj krótkie i nie mają nic wspólnego z tańcem ("Jesteście jak żelki: puchate i przyjemne. Chciałoby się was zjeść"), a jej samej brakuje przede wszystkim charyzmy, żeby w minimalnym chociaż stopniu wybić się spośród trójki profesjonalistów, z którymi przyszło jej przy jurorskim stole zasiadać.

Prowadzący

Katarzyna Skrzynecka często była obiektem drwin wśród internautów (choćby z powodu reklam, w jakich występowała), ale w momencie, gdy wyrzucono ją z "Tańca z gwiazdami" nagle stała się ich ulubienicą (praktycznie wszyscy domagają się jej rychłego powrotu). Wpływ na to miały z pewnością dwie kwestie.

Po pierwsze, aktorka i piosenkarka straciła pracę, będąc w ciąży, co mimochodem wzbudza sympatię względem jej osoby, a producentów programu stawia w negatywnym świetle. Po drugie, fatalny początek miała Natasza Urbańska. Przestraszona, pozbawiona pewności siebie i wciąż czytająca z kartki, stała się łatwym obiektem dla wszystkich nieprzepadających za nią widzów show (przypomnijmy, że ona sama zajęła drugie miejsce w 10. edycji programu...).

Urbańska ostatnio spisuje się jednak zdecydowanie lepiej i widać, że stara się dostosować do prezentującego jak zwykle wysoki poziom Piotra Gąsowskiego. Przekłada się to zresztą na komentarze osób śledzących program, które teraz częściej niż jej, dotyczą jej... męża.

Uczestnicy

Nawet w naszym kraju, gdzie po zagraniu roli w jednym serialu aktorzy są uważani/uważają się za gwiazdy, liczba celebrytów chcących zatańczyć za kilkunastotysięczną pensję co tydzień, jest ograniczona. Dlatego producenci muszą się nieźle nastarać, żeby skompletować 14-osobową załogę do kolejnych odsłon parkietowych zmagań.

Gdy więc po raz enty odmawiają udziału w "Tańcu..." Doda, Andrzej Piaseczny czy Krzysztof Hołowczyc, a wszyscy serialowcy już się dawno w rumbie i walcu pokazali, trzeba zakasać rękawy i... kombinować. W efekcie czasem kogoś się odkurzy (Dariusz Kordek), sprowadzi z USA (Marta Krupa), podpromuje (Anna Wendzikowska) czy postara się przywrócić mu dawny blask (Weronika Marczuk). Wszystko byle tylko coś się na tym parkiecie działo.

Efekt tego jest jednak taki, że widzowie czasem lepiej znają tancerzy, niż gwiazdy, które uczą oni foxtrota i jive'a. I tak jest niestety w tej edycji, gdzie na pierwszy plan wyraźnie wysuwa się jedynie Katarzyna Zielińska, którą większość osób już przed rozpoczęciem programu uznawało za zdecydowaną faworytkę show.

Reszta osób pochodzi najpewniej z klasycznej "łapanki", a nazwiska takie jak np. Zbigniew Urbański, Stanisław Karpiel-Bułecka, wspomniana Marta Krupa, Kazimierz Mazur czy Aleksandra Kisio niewiele mówią większości Polaków (co odzwierciedla się zresztą w ich sympatiach - cztery z pięciu wymienionych osób już nie tańczy).

Podsumowując, nie wróżę obecnej edycji specjalnego wzrostu oglądalności, a to jak wiadomo jest najważniejszym wyznacznikiem dla producentów programu. I to nawet pomimo tego, że od strony "warsztatowej" jest ona pewnie najbardziej profesjonalną ze wszystkich odsłon tego show.

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana polskiej telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych programów i seriali! Kliknij i sprawdź!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: "Czterech" | porażki | tańce | edycji | 'Gwiazdy'

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje