Reklama

Piotr Pręgowski: Mam dwie żony!

Chcę mówić o poważnych rzeczach - twierdzi Piotr Pręgowski i... szybko zmienia zdanie. Jeden z najbardziej charakterystycznych aktorów, wulkan energii i humoru, mówi o zmianach, jakie zaszły w jego życiu.

Panie Piotrze, oglądamy 8. sezon "Rancza". Przez ten czas wiele się wydarzyło, nierzadko bardzo zaskakującego. A pana scenarzyści czymś zaskoczyli?

Reklama

Piotr Pręgowski: - Nad scenariuszem pracuje sztab ludzi, ale tak naprawdę mają dość ograniczone pole manewru. Nie mogą sobie pozwolić na jakieś rewolucyjne zmiany, ponieważ to może być bardzo ryzykowne. Trzeba pilnować, aby widownia się od nas nie odwróciła. To nie może być ani pikantne, ani za ostre, ani za słodkie.

Ale Pietrek bardzo się zmienił...

- To taki bohater z marzeń. Radosny, wesoły, trochę niezrównoważony. To ciekawa rola, nikt nikomu w serialach takich nie pisze. To skarb, który dostałem i staram się tego nie zmarnować. Na początku Pietrek pokazany był jako człowiek ciężko uzależniony, samotny, bezrobotny, z problemami emocjonalnymi. Dziś ma żonę, piękne dzieci, pracę. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam dwie żony i jest to akceptowane społecznie (śmiech).

Mówi pan o prywatnej - aktorce Ewie Kuryło i służbowej - Joli, czyli Eli Romanowskiej?

- Tak! Mimo że obydwie grają w serialu "Ranczo" i spotykają się na planie, nie biją się, nie szarpią za włosy, nawet się lubią!

Ostatnio przyznał pan, że się zmienił. Dlaczego?

- Wszedłem w sześćdziesiąty rok życia. Dla wielu ludzi to taki okres podsumowań - co się udało, a co nie. Na szczęście ja dokonuję podsumowań wyłącznie pozytywnych, co wydarzyło się dobrego w życiu, co udało mi się osiągnąć. Moje przygody zawodowe niosło życie.

Poprzez role, które pan grał, ludzie postrzegają pana jako kogoś szalenie dowcipnego, pogodnego, trochę zgrywusa.

- No właśnie, a teraz mam poczucie, że chciałbym rozmawiać o poważniejszych rzeczach. Nigdy nie miałem okazji mówić o czymś, co dałoby innym do myślenia. Jest wiele spraw, które mnie interesują. Ale podejrzewam, że ludzie nie chcą tego słuchać. A ja nie chcę nikogo pouczać. Zawsze kochałem Danutę Rinn, ale jak artystka była "w latach", zaczęła śpiewać piosenkę rozliczeniową, o sprawach ważnych, sensie życia. I to mi zaczęło przeszkadzać. To teraz wyobraźmy sobie, że Pietrek z "Rancza", Hermann Brudner z "Halo, Hans!", Roman z "Camera Cafe" albo Ostrowski z "PitBulla" zaczną was pouczać. Więc dalej wolę żartować.

Co jeszcze przyniosła ze sobą ta sześćdziesiątka?

- Bardzo wiele rzeczy, najważniejsza z nich to dieta. I jednak pojawi się moje przesłanie dla wszystkich. Ludzie, pamiętajcie, kiedy wchodzicie do sklepu albo do restauracji, nie dajcie się bylejakości jedzenia. To strasznie ważne każdego dnia! Trzeba czytać etykiety, wiedzieć, co się je. To może być punkt wyjścia do zmiany życia na lepsze. Powinniśmy bać się fast-foodów bardziej niż armii rosyjskiej. Fast-foody powinny być nielegalne.

Zdrowe życie to także sport. Uprawia pan jakiś?

- Sportów wyczynowych nie polecam, to ciężki zawód, wyniszczający organizm. Ale amatorsko nawet najmniejszy ruch jest ważniejszy niż żaden. Na pewno nie wolno siedzieć godzinami przed komputerem czy telewizorem. Trzeba pływać, spacerować, wszystko na miarę własnych możliwości.

Kiedyś był pan wielkim miłośnikiem kolorowych marynarek i jaskrawych kwiecistych koszul. Nadal lubi pan ten styl?

- Uwielbiam kolory, ale ta moja sześćdziesiątka trochę mnie przytemperowała. Dlatego pewnych ubrań już z szafy nie wyciągam. Ale też nie wyrzucam ich. Po prostu noszę je, gdy jestem akurat w domu na wsi. Jeśli ktoś będzie przejeżdżał obok mojego ogrodu i będzie mu się wydawało, że widzi olbrzymi kwiat amazoński, to będę ja w mojej ulubionej kolorowej koszuli.

Jak teraz ubiera się 60-latek?

- Mam świadomość, że nadal nie ubieram się jak dorosły człowiek. Garniturów nie mam, bo wyglądam w nich dość idiotycznie. Dlaczego? Wszyscy, którzy mnie znają, zapewne wiedzą. Ale nie ukrywam też, że staram się wyglądać bardziej odważnie.

Co jeszcze w tym roku?

- Po raz trzeci organizuję "Festiwal Piosenki Ranczerskiej". Oprócz piosenki i kabaretu powstały nowe kategorie plastyczne. Zapraszam! Wielki finał 27 czerwca w miejscowości Kikół.

Rozmawiała Edyta Karczewska-Madej.

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje